Przyjedzie, odjedzie, ale niczego to nie zmieni. Historia zapisze go, jako karierowicza, z którym najpierw Putin robił co chciał, a potem Merkel


Proponowałbym w ogóle nie zajmować się wycieczką Tuska do Warszawy. To sprawa dla sądu i adwokatów. Kto z jego pretorianów chce bieżyć na warszawski dworzec, droga wolna. Ale zatruwanie tym przyjazdem atmosfery pozostałym, to już gruba przesada.

Niewątpliwie historia wciągnie go na swe karty, ale nastąpi to wyłącznie w rozdziałach, którymi Polacy szczycić się nie będą. I nie najważniejsze staną się tam opisy powszechnej korupcji, rozpasania, świetnie zilustrowane przez podsłuchane rozmowy najważniejszych jego urzędników. Taśmy knajpiane wprawdzie doskonale obrazują stosunek rządu Tuska, jego partii do polskiej racji stanu, ale nawet one nie wytrzymują konkurencji z najbardziej obrzydliwym uczynkiem Tuska, czyli jego zachowaniem przed i po tragedii smoleńskiej. Wiem, że będą protesty, ale dla mnie zachował, w najlepszej dla niego ocenie, jak pajac liczący na lizaka, w najgorszej, jak zdrajca.

Polski premier nie może knuć poza plecami polskiego prezydenta z kimkolwiek, a w szczególności z kimś takim, jak Putin. Mógł nie cierpieć Prezydenta Kaczyńskiego, mógł zwalczać Go wedle politycznych reguł, ale nie miał prawa stawać u boku Putina wbrew oczekiwaniom Prezydenta na wspólną podróż.

A potem? Było jeszcze szkaradniej. Zgoda na oddanie całego śledztwa Kremlowi też była sprzeniewierzeniem państwu. Zginął Prezydent z Małżonką, zginęli Nasi Najwybitniejsi Generałowie, kwiat Wspaniałych Urzędników Państwa… Generałowie ważnej armii NATO… I mandat dający uprawnienia do poszukiwania prawdy o dramacie wcisnął Tusk w łapy kagiebisty i jego specjalistów od głoszenia prawdy. Wyćwiczonych w takich operacjach przez dziesięciolecia. Gdy Putin pokazał mu, jak się traktuje pajaców bez charakteru, oddał swą karierę w ręce pewnej damy rezydującej w Berlinie. Kto więc ma podniecać się jego przybyciem do Warszawy?

Mam dobre kontakty z kilkoma rodzinami opłakującymi wciąż swych ojców i mężów, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku. Mam świadomość, jak zostały potraktowane drogie im szczątki. Hańba! Wiem, co piszę. Ale wybrańcy Tuska, tacy sami karierowicze, ogłosili – państwo polskie zdało egzamin! Bo naprędce zorganizowano pogrzeby i natychmiast wdarto się do gabinetu Prezydenta RP. Taki to był egzamin.

autor: Tomasz Domalewski

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ