Może nadszedł czas, by prokuratura zajęła się groźbami polityków PO, m.in. wobec dziennikarzy TVP

prokuratura generalna.jpg

Kiedy politycy PO mówią: „i tak was dopadniemy i ukarzemy”, może się znaleźć ktoś, kto nie zechce czekać i postanowi sam „wymierzyć sprawiedliwość”.

Można by powiedzieć, że to kontynuacja farsy z czasów okupacji Sejmu po 16 grudnia 2016 r. i machnąć na to ręką. Ale tym razem nie chodzi tylko o takiego „giganta” Platformy Obywatelskiej jak poseł Michał Szczerba, straszącego dziennikarza Wiadomości TVP, lecz o przewodniczącego partii Grzegorza Schetynę i szefa jej klubu parlamentarnego Sławomira Neumanna. Po groźbach pod adresem politycznych przeciwników i ich sympatyków, jakie Grzegorz Schetyna wypowiadał uzasadniając wniosek o wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło, lider PO powtórzył je podczas „Marszu Wolności”. A wtórował mu Sławomir Neumann. Takie groźby mają oczywiście osłabiać morale i paraliżować, ale są niebezpieczne z innego powodu. Zachęcają do samosądów czy przemocy, nawet w postaci linczu. Różni fanatyczni przeciwnicy obecnie rządzących już od jakiegoś czasu dyszą żądzą zemsty i okazują nienawiść. Przenosi się to na nienawiść do nieprawomyślnych dziennikarzy, szczególnie z TVP, co drastycznie ujawniło się w nocy z 16 na 17 grudnia 2016 r., gdy agresja wręcz wylewała się uszami. A jednym z najbardziej pobudzonych okazał się wojewoda warszawski z PO w latach 2007-2015 – Jacek Kozłowski. W ten sposób różni pobudzeni odreagowują odsunięcie „swoich” od władzy oraz własne kompleksy. Co innego jednak swego rodzaju psychoza sytuacyjna, wynikająca z podgrzewania emocji na ulicy, a co innego chłodne i wyrachowane zachęcanie do odwetu i zemsty, co różni politycy PO od jakiegoś czasu robią.

Psychoza sytuacyjna objawia się najczęściej ostrymi atakami słownymi, a w skrajnych przypadkach – szarpaniem czy popychaniem. Kiedy jednak ktoś naładowany nienawiścią ma czas, by w domu czy w pracy pomyśleć chłodno o formie zemsty, a jeszcze słyszy od swoich politycznych idoli, że gdy dojdą do władzy, także organy i instytucje państwa będą dla nich narzędziem zemsty, robi się naprawdę groźnie.

Bo to już nie jest nieodpowiedzialne kłapanie dziobem, tylko zachęcanie do przemocy i jej inspirowanie, czyli groźby karalne, ścigane na podstawie kodeksu karnego. Kiedy politycy PO mówią: „i tak was dopadniemy i ukarzemy”, może się znaleźć ktoś, komu nie będzie się chciało czekać i postanowi sam „wymierzyć sprawiedliwość”. Takie były przecież główne motywy działania Ryszarda Cyby, mordercy Marka Rosiaka, łódzkiego działacza Prawa i Sprawiedliwości. A potem są dziecinne tłumaczenia, że przecież nikt konkretny takiemu Cybie nie wkładał pistoletu i noża do ręki i nie kierował go do jednego z biur poselskich PiS w Łodzi.

Kiedy najważniejsi politycy PO straszą zemstą, odwetem i karą, gdy dojdą do władzy, liczą przede wszystkim na zastraszenie, czyli możliwość wpływania na tych, o których mówią.

I wcale nie wskazują na prawne podstawy oraz prokuraturę, CBA czy odpowiednie służby (albo robią to bardzo rzadko), bo to jednak mocno zemstę cywilizuje i ogranicza, a przez to praktycznie czyni nieefektywnym samo straszenie. Straszak jest skuteczny, gdy jest nieokreślony, a wręcz irracjonalny. Ale wtedy najtrudniej zapanować nad pobudzonymi czy psychopatycznymi jednostkami. Nie ma więc żadnego powodu, żeby bagatelizować to, iż ktoś pod wpływem słów swoich politycznych idoli może się nakręcić, a potem „wziąć sprawy we własne ręce”. Tym bardziej jeśli ma się do czynienia z politycznymi graczami, dla których bezgraniczny cynizm, także w igraniu emocjami, jest jedyną filozofią.

To, że straszą głównie nieudacznicy, nie musi przesądzać o skutkach. Może być bowiem tak, że jedynym możliwym do osiągnięcia sukcesem będzie dla nieudaczników nakręcenie i ukierunkowanie kogoś, kto nie panuje nad własnymi emocjami, gniewem czy agresją. Rodzi się więc pytanie, czy nie doszliśmy już do tego momentu, gdy prokuratura z urzędu powinna się zająć straszącymi i zachęcającymi do odwetu oraz zemsty.

Można nie traktować poważnie posłów Michała Szczerby czy Sławomira Nitrasa, choć i to jest wątpliwe, ale Grzegorz Schetyna i Sławomir Neumann to nie są politycy, których powinno się otoczyć troskliwą opieką, żeby nie zrobili sobie krzywdy. A od nich samych można wymagać choćby elementarnej odpowiedzialności.

autor: Stanisław Janecki

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ