Wielowieyska: „Tylko PO. Lewica nie da rady. Obrażajcie się, proszę bardzo, ale taka jest bezwzględna logika dziejów”

domimika w.jpg

Dopóki po prawej stronie będzie rządzić radykalny obóz, który jest zakładnikiem osobistych emocji Jarosława Kaczyńskiego, dopóty nie powstanie normalna prawicowa partia w stylu zachodnioeuropejskim- bije pianę Dominika Wielowieyska z „Wyborczej”.

Dziennikarka z Czerskiej twierdzi, że przeciwwagą dla wyborców niechętnych obozowi rządzącemu jest tylko PO, bo lewica obecnie nie ma szans na zwycięstwo w wyborach.

Tylko PO. Lewica nie da rady. Obrażajcie się, proszę bardzo, ale taka jest bezwzględna logika dziejów

—pisze Wielowieyska na portalu Gazeta.pl.

I dodaje:

Taka jest przykra prawda, której publicyści lewicowi nie zauważają. Oskarżają Tuska czy Schetynę o wykorzystywanie emocji antypisowskich jako paliwa politycznego. Problem w tym, że jeśli politycy PO tego nie zrobią, to PiS będzie rządził dalej

—rozdziera szaty dziennikarka.

Wielowieyska twierdzi, że „Polacy nie są radykałami, nie kręci ich obyczajowa i socjalna rewolucja i wolą złoty środek między lewicowymi a prawicowymi poglądami”.

Siła Platformy w oczach jej wyborców polega na tym, że szuka złotego środka między lewicowymi a prawicowymi poglądami. Sądząc po ostatnich sondażach, taka formuła wciąż spełnia oczekiwania całkiem sporej liczby Polaków

twierdzi dziennikarka.

Według niej „problem” stanowi wciąż „lokalny czynnik”, czyli Jarosław Kaczyński. Polityk, który „proponuje radykalne wizje, podsyca lęki Polaków, czy to przed obcymi, czy przed elitami, czy przed Unią Europejską”.

Gra przede wszystkim na najbardziej sfrustrowanych wyborców. Jego radykalizm powoduje, że umiarkowani wyborcy o prawicowych poglądach nie mają swojej reprezentacji i właściwie jedyną nadzieją dla części z nich jest prawicowe skrzydło Platformy Obywatelskiej

—płacze Wielowieyska.

Dziennikarka nie traci jednak nadziei, że „ten zły PiS” zostanie w końcu odsunięty od władzy.

Im bardziej radykalny staje się PiS, im więcej frontów wojennych otwiera, tym bardziej umiarkowani wyborcy czują się zagrożeni. I wtedy pojawia się stary mechanizm: głosujemy na najsilniejszego, byle tylko odsunął „ich” od władzy

—kwituje.

wpolityce.pl/Gazeta.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ