Wicepremier Gliński dla wPolityce.pl: Pseudoelita uważała, że ma monopol na władzę, wpływy i decyzje personalne. Ten czas się skończył

fot. youtube

Powtarzałem i będę powtarzał, że demokracja jest najbardziej zagrożona w dwóch momentach – gdy ktoś fałszuje wybory, albo powoduje, że nie odzwierciedlają one woli wyborców (jak w wyborach samorządowych 2014), a drugi moment – jak grupy interesów kwestionują wynik wyborczy. Są jak małe dziecko – rzucają zabawkę, przewracają stolik i zamykają oczy na rzeczywistość

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl prof. Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego.

wPolityce.pl: Panie premierze, rozmawiamy przy okazji przyznania nagrody im. Lecha Kaczyńskiego. Tym razem wyróżnieni zostali Andrzej i Antoni Krauze. Który z nich jest Panu bliższy, który wywarł na Panu większy wpływ?

prof. Piotr Gliński: Pytanie jest podchwytliwe, ponieważ znam obu laureatów od wielu lat. Doskonale pamięam Antka Krauzego i jego „Palec Boży” czy „Monidło” – wszystkie rzeczy, dzięki którym stał się artystą wielkim. Obaj mieli ciężko na początku – właśnie dlatego, że byli indywidualni, niezależni.

Andrzej Krauze chyba pięciokrotnie zdawał na ASP… Teraz się z tego śmiejemy, ale to było dramatyczne – o mały włos nie został artystą. Jestem wzruszony i szczęśliwy, że Polska – poprzez Kongres Wielki Projekt, działalność oddolną i społeczną polskiej inteligencji, która stworzyła tę instytucję – wreszcie doceniła tych artystów.

Czy można jakoś porównać ich działalność, twórczość?

To rzeczy nieporówynwalne. Polska inteligencja wychowała się na zwierzątkach Andrzeja Krauzego – rysowanych jeszcze w czasach PRL. Potrafił w niezwykły sposób, za pomocą karykatury i rysunku, odzwierciedlać prawdę o naszej rzeczywistości. Tak było w czasach PRL, tak było już po 1989 roku.

Obaj wychowywali polską inteligencję – Antoni wychowywał nas poprzez kinematografię. Początkowo było to kino paradokumentalne…

… nieadresowane do szerokiej publiczności, jak myślę.

No właśnie. Oni nie byli koniunkturalni – tworzyli tak, jak myśleli, tak, jak chcieli, by o rzeczywistości opowiadać. Nie zakładali swojej pracy, by służyła jakiejś karierze, awansowi. Byli w swojej twórczości prawdziwi – swoje talenty oddali na służbę prawdzie. A jednocześnie to ludzie, którzy żyją sztuką i kulturą. Nie możemy też zapominać o zaangażowaniu Antoniego Krauzego w „Czarny Czwartek” czy „Smoleńsk”, filmy mocno wpływające na rzeczywistość polityczną.

Za „Smoleńsk” bywa jednak krytykowany.

Tak, ale nikt nie odbierze Antoniemu heroizmu w podjęciu tematu, skończeniu dzieła, które było tak straszliwie szkalowane jeszcze przed powstaniem. To wyrzut sumienia dla polskiego środowiska filmowego; że tak niewielu znalazło się sprawiedliwych wobec tego dzieła.

Chciałam jeszcze dopytać o to, skąd – Pana zdaniem, panie premierze – bierze się konflikt wokół nowego kierownictwa Teatru Starego w Krakowie.

Wynika to z tego, że są ludzie, którzy chcą całą sprawę wykorzystać politycznie. Nie ma żadnego powodu, by nie nastąpiła zmiana dyrektora. Lewica teatralna – jak słusznie zauważyła Joanna Szczepkowska w jednym z ostatnich felietonów – od lat domagała się wprowadzenia kadencyjności, zmian i funkcjonowania teatru jak na Zachodzie, gdzie co pewien czas cała trupa się zmienia. U nas, zgodnie z tym, co Pani powiedziała, dobiegła końca kadencja dyrektora, a konkursowa komisja złożona z wybitnych ludzi teatru wybrała nową opcję. Wybrano zresztą ludzi środka, których trudno oskarżyć o związki z polityką, nie mówiąc o PiS.

Żyjemy w kraju, w którym pseudoelita uważała, że ma monopol na sprawowanie władzy i wpływy, dostęp do środków publicznych – i że ma prawo do tego monopolu na wieczne czasy, w nieskończoność. To oni mieli wyznaczać standardy, dyrektorów, decydować o obsadach personalnych. Mamy demokrację i nastąpiła zmiana, ten czas się skończył.

Zmiany w życiu teatralnym są przeprowadzane z dużą ostrożnością. Na ponad sto teatrów (choć zależy, jak liczyć ich liczbę, bo jest jeszcze szereg mniejszych, prywatnych inicjatyw) tylko w kilku teatrach nastąpiły zmiany, więc te protesty to histeria polityczna, albo – trzeba powiedzieć wprost – nie tylko histeria, ale ostra, bezpardonowa, używająca metod anarchistycznych walka polityczna.

Powtarzałem i będę powtarzał, że demokracja jest najbardziej zagrożona w dwóch momentach – gdy ktoś fałszuje wybory, albo powoduje, że nie odzwierciedlają one woli wyborców (jak w wyborach samorządowych 2014), a drugi moment – jak grupy interesów kwestionują wynik wyborczy. Są jak małe dziecko – rzucają zabawkę, przewracają stolik i zamykają oczy na rzeczywistość.

not. Anna Sarzyńska

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ