Ubecja, po wojnie ścigała Polaków, którzy w 1943 roku widzieli katyńskie doły śmierci

MP Prof. Tadeusz Wolsza

W ramach wieczorów z historią w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu odbyło się ciekawe spotkanie z prof. Tadeuszem Wolszą. Historykiem, politologiem, wykładowcą akademickim, redaktorem naczelnym Dziejów Najnowszych a także autorem wielu publikacji naukowych. Funkcji i znaczeń można wiele wymieniać. Do Wrocławia zawitał z książką pt: To co widziałem przekracza swą grozą najśmielsze fantazje. Są to wojenne i powojenne losy Polaków wizytujących Katyń w 1943 roku.

Jak wiadomo wiosną 1941 roku Sowieci w swoich obozach wymordowali niemal 22 tys. Polaków, połowa z nich to oficerowie i inteligencja. Wiele lat nie można było o tym mówić, zatem walka o prawdę o zbrodni katyńskiej trwa.

Niemcy, po odkryciu grobów w obozach jenieckich w lasach katyńskich, byli zszokowani skalą mordu, zwłaszcza charakterystycznym strzałem w tył głowy, później określanym jako strzał katyński. Szybko przekazali informacje o masowych grobach, postarali się bardzo o nadanie ogromnego rozgłosu w Europie i na świecie. Postanowili zrobić coś, co nie mieściło się w głowie. Otóż postanowili propagandowo wykorzystać zbrodnie katyńską. W 43 roku, w warunkach wojennych, kiedy wschodni front  stał się faktem, do Smoleńska można było bezpiecznie dotrzeć transportem lądowym i powietrznym. Niemcy urządzali tzw. wycieczki do dołów śmierci. Zapraszali specjalistów różnych dziedzin medycznych, z europejskich krajów. Łącznie w ciągu dwóch miesięcy, do miejsc zbrodni przybyło około 31 tysięcy osób, wśród nich dziennikarze i ponad 60-ciu Polaków. Niemcy pragnęły aby komunikat wszystkich badaczy był jednoznaczny: jeńcy zginęli wiosną 41 roku, a więc przed wejściem wojsk niemieckich na terytorium sowieckie. I to się udało.

Niemcy, do Katynia przywieźli również swoich żołnierzy z Wehrmachtu, chcieli pokazać, co ich czeka jak nie zmobilizują się i nie podejmą bohaterskiej walki przeciwko Armii Czerwonej. Sygnał był prosty. Każde podanie się, chwila słabości zostanie przez Sowietów zostanie wykorzystane a los będzie taki sam jak polskich jeńców.

Temat, z którym przyszło się zmierzyć słuchaczom jest nieznany, wydaje się nadal pomijany, mimo, że dotyczy sprawy katyńskiej. Profesor Wolsza, przez sześć lat  zbierał materiały o ludziach, którzy w 1943 zostali wysłani przez swoje państwa – jako międzynarodowa komisja – do  Katynia, Miednoje i Ostaszkowa do zbadania tzw. mordu katyńskiego. Niemiecka propaganda świetnie zorganizowała pobyt, zwłaszcza komisji polskiej. Bywało, że Niemcy zapraszały nawet polskie rodziny aby mogły zabrać zwłoki swoich bliskich do domu. W różnych miejscach umieszczono dużą liczbę mikrofonów, prowadzono ich jak najbliżej dołów śmierci, zadawano umiejętne pytania. Powstał materiał zdjęciowy i filmowy.

Niemiecka i rosyjska propaganda, dziś powiedzielibyśmy marketing polityczny, działała perfekcyjnie. Poza nami rozgrywała się walka nie tylko na froncie, również w gabinetach przywódców wydawałoby się sprzymierzeńców. Zawiedli wszyscy, nawet podczas procesu w Norymberdze. Katyń przemilczano.

Profesor Wolsza w trakcie badań dotarł do bezpośrednich świadków, wówczas uczestników, jak to Niemcy mówili, wycieczek do Katynia a także raportów z tych wizyt. Autor opisuje historię kilkudziesięciu Polaków, którzy praktycznie do 1956 roku ponosili konsekwencje swojego pobytu w obozach.

O tym dlaczego Brytyjczykom i Amerykanom przypomniał się Katyń przy okazji wojny koreańskiej, można doczytać w najnowszej książce prof. Tadeusza Wolszy, dość powiedzieć metody te same…

Artykuł współfinansowany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

czytaj: Historia ratowania żydowskiego farmaceuty przez polską rodzinę z Dolnego Śląska

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ