Komisja Weryfikacyjna i prokuratura powinny wyjaśnić, czym były pisma Julii Pitery w sprawach zatrzymanych panów M.

julia pitera.jpg
fot: youtube

„Julia Pitera wielokrotnie występowała w interesie Macieja M. i adwokata Andrzeja M. zatrzymanych wczoraj przez CBA. Czekamy na jej zeznania” – napisał 12 maja 2017 r. na Twitterze Jan Śpiewak, radny warszawskiego Śródmieścia, do niedawna prezes stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, obecnie reprezentujący Wolne Miasto Warszawa. Pod swoim wpisem Śpiewak zamieścił pismo eurodeputowanej Julii Pitery do adwokata Andrzeja M., pełnomocnika biznesmena Macieja M. Jeszcze kilka dni temu obaj panowie mieli pełne nazwiska, ale zostali zatrzymani przez CBA i stali się panami M.

W piśmie z 23 maja 2011 r. ówczesna posłanka PO oraz sekretarz stanu w KPRM Julia Pitera odpowiada na prośbę panów M. o interwencję poselską. I oznajmia, że interweniowała u swojej partyjnej koleżanki, prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, w związku ze zwłoką ratusza w wykonaniu dwóch decyzji dotyczących nieruchomości przy ulicy Szarej (od Rozbratu do Czerniakowskiej) na Powiślu, gdzie mieścił się ogródek jordanowski. Biznesmen pan M. chciał tam zbudować apartamentowiec z trzystu mieszkaniami.

Jan Śpiewak nazywa pismo Julii Pitery „podkładką, by przyspieszyć decyzję”, którą wcześniej zablokowała nawet zdominowana przez PO Rada Warszawy.Śpiewak dysponuje kilkoma podobnymi dokumentami autorstwa Pitery, które powstały od marca do lipca 2011 r. Poza panami M. pisma Julii Pitery były adresowane m.in. do Hanny Gronkiewicz-Waltz i ówczesnego szefa Biura Gospodarki Nieruchomościami, Marcina Bajki. Europosłanka Pitera twierdzi, że nie interweniowała, lecz „kierowała zapytania w sprawie nieruchomości”. Generalnie jest po prostu uczynna, odpowiedzialna i czuła na ludzką krzywdę, więc wielokrotnie występowała „w imieniu mieszkańców kamienic, które były sprzedawane, jak i ludzi, którzy wygrywali w sądach sprawy o zwrot nieruchomości przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy”. Chcąc przychylić nieba swoim wyborcom, „nigdy nie podejmowała interwencji, tylko zwracała się z zapytaniem do organu, jak sprawa wygląda”. Nigdy niczego nie żądała, a sprawą panów M. zajęła się dla publicznego dobra, gdyż grozili oni wniesieniem do sądu sprawy o niewykonanie przez ratusz wyroku sądu, co wiązałoby się z koniecznością wypłaty przez miasto odszkodowania w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Wzruszająca jest troska Julii Pitery o kilkadziesiąt tysięcy złotych z kasy warszawskiego ratusza, szczególnie gdy porównać tę sumę z miliardami złotych wypłaconymi mafii udającej, że zajmuje się reprywatyzacją, a faktycznie przejmującej nieruchomości wielkiej wartości wskutek oszustw. Julia Pitera zarzuca Janowi Śpiewakowi, że „nie ma zielonego pojęcia jak to wygląda”, gdyż „nigdy w życiu nie zajmował się prawem samorządowym, prawem administracyjnym”. Europosłanka PO urodziła się wczoraj i nie wie, że jej pisma stanowiły znakomite uzasadnienie presji panów M. na różne ważne instytucje oraz osoby, żeby szybko przekazano im nieruchomości i równie szybko mogli rozpocząć na nich inwestycje. Taka szybka ścieżka zadziałała przecież m.in. w sprawie nieruchomości i budynku Business with Heritage, wzniesionego przy Placu Zamkowym (koszmarnie psującego styl zabudowy w całej okolicy). Julia Pitera nie wie, że w najlepszym wypadku została wykorzystana jako użyteczna. Ewentualne gorsze wersje powinna zbadać prokuratura, bo mafijny układ nie mógłby przecież działać bez różnych form pomocy ze strony polityków.

Eurodeputowana Pitera zapewne liczy na krótką pamięć Polaków i na wiarę w naiwne opowiastki o trosce o sprawy obywateli. Trudno jednak przyjąć to do wiadomości, bo przecież od 1998 r. Julia Pitera działała w zajmującej się korupcją Transparency International Polska (w latach 2001-2005 jako prezes zarządu tej organizacji). W 1998 r. była szkolona w zwalczaniu korupcji, uczestnicząc w specjalnym programie Departamentu Stanu USA. Wreszcie w latach 2007-2011 był sekretarzem stanu w KPRM, „pełnomocnikiem ds. Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych”, czyli programu zwalczania korupcji. Nie można też zapominać, że jako sekretarz stanu ds. korupcji Julia Pitera wykryła nawet tak drobny przejaw niegospodarności rządu PiS-LPR-Samoobrona, jak wydanie 8,16 zł na zakup dorsza „celem kontroli gatunku ryb i ich świeżości oraz przedstawienie odpowiednim władzom wyniku testu”.

Julia Pitera pierwszej naiwnej na pewno nie powinna udawać, choć to bardzo wygodna poza. Opowieści o trosce i empatii wobec każdego obywatela, któremu dzieje się krzywda, w tym ze strony urzędów – jak w wypadku panów M., są może rzewne i wzruszające, ale organy państwa odpowiedzialne za przestrzeganie w Polsce prawa na takie wzruszenia powinny być jednak odporne. Trudno mieć złudzenia, że tzw. reprywatyzacja to pole działania zorganizowanych grup przestępczych o mafijnym charakterze. A, jak wiadomo, mafia to współdziałanie przestępców, świata biznesu, funkcjonariuszy organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości oraz polityków. W mafii każdy ma do odegrania swoją rolę i żadnej z tych ról nie powinno się bagatelizować.

autor: Stanisław Janecki

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ