Przesunięcie granic przyzwoitości: na wniosek PO i Nowoczesnej Sejm przyjął uchwałę w sprawie uczczenia 90. urodzin Tadeusza Mazowieckiego

sejm robert.jpg

21 kwietnia na wniosek PO i Nowoczesnej Sejm przyjął uchwałę w sprawie uczczenia 90. urodzin Tadeusza Mazowieckiego. Za przyjęciem uchwały głosowało 343 posłów, przeciwko było 39, wstrzymało się 11. W trakcie odczytywania uchwały część posłów wyszła demonstracyjnie z sali.

„Doceniając wybitną rolę premiera Tadeusza Mazowieckiego, kawalera Orderu Orła Białego, męża stanu, patrioty i architekta polskiej wolności Sejm Rzeczypospolitej Polskiej składa cześć jego pamięci” – czytamy w tekście uchwały. W dokumencie podkreślano ważną rolę Mazowieckiego w obradach „Okrągłego Stołu”, a także fakt, iż pełnił rolę pierwszego, niekomunistycznego premiera w powojennej Polsce.

„Jego rząd przeprowadził kluczowe reformy gospodarcze i ustrojowe będące fundamentem rozwoju Polski jako państwa demokratycznego” – napisano.

Postać polityka budzi duże kontrowersje

Nie powiedziano, że Mazowiecki miał też swoje ciemne strony. Nakarmieni zostaliśmy ocenzurowaną półprawdą. Zamilczano kompromitujące fakty.

W PRL Mazowiecki był posłem na Sejm III, IV i V kadencji. Wcześniej, przed październikiem 56’, przez lata związany ze środowiskiem, które Prymas Polski Stefan Wyszyński, nazywał „katolickimi odszczepieńcami społecznymi”. Starali się oni przekonać społeczeństwo, że można połączyć bolszewizm z katolicyzmem, nie zważając na dekret Świętego Oficjum z 1949 r. grożący ekskomuniką wszystkim katolikom, którzy „wyznają komunizm, propagują go lub współpracują z komunistami”.

Był pseudokatolickim propagandystą. W sytuacji, gdy na księży zapadały wyroki śmierci, a w więzieniach przetrzymywano ich ponad tysiąc, w swoich felietonach atakował Kościół, duchownych, Rząd na Uchodźstwie, Żołnierzy Wyklętych w sposób obrzydliwy.

A jakie kluczowe reformy zainicjował?

Po upadku PRL, zarówno starzy funkcjonariusze i towarzysze partyjni, jak i niemal cała antykomunistyczna opozycja, stali się nagle i nieoczekiwanie orędownikami współczesnego liberalizmu, który podnieśli do rangi fetyszu. Efekty tej metamorfozy i transformacji wszyscy znamy.

Natychmiastowa, nieprzemyślana prywatyzacja, stawianie zysku ponad ludzi, ograniczenie praw pracowniczych, skandalicznie niskie stawki za pracę, śmieciowe umowy, jednym słowem wyzysk, prowadzący do dużego społecznego rozwarstwienia i emigracji tych w których czara rozgoryczenia się przepełniła.

Z Polski uczyniono krainę dzikich plemion rywalizujących o wpływy i pieniądze. Powszechne ludzkie dramaty, tragedie, trwały podział na biednych i bogatych – oto obraz kraju ukształtowany do roku 2016. Transformacja, którą zapoczątkował Mazowiecki.

Gruba kreska

Przejście od ustroju totalitarnego do demokracji i uporanie się z przeszłością poprzedniego systemu, było konieczne. Mazowiecki jednak zaniechał lustracji, był przeciwnikiem dekomunizacji. Wybaczył nie tylko oprawcom. Wybaczył też sobie i innym z podobnie kontrowersyjną przeszłością.

Joachim Gauck, były prezydent Niemiec, w swoich „Wspomnieniach” tak ocenia ten czas:

„Polacy początkowo na pozór szlachetnie, po chrześcijańsku i perspektywicznie zdecydowali się na grubą kreskę: wyciągamy do was, dawne elity, rękę.

Liczyli na to, że dawne elity ze wstydem usuną się w cień, że ofiary wspaniałomyślnie zrezygnują z wszelkich wyjaśnień i zadośćuczynienia, a opinia publiczna nie bardzo będzie zainteresowana prawdą.

Drobna taktyczna koncesja była w tym geście też zawarta: pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki, w 1989 roku musiał chcąc nie chcąc jeszcze przez trzy miesiące działać w koalicji z komunistami i układać się z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, a więc i ze służbami bezpieczeństwa, pozostałymi nadal w rękach generała Kiszczaka. Jak się potem okazało, zamierzonego pokoju wewnętrznego i wewnętrznej spójni społeczeństwa nie da się osiągnąć za pomocą grubej kreski (…).

Polityka grubej kreski zatarła w Polsce ostry wcześniej podział na stare i nowe, na „ich” i „nas”, i przesunęła granicę przyzwoitości. Chrześcijańska gotowość pojednania nierzadko prowadziła albo do zbiorowego zwolnienia niegdysiejszych władców od odpowiedzialności, sięgając dalej, niż to wobec konstelacji władzy politycznej po Okrągłym Stole było konieczne, albo służyła za parasol ochronny osobom, które poszły w swoim czasie na współpracę ze służbami. Uważałem to zawsze za niemądre”.

Jest jakiś czar w prawdzie i w krytycznej autorefleksji. Zawsze działa jak oczyszczająca burza. Posłowie głosujący za nieprawdziwą oceną działań Mazowieckiego, gloryfikujący fałsz i zakłamanie, nie mieli dość siły i wielkości, żeby wyznać ją Polakom.

autor: Alber Łyjak

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ