W walce mafii reprywatyzacyjnej z rządem sędziowie przyznali punkt mafii


Sędziowie Sądu Najwyższego, odpowiadając na zapytanie prawne warszawskiego Sądu Apelacyjnego, uznali w wydanej w środę uchwale, że spadkobierca znacjonalizowanej nieruchomości albo handlarz, który kupił roszczenia, może żądać wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z mieszkania od lokatorów zwracanych domów.

Uchwała Sądu Najwyższego, o której napisała „Rzeczpospolita”, oznacza, że lokatorzy „reprywatyzowanych” kamienic (piszę w cudzysłowie, bo to proceder bardziej kryminalny niż legalny) mogą być zmuszeni do wypłaty odszkodowań spekulantom, którzy przejęli ich dom.

Oczywiście formalnie trudno będzie udowodnić jakiemukolwiek lokatorowi, że zajmował swoje mieszkanie w złej wierze, ale – patrząc na to, w jaki sposób wymiar sprawiedliwości traktował przez ostatnie lata lokatorów – trudno nie mieć obaw o sprawiedliwe rozstrzygnięcia.

Do tej pory bowiem lokator w sporze ze spekulantem zawsze stał na straconej pozycji. Państwo abdykowało, pozostawiając obywateli samym sobie. Najbardziej dramatycznym skutkiem tej abdykacji było morderstwo działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej, gdy pomimo licznych poszlak, prokuratura umorzyła śledztwo, uznając że zamordowana sama oblała się benzyną i podpaliła w Lesie Kabackim. Nic dziwnego, że handlarze roszczeniami, najczęściej prawnicy lub urzędnicy miejscy, czuli się w państwie PO całkowicie bezkarni.

Wszystko miało się zmienić po zwycięstwie PiS. Rzeczywiście prokuratura i CBA podjęły działania przeciw spekulantom, kilku z nich trafiło nawet za kratki. Ma powstać specjalna komisja weryfikacyjna sprawdzająca przebieg reprywatyzacji w Warszawie. Tymczasem Sąd Najwyższy wydaje uchwałę otwierającą spekulantom furtkę nie tylko do wyrzucania lokatorów na bruk, ale także do wyciśnięcia z nich niewyobrażalnych pieniędzy, chodzi tu przecież o miliony złotych.

Istnieje w prawie coś takiego jak klauzula generalna. W polskim prawie jest nią zwykle odwołanie się do zasad współżycia społecznego. Pomijając już fakt, że mocno naciągane roszczenia spekulantów są – w mojej opinii – naruszeniem tych zasad, to domaganie się od lokatora, aby spłacił swojego prześladowcę, przypomina już wręcz bolszewicki zwyczaj, wedle którego rodziny zamordowanego musiały płacić władzom za amunicję użytą do jego rozstrzelania.

Nie wiem, czy uchwała Sądu Najwyższego powodowana jest brakiem zrozumienia społecznego kontekstu przez sędziów, czy też chęcią przytarcia nosa ministrowi Ziobrze. Jedno i drugie kompromituje autorów uchwały. I każe postawić sobie pytanie, czy reforma sądownictwa nie powinna jednak ruszyć z kopyta.

autor: Konrad Kołodziejski

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ