Powojenny Wrocław. Pomiędzy niemieckim Elbing a polskim Ołbinem

Przy okazji wspominania mniej lub bardziej znanych wydarzeń z dziejów Wrocławia, warto przywołać ludzi, którzy zadecydowali o powrocie katolickiego kultu do ołbińskiego kościoła Jedenastu Tysięcy Dziewic. W skali mikro takich opowieści na pewno może być wiele, wciąż jednak odsłaniają nowe szczegóły życia ostatnich breslauerów i pierwszych wrocławian. Niemcy lubią wracać pamięcią do dni chwały Breslau, pamiętający spalone miasto Polacy podkreślają ogrom pracy i trudu włożonego w jego odbudowanie, choć długo nie wolno im było mówić o działaniu rabunkowym okupantów radzieckich, o polowaniu na Armię Wyklętą, o celowym zaniedbaniu gospodarczym władz i wielu innych problemach ludowej rzeczywistości, która pozostawiła nam w dziedzictwie przekonanie o prawie do Ziem Odzyskanych bez właściwego zrozumienia wagi tego faktu.

W literaturze łatwo odnaleźć opisy wydarzeń związanych z przyjazdem do stolicy Dolnego Śląska grup operacyjnych z pierwszym prezydentem Wrocławia, socjalistą Bolesławem Drobnerem, który rozpoczął swoje urzędowanie w siedzibie przy dawnej ulicy Blücherstrasse, szybko nazwanej imieniem księcia Józefa Poniatowskiego, gdzie mieściła się niewielka restauracja i piekarnia ze sporymi zapasami mąki. Miasto, w którym swoje rządy znaczyło dowództwo Armii Czerwonej, wciąż płonęło pogrążone w ruinach. Szczęśliwie, główne walki o zdobycie Festung Breslau przebiegały z dala od dzielnicy ołbińskiej, dlatego większość kamienic nie uległa zagładzie nawet w podobnym stopniu, jak w centralnych częściach miasta. To był zapewne jeden z powodów, dla których przybywający do Wrocławia wraz z pierwszymi powojennymi władzami polscy pionierzy osiedlali się właśnie w okolicach obecnej ulicy Jedności Narodowej. Ocalony z hekatomby dawny Ołbin stawał się zalążkiem nowego życia. Wraz z falą przybyszów przyjeżdżali również ich polscy duszpasterze.

Ewangelicką parafii Jedenastu Tysięcy Dziewic zarządzał wówczas pastor, Gottfried Leder, który pomiędzy 13 XI 1946 r. a jesienią 1947 r. pełnił jednocześnie funkcję dziekana ewangelickiego we Wrocławiu. Wraz z rodziną i współpracownicą, Minny Frunzke, zajmował on pomieszczenia w budynku obok kościoła jako legalny właściciel zabudowań parafialnych. Zgodnie z relacją tego duchownego (Evelyne A. Adenauer, Das christliche Schlesien 1945/46, Köln 2010, s. 223-225), warunki mieszkaniowe były podobno niezwykle trudne: dom pozbawiony był zamykanych drzwi, okna poklejone były papą, w budynku brakowało wody, prądu, czynnej toalety, mieszkańcom dokuczały wszechobecne szczury. Warto jednak pamiętać, że ten sam standard podzielili wkrótce polscy karmelici bosi. Pierwszy z nich, ojciec Kolumban od św. Ducha (Józef Węgrzyn), krakowski kapelan 11 pułku KBW, miał przyjechać do Wrocławia już w maju 1945 r. Zaraz potem w grudniu dołączył do niego, zapewne z pierwszą grupą zakonników, ojciec Bogusław Woźnicki z Krakowa, który tuż przed wojną zaprzyjaźnił się z młodym gimnazjalistą, Karolem Wojtyłą. Sprowadzeni przez ojca Węgrzyna po 9 V 1946 r. jego współbracia zajęli pierwsze piętro budynku parafialnego. Snujący swoje wspomnienia pastor podkreśla, że wspólne z „mnichami” zamieszkanie cechowała wzajemna życzliwość i zrozumienie. Pastor ewangelicki wspomina ten okres jako czas intensywnej naprawy dachu kościoła, częściowo uszkodzonego od uderzenia granatu. Dzieła remontu miał dokonać niemiecki dekarz Adolf Holdt dzięki pomocy gminy ewangelickiej, ale przecież nie bez wsparcia polskich żołnierzy.

Protestanci, pomimo przejęcia części pomieszczeń parafialnych przez karmelitów, z całą swobodą sprawowali w kościele swoje nabożeństwa. Trzeba pamiętać, że do wiosny 1946 r. Niemcy stanowili znaczną większość mieszkańców Wrocławia, w pierwszym okresie trwając w pewnym przekonaniu o osiągniętym status quo. Masowe transporty na Zachód zaczęły tę sytuację radykalnie zmieniać. Zapotrzebowanie na posługę sakramentalną katolickich kapłanów rosło zaś wraz z napływem ekspatriantów z Kresów i migrantów z różnych części Polski. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zachęceni pięknem kameralnego kościoła oraz dość przestronnym jak na warunki miejskie ogrodem karmelici rozpoczęli starania o przejęcie praw własności do świątyni poewangelickiej i zabudowań parafialnych. Według pastora Ledera, zdanie majątku przez gminę ewangelicką nastąpiło 23 IV 1946 r. o godz. 18.00. Wielkanocne nabożeństwo było więc ostatnim uroczystym spotkaniem całej gminy w kościele parafialnym, które zgromadziło około 1500 ewangelików. Kościół wraz z emporą był podobno tak wypełniony, że pootwierano z powodu zaduchu wszystkie okna. Jak wspomina duchowny, dawało się odczuć uroczysty nastrój i atmosferę wspólnoty.

Pierwsza po ponad pięciuset latach przerwy katolicka msza została odprawiona w kościele ołbińskim w dniu 5 V 1946 roku. W tym samym czasie prowincjał zakonu, o. Józef Prus, uzyskał zezwolenie od Administratora Apostolskiego, ks. infułata Karola Milika, na osadzenie przy kościele zakonu karmelitów bosych. Niemiecki Elbing odszedł wraz z pamięcią jego mieszkańców, by stać się ołbińskim domem zmuszonych do przeprowadzki z różnych stron Polaków, skupiających się wokół karmelitańskiego kościoła pw. Opieki Świętego Józefa we Wrocławiu. Topniejąca z dnia na dzień gmina ewangelicka spotykała się aż do jesieni 1947 r. w przygotowanej przez pastora w budynkach parafialnych kaplicy. Wbrew jego wspomnieniom, ewangelicy prowadzili tutaj także swoje przedszkole i organizowali gasnące coraz szybciej życie parafialne.

autor: dr Anna Sutowicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj