Historia ratowania żydowskiego farmaceuty przez polską rodzinę z Dolnego Śląska

foto: Michalina Stopka

„Nasz Kubuś” – w ten sposób pani Stefania Kolman (obecnie mieszka w Górze Śląskiej, woj. Dolnośląskie) opisuje żydowskiego farmaceutę, który zawdzięczał życie jej rodzinie. Mimo podeszłego wieku doskonale pamięta czasy wojny, w trakcie której wraz z rodzicami ukrywała go we własnym domu.

Pani Stefania urodziła się w 1930 roku w Smykowcach koło Tarnopola. Dziewięć lat później miasto, podobnie jak całe Kresy, zostało zajęte przez Armię Czerwoną. Wielu mieszkańców zostało zesłanych na Sybir, włączając w to Krystianpollerów – bogatą żydowską rodzinę, z którą przyjaźnili się rodzice pani Stefanii.

– Całą rodzinę Jakuba zesłali na Sybir. Kuba nie przyznawał się, że ma aptekę w Tarnopolu, tylko że jest pracownikiem w tej aptece. To uratowało go od zesłania – opowiada pani Stefania.

Najgorsze miało jednak dopiero nastąpić. W 1941 roku Niemcy zaatakowali Związek Radziecki, a po urządzeniu pogromów pozostałych przy życiu Żydów zagonili do pracy przy rozbijaniu kamieni. To właśnie wtedy ojciec pani Stefanii, Józef Broński, namówił go do ucieczki:

– Specjalnie wybrał się, aby spotkać Kubę i zobaczył go pracującego nieopodal. Nie zatrzymując się i nie patrząc na boki powiedział do niego: „jak będziesz miał sposobność, to uciekaj. Masz u nas schronienie.” – opowiada pani Stefania. – Jakub czekał na pogorszenie pogody, była burza i wówczas uciekł. Jednak jeden banderowiec zauważył jego ucieczkę i rzucił się w pogoń. Dopadł go i namawiał, aby ruszył z nimi na Wołyń, gdzie miał im służyć jako lekarz. Kuba kategorycznie odmówił i uciekł.

Pierwsza kryjówka Jakuba Krystianpollera znajdowała się na strychu. Ojciec pani Stefanii urządził mu później schronienie w stajni, za ogromną hałdą obornika. Pracując po nocach, udało mu się następnie wykopać jamę przy żłobie. Szybko okazało się jednak, że Jakubowi może nie udać się przetrwać tam zimy. Józef Broński wraz z małżonką stworzyli więc nową kryjówkę pod kuchnią:

– Bardzo się oboje z mamą natrudzili, ale było warto. Kuba bardzo się cieszył, bo mógł nas słyszeć jak rozmawiamy w kuchni i z nami też rozmawiać. Przychodzili do nas znajomi, sąsiedzi, rodzina – trzeba było bardzo uważać. Mama bardzo przeżywała. Mając dwoje małych dzieci bała się, że znajdą Kubę i wszystkich zabiją – wspomina Stefania Kolman.

W kwietniu, po kilku tygodniach walk, Tarnopol został z powrotem zajęty przez czerwonoarmistów. W obawie przed powrotem wojsk niemieckich, ojciec pani Stefanii ujawnił kryjówkę oficerom radzieckim. Gdy tylko Jakub wrócił do sił, trafił na front. Potem służył jako sanitariusz w szpitalu polowym. Wtedy też wysłał anonimowy list, którego adresatem był ukraiński sołtys Smykowców. Pisał w nim jedynie, że był ranny, ale żyje i ma się dobrze. Józef Broński od razu zorientował się, że to on jest prawdziwym adresatem listu. Jakub nie ujawnił tego obawiając się o odwet ze strony Ukraińców za przechowywanie Żyda.

Rodzina Brońskich nadal była jednak zagrożona przez bandy banderowców, przez co przenieśli się do innej miejscowości. Tam udało im się przeżyć atak, w trakcie którego ukraińscy bandyci podpalili ich dom. Był to jeden z powodów, dla których wyjechali na Ziemie Zachodnie. Tuż po ich wyjeździe z frontu wrócił za to Jakub:

– Był zrozpaczony jak zobaczył tam obcych ludzi. Bardzo płakał. Następnie poszedł do domu siostry mojego taty i oni opowiedzieli mu historię naszego wyjazdu na zachód. Kuba napisał do nas, że jest bardzo szczęśliwy że nas odnalazł – wspomina pani Stefania.

Był rok 1953. Dopiero czternaście lat później rodzinie udało się po raz pierwszy spotkać ze swoim przyjacielem. Później Jakub przyjechał do Polski, a w latach 80-tych odwiedziła go pani Stefania z córką Danutą. Niedługo potem Jakub Krystianpoller zmarł. Do końca pracował w aptece w Tarnopolu i opowiadał o tym, jak rodzina Polaków bezinteresownie i z narażeniem życia uratowała go przed pewną śmiercią.

autor: Michał Torz

Projekt współfinansowany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj