Skowera: Władza, czyli zarządzanie państwem

foto: Kancelaria Premiera

Wszelkie dywagacje na temat władzy mają jedynie wówczas sens, kiedy ocena jej efektywności uwzględnia uwarunkowania epoki, na tle której ją analizujemy. Innymi słowy, nie możemy przykładać współczesnej miary do wydarzeń minionych epok, podobnie jak i teoriami sprzed wieków nie sposób opisać politycznej teraźniejszości.

Najczęściej nadużywanym zaklęciem politycznym jest demokracja. To w starożytności ukute pojęcie o władzy ludu nijak się ma do współczesności z jednego powodu – ludu. Ludem tym nie był ówczesny proletariat, tylko klasa posiadaczy, czyli najzamożniejsza część społeczeństwa, utrzymująca się z pracy niewolników.

Należy uznać za zasadne twierdzenie, iż nie ma demokracji bez niewolnictwa, potwierdza to chociażby demokracja szlachecka I Rzeczpospolitej, jak i demokracja amerykańska. Czy inaczej jest dzisiaj? Gdyby tak dokładnie policzyć jakie obciążenia spadają na barki „ludu pracującego miast i wsi”, to by się okazało, że tzw. wartość dodaną wypracowaną przez ten lud w większości przejadają „kapłani” demokracji.

Kres monarchizmu

Najbliższy pojęciu starożytnemu pozostał system monarchiczny. Tak było przynajmniej do przełomu wieku XIX i XX. Ostateczny kres jedynowładztwu, a tym samym filarom europejskiego monarchizmu, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, położyła I wojna światowa. Anglicy zrozumieli stosunkowo wcześnie że sposób sprawowania władzy musi ewoluować wraz zachodzącymi przemianami społecznymi. Dokładnie te same wnioski wyciągnęli władcy Księstwa Liechtenstein, czym dowiedli, że to nie monarchizm zawinił, ale sposób jego pojmowania przez rządzące elity.

Istnieją dwa sposoby sprawowania władzy: bezpośredni i pośredni. Do tego bezpośredniego przez wieki należał monarchizm. Obowiązuje on nadal w wielu współczesnych monarchiach pozaeuropejskich, ale nie tylko. Stał się sposobem sprawowania rządów wszelkich dyktatur, a także demokracji, gdzie zachowane są pozory ludowładztwa, a w praktyce polityczni figuranci sterowani są przez możnych tego świata.

Pośredni sposób sprawowania rządów, kojarzony z republikanizmem, a najczęściej z wypaczonym pojęciem demokracji, sprowadza się do rządów elit. Taka praktyka republikanizmu i demokracji być może była wykonalna w starożytności, w państwach miastach, w których elity były naturalną częścią lokalnego społeczeństwa. Problemem współczesnego świata jest sposób kreowania elit. Elity nie powstają już w wyniku naturalnych przemian społeczeństwach, są wytworem inżynierii społecznej, często z istotnym wpływem zewnętrznym.

Skąd się biorą współczesne elity polskie?

Francja za Ludwika XIV, w czasach apogeum absolutyzmu, była też rządzona przez elity. Nowe elity, które wykreował Ludwik XIV, w swej początkowej fazie były bardzo twórcze, wyniosły Francję na szczyty potęgi i sławy, tylko że te elity były wraz z królem zamkniętym kręgiem o nieprzekraczalnych granicach, z czasem przestały być siłą napędową państwa, stały się jego balastem.

Odmienny od francuskiego system stworzyli Anglicy, pozwala on na nieustanne odtwarzanie się elit, drogą ich naturalnej selekcji. Słabi odpadają z gry, na ich miejsce przychodzą nowi, przez to system jest dynamiczny, wrażliwy na społeczne sygnały z zewnątrz. To ustrzegło Wielką Brytanię od wstrząsów na miarę Wielkiej Rewolucji Francuskiej czy rewolucyjnego epilogu I wojny światowej.

Fundamentem angielskiej filozofii sprawowania władzy jest utrzymanie stanu względnej równowagi pomiędzy władzą zwierzchnią reprezentowaną przez monarchę, a społeczeństwem, różnie pojmowanym na przestrzeni wieków, reprezentowanym przez parlament. Zinstytucjonalizowaną formą reprezentacji elit była początkowo Izba Lordów, z czasem uzupełniona przez Izbę Gmin. Zorganizowana i zinstytucjonalizowana reprezentacja społeczeństwa stała się elementem władzy w państwie, a jednocześnie wentylem bezpieczeństwa chroniącym przed konfliktami na tle społecznym. Izba Lordów powstała w XIV wieku i zasiadali w niej przedstawiciele rodów normandzkich. Kolejne nobilitacje zmieniały jej skład i liczebność, w 1487 roku w Izbie Lordów zasiadało 67 parów, dzisiaj ta szacowna Izba liczy 801 przedstawicieli.

Tak gwarantowana jest stabilność państwa i w sposób ciągły są odnawiane elity polityczne. Lordem zostaje się przede wszystkim w wyniku zasług na rzecz państwa. Do godności para Anglii, obecnie Wielkiej Brytanii, podnosi monarcha. To on kształtuje elity, które w imieniu króla rządzą państwem. Droga do elit nie jest dla nikogo zamknięta, zaszczytu tego dostępują wybitne jednostki uczestniczące w życiu społecznym, między innymi działacze partii politycznych, jak np. konserwatystka Małgorzata Thatcher, ale jest tam również miejsce dla liderów socjalistycznej partii laburzystowskiej. Obecnie panująca królowa Elżbieta II dokonała ponad 400 tys. nobilitacji i odznaczeń.

Sztuczne wyłanianie elit

W podobnym kierunku mogła pójść Polska. Jej instytucje przedstawicielskie rozwijały się podobnie i w podobnym czasie do angielskich. Istniejąca od stuleci Rada Królewska została w 1493 przekształcona w Senat, a zjazdy szlacheckie w 1468 w Sejm.

Ustanowienie w Polsce wolnej elekcji zburzyło stan równowagi pomiędzy władzą a społeczeństwem. Cała władza przeszła w ręce społeczne, czyli ówczesnej elity – szlachty.

Przemiany cywilizacyjne, przejście z cywilizacji agrarnej do cywilizacji industrialnej, pociągnęły za sobą zmiany sposobu życia i konieczność wprowadzenia dodatkowego elementu władzy: administracji – biurokracji. Upodmiotowienie szerokich mas społecznych, pozostających dotychczas na marginesie życia politycznego, wymagało reorganizacji struktur państwa. W wielu krajach doprowadziło to rewolucyjnej wymiany elit.

Stworzony w XIX wieku przez Maxa Webera „kodeks” współczesnej administracji – biurokracji znajduje swoje pełne potwierdzenie w państwach o ustroju monarchicznym. W pozostałych trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy biurokracja pozostaje narzędziem władzy czy jej podmiotem. Max Weber, definiując biurokrację, zwraca szczególną uwagę, że biurokracja jest narzędziem racjonalnego systemu zarządzania realizowanym przez osoby do tego wykwalifikowane, działające w zakresie swoich kompetencji, wynagradzane za swoją pracę i odpowiedzialne przed organami władzy zwierzchniej.

Rywalizacja pomiędzy państwami wymaga od rządzących bardzo racjonalnego, pragmatycznego podejścia do zagadnienia władzy. Nie wystarczy ją sprawować, trzeba jeszcze skutecznie rywalizować z konkurencją. Państwo mające sprawnie wewnętrznie funkcjonujący system polityczny, eliminujący wyniszczającą walkę elit o władzę może stworzyć sprawnie funkcjonujący system zarządzania. W tym przejawia się wyższość monarchii nad republiką!

Tezę tę możemy potwierdzić na przykładzie Polski. W I Rzeczypospolitej nieustanna walka elit o wpływy uniemożliwiła powołanie jakiegokolwiek aparatu administracji państwowej. Za to zbiurokratyzowane, sprawnie zarządzane, małe państewko pruskie stało się potęgą europejską.

We współczesnej Polsce – III Rzeczypospolitej, nie ma w ogóle naturalnych elit. Chociaż za elitę uważana jest administracja polityczno-państwowa, to trudno znaleźć jej źródła, wyprowadzić rodowód. W praktyce za elitę w Polsce uchodzą ci, którzy znajdują się w opiniotwórczych mediach. „Kogo nie ma w telewizji, ten nie istnieje w polityce”, to znane powiedzenie dowodzi, iż to właściciele mediów kreują polskie elity. Czy w warunkach nieustannej walki o władzę tych wykreowanych medialnie elit istnieje szansa na stworzenie sprawnego systemu administracyjno-biurokratycznego? Odpowiedź może być jedynie przeczącą. Co potwierdza praktyka życia publicznego.

Czy Polska ma szanse stać się normalnym krajem? Absolutnie nie! Przynajmniej w wyobrażalnej przyszłości. To by wymagało wprowadzenia daleko idących zmian ustrojowych. Dokonać mogą tego jedynie elity. Elity myślące w kategoriach państwa, a nie partykularnego interesu.

autor: Jan Lech Skowera

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ