Czy znana aktorka może nie mieć wstydu? Czy naprawdę Krystyna Janda ma się za wzór kobiety i matki?

janda.jpg

Krystyna Janda marzy o polityce. Tęskni za nią. Doznaje ekstazy w każdej upojnej chwili, gdy może swoim zupełnie ahisterycznym przecież tonem z zupełnie ahisteryczną przecież gestykulacją dokonać kolejnej analizy sytuacji politycznej w kraju. Przy czym jest to analiza czysto partyjna i na użytek partyjny dokonywana.

U pani Krysi bowiem od pewnego czasu wiadomo wszystko, z wybitnej aktorki i cwanej dyrektorki przepoczwarzyła się w myszkę na kluczyk, której klaszczą inni pożyteczni idioci. „Myszko, a coś o PiS? PiS zły, fatalny, podły, nieludzki. Myszko, a coś o opozycji? Chodźcie z nami, ja idę, my wszyscy idziemy. Myszko, a coś o finansach? Ja wszystko sama, od zawsze, tymi rączkami, no, ale jak ten PiS nie dał mi dotacji takich, jak chciałam, to myślę sobie – wojna! A potem myślę sobie, polityka! Na końcu zaś – Kryśka, a kto ci powiedział, że ty prezydentką nie możesz zostać?! Na pewno gorsza od Kopaczowej nie będziesz. Zresztą ona taka miła, na KOD-y chodzi. Nie to, co ta straszna Szydło…”.

Jeśli potrzebujecie Państwo jakichś dowodów na to, że takimi właśnie torami biegną dziś myśli Krystyny Jandy 2.0 (a raczej 0-2), służę cytatami z wywiadu udzielonego przez świeżo upieczoną gwiazdę Dworca Centralnego portalowi Wirtualna Polska (swoją drogą – rzeczywiście ta ich „Polska” coraz bardziej nierealna). Trzy wystarczą za cały portret.

Pierwszy – o złodziejstwie:

Słuchałam przemówienia pani premier i myślałam, że po prostu zjem kierownicę. Złodziej krzyczy „kradną!”, cały czas (…). Wszystkich wyzywają od złodziei. Ja też się czuję wyzwana. A niczego nie ukradłam. Pracuję 45 lat, dla siebie, dla tego kraju. W dziedzinie sztuki. Ale jestem obrażona każdego dnia!

Drugi – o wyborach:

Przyzwyczailiśmy się, że żyjemy w demokracji i jest wolność i są wolne wybory. Nie sfałszowane. Zobaczymy, co będzie teraz. Zobaczymy jakie zostaną stworzone warunki brzegowe w momencie wyborów i wtedy albo pójdziemy na wybory albo będziemy protestować, że tam byliśmy, a wynik jest nie taki

Trzeci: – o premier Beacie Szydło.

To nie jest kobieta. To jest moim zdaniem hybrydowa postać. Jeżeli byłaby kobietą, to nie mówiłaby w ten sposób i tym tonem do kobiet. Nie zastanawiam się, jakie sumienia mają kobiety w rządzie, co one myślą wieczorem, co mówią swoim dzieciom, jak je wychowują i jak traktują swoich mężów i kim są w tym kraju. Nie zastanawiam się, bo jest to po prostu bolesny temat.

Czas na rozwiązanie zagadki zadanej poniekąd przez panią Krysię w pierwszym cytacie i czas, by odpowiedzieć sobie (oraz jej) na ważkie pytanie: kto tu naprawdę jest złodziejem krzyczącym, że kradną. Ktoś powie – wiadomo: ludzie, którzy nie potrafią pogodzić się z demokracją i wynikami demokratycznych wyborów, postacie, dla których triumf jednych był „końcem demokracji” jeszcze przed wyborami, a wybór drugich – wyśnioną kontynuacją dojenia państwowej kasiorki. Wszak na to najgłośniej swego czasu narzekała „Gazeta Wyborcza” – że odcięto ją od państwowych reklam i prenumerat…

Pełna zgoda – to także są odpowiedzi trafne, choć sama Janda znać ich nie może. Nie widzi aż tak „daleko” i dlatego nie wie nawet, że odpowiedź na jej rozważania o „złodzieju” zawarta jest w cytacie trzecim, konkretnie w tym fragmencie: „Nie zastanawiam się, jakie sumienia mają kobiety w rządzie (…), co mówią swoim dzieciom, jak je wychowują (…). Nie zastanawiam się, bo jest to po prostu bolesny temat”.

Czyż to nie jest dziwne i wymownie świadczące o kondycji psychicznej znanej aktorki, która tyle razy grała rozstrzęsienie, że się w końcu na życie także zupełnie „roztrzęsła”? Skąd czerpie informacje, jakimi matkami są panie minister w obecnym rządzie? Kto dał jej prawo oceny bez cienia choćby merytorycznej uwagi? Kto napisał jej ten ohydny tekst i co musiała oddać, by dostać tę rolę? Tego nie dowiemy się pewnie nigdy. Możemy za to sprawdzić, jak mają się kwestie wychowawcze w prywatnym życiu naszej bohaterki. Na pierwszy rzut mogłoby się bowiem wydawać, że w dziedzinie wychowania dzieci sławna aktorka ma do powiedzenia naprawdę dużo.

Otóż – nie bardzo. Portale plotkarskie od kilkunastu miesięcy rozpisują się na temat jej fatalnych relacji z córką, Marią Seweryn, także aktorką. Podobno poszło o to, że Maria związała się z mężczyzną „po przejściach”, za którym gania komornik, by ściągnąć fundusze na alimenty dla jego dzieci z poprzedniego związku. Matka tych dzieci wysłała nawet do pani Jandy list, by wpłynęła jakoś na córkę, która komornika do domu zamieszkiwanego przez nią z nowym ukochanym, nie wpuściła.

Jestem matką trzech jego synów, mają sześć i pół, cztery i trzy lata. U średniego lekarze podejrzewają autyzm. Syn wymaga cotygodniowych wizyt logopedy. Koszt każdej z nich to 60 złotych. Igor (obecny partner córki Jandy – przyp. KF) ma zasądzone półtora tysiąca alimentów miesięcznie, ale nic nie płaci. Nie mam co do garnka włożyć, nie płacę za prąd. Pomaga mi całe Zakopane…

—mówiła była obecnego partnera Seweryn mediom. Wcześniej skontaktowała się z córką gwiazdy telefonicznie. „Gdy poinformowałam ją, że Igor nie płaci alimentów, powiedziała, że mam złe intencje i kłamię”. Podobno sławna matka przejęła się postępowaniem córki i „próbowała rozdzielić zakochanych” (ich dziecko było już w drodze), ale wszystko na nic.

To tyle w temacie wychowywania dzieci i tego, kto jest „złodziejem krzyczącym, że kradną”. Trzeba mieć tupet, by wchodzić innym do pokojów dziecięcych, mając w swoim własnym autentyczny dramat. Wygląda na to, że tak jak cudownie śpiewała kiedyś pani Krystyna, iż „jest na zakręcie”, tak ślicznie w końcu z niego wypadła. Piękna, pouczająca katastrofa.

autor: Krzysztof Feusette

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ