Walka o życie: Długi finisz czeka zespoły rywalizujące w LOTTO Ekstraklasie

pilka 2.jpg

Długi finisz czeka zespoły rywalizujące w LOTTO Ekstraklasie. To już norma przy obecnym systemie rozgrywek, że w rundzie finałowej zdecydowanie większe emocje towarzyszyć będą walce o zachowanie ligowego bytu niż o mistrzostwo Polski. O ile w rywalizacji o tytuł, nawet mimo podziału punktów, liczyć powinny się już tylko cztery zespoły, o tyle utrzymania pewna nie może być żadna z drużyn grupy spadkowej.

Podział punktów po rundzie zasadniczej sprawia, że choćby całkiem przyzwoicie reprezentujące jesienią nasz kraj w europejskich pucharach Zagłębie Lubin ma obecnie zaledwie pięć punktów przewagi nad zamykającym tabelę Górnikiem Łęczna. Lubinianie miejsce w czołowej ósemce stracili tuż przed metą sezonu zasadniczego. W ostatniej kolejce „Miedziowi” musieli wygrać derbowe starcie ze Śląskiem. Skończyło się remisem i wrocławianie lokalnego rywala pociągnęli za sobą do grupy spadkowej. To w tym przypadku o tyle trafne określenie, gdyż w myśl obecnego systemu z podziałem punktów piłkarze WKS dzięki remisowi z Zagłębiem mogli dopisać sobie do dorobku w rundzie finałowej… zero punktów! W wyniku „zaokrąglenia” dzielonych „oczek” bez punktu wywalczonego w Lubinie wrocławianie mieliby ten sam dorobek.

–   Człowiek tak analizuje ten mecz, ten punkt, a gdybyśmy przegrali, bylibyśmy w tym samym miejscu. Punkt zdobyliśmy, ale po podziale go nie mamy. Zepsuliśmy w jakimś sensie sezon Zagłębiu Lubin. Jedyna radość z tego jest taka, że były to derby, każdy chce derby wygrać, każdy chce być górą. Padł remis i będzie okazja do rewanżu – nie ukrywał Jan Urban, szkoleniowiec Śląska, po meczu w Lubinie.

–   Wiemy, że ten sezon jeszcze się nie skończył. To wszystko tak się poukładało dosyć nieszczęśliwie dla nas i trudno. Trzeba to przyjąć na klatę i po prostu grać dalej. Nie mam poczucia, że popełniamy jakieś błędy czy drużyna gra źle. Brakuje pewnych elementów, należy to przeanalizować – dodawał Piotr Stokowiec, trener Zagłębia. W Lubinie muszą solidnie zabrać się do pracy, by nie powtórzyć zeszłorocznego przypadku Podbeskidzia Bielsko-Biała. Bielszczanie przegrali walkę o górną ósemkę już po zakończeniu sezonu zasadniczego w rywalizacji pozasportowej, a później siłą rozpędu polecieli ligę niżej. Kosztem Podbeskidzia spokój w czasie swoistej dogrywki zachował wówczas Ruch Chorzów.

Ruch w stronę przepaści

Teraz czternastokrotni mistrzowie Polski już tak komfortowej sytuacji nie mają. Obecnie Ruch znajduje się tuż nad „kreską”, nie mając jednak nawet punktowej przewagi nad strefą spadkową. Jakby tego było mało, klub ukarany w trakcie sezonu odjęciem punktów za zaległości finansowe boryka się ze sporymi problemami organizacyjnymi, a tuż przed ostatnią kolejką opiekun zespołu Waldemar Fornalik zapowiedział swoje odejście z Ruchu przed rundą finałową.

–   Zostawiamy drużynę, która według nowej tabeli jest na miejscu gwarantującym utrzymanie. Gdyby tej drużynie nie zabrano czterech punktów, to ta sytuacja byłaby jeszcze lepsza, więc uważam, że wykonaliśmy trudne zadanie. Oczywiście życzę drużynie jak najlepiej i będę jej kibicował do końca. Liczę, że utrzymanie zapewni sobie bardzo szybko – mówił po meczu w Poznaniu trener Waldemar Fornalik. W pierwszej kolejce rundy finałowej chorzowianie już pod wodzą Krzysztofa Warzychy udadzą się do Płocka. Ekipa z dawnej stolicy Mazowsza miejsce w czołowej ósemce przegrała remisując w ostatniej kolejce w Gdyni.

Smuda znów uczyni cuda?

Arka na starcie rundy finałowej podejmie Piasta Gliwice. Kto dziś jeszcze pamięta, że przedostatni obecnie zespół LOTTO Ekstraklasy, niespełna rok temu świętował wicemistrzostwo, będące największym sukcesem w historii klubu? Czwarta w tabeli była wówczas Cracovia, która nad Piastem ma obecnie zaledwie punkt przewagi. Grupę spadkową zamyka prowadzony przez byłego selekcjonera Franciszka Smudę Górnik Łęczna.

Drużynie z Lubelszczyzny nie pomogła przeprowadzka na Arenę Lublin i brak wsparcia ze strony najzagorzalszych kibiców. Łęcznianie sezon zasadniczy zakończyli jednak efektowną wygraną z Wisłą Kraków, która wcześniej zapewniła sobie miejsce w grupie mistrzowskiej i z pewnością nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Tym bardziej, że, jak mówi przysłowie, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…

autor: Paweł Sasiela

źródło: gazeta Obywatelska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj