Jak uwolnić Dolny Śląsk od papierosowego dymu?

foto: Uniwersytetu Medycznego

Jeszcze w latach 80. Polacy palili najwięcej w Europie. Dziś po papierosa sięga średnio co piąty z nas, ale konsekwencje palenia, czynnego lub biernego, dotykają prawie wszystkich. Czy całkowita eliminacja tego nałogu i chorób z nim związanych jest możliwa? Uczestnicy seminarium zorganizowanego na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu chcą podjąć to wyzwanie w mikroskali, zaczynając od pozbycia się papierosów z Dolnego Śląska.

Cel spotkania był jasny – uwolnić Dolny Śląsk od chorób spowodowanych  paleniem tytoniu do 2030 roku. – To nie jest tylko seminarium, to narada wojenna – mówił prof. Witold Zatoński, pomysłodawca Dnia bez Papierosa i jeden z najważniejszych polskich ekspertów promujących wiedzę o zgubnych skutkach palenia, który powitał zebranych ekspertów. – Nie łudźmy się, jeśli się pali, choroba jest nieunikniona. Na szczęście sytuacja się poprawia, jeszcze w latach 90.  Po papierosa sięgało 19 mln Polaków, obecnie 9, ale wciąż mamy mnóstwo do zrobienia.

 Tak wielkiego zadania nie można podejmować w pojedynkę, dlatego rektor prof. Marek Ziętek rozpoczął swoje wystąpienie na konferencji od jasnej deklaracji dotyczącej chęci stworzenia programu, który dałby szansę na ostateczne rozprawienie się z paleniem i eliminację chorób z nim związanych. – Jesteśmy gotowi na prowadzenie takiego programu i współpracę z jednostkami komercyjnymi, a także na stworzenie poradni leczenia uzależnienia od tytoniu na terenie szpitali oraz polikliniki stomatologicznej. Nie można zapominać, że palenie tytoniu wpływa także na rozwój chorób jamy ustnej, które z kolei rzutują na cały organizm – mówił rektor Ziętek.

Przytaczając dane statystyczne, profesor Zatoński zwrócił uwagę, że choć w Polsce problem z paleniem wciąż jest spory (obecnie pali około 25 proc. mężczyzn i 18 proc. kobiet), ceny papierosów należą do najniższych w Europie. Z drugiej strony mamy najbardziej restrykcyjne prawo na kontynencie dotyczące e-papierosów. – Nie dajmy się zwieźć, e-papierosy, to zgodnie z nazwą urządzenia do podawania nikotyny, równie dobrze moglibyśmy ją sobie aplikować strzykawką – mówił. Żeby osiągnięcie celu było możliwe, konieczna jest współpraca na różnych poziomach, a przede wszystkim uświadomienie, że palenie jest chorobą, którą można leczyć. – Lekarze rodzinni odgrywają w tym procesie ogromną rolę, podobnie jak personel szpitali, gdzie widok palących papierosy pacjentów jest powszechny – mówił prof. Zatoński.

Właśnie dlatego w każdym szpitalu powinien funkcjonować program leczenia uzależnienia od tytoniu, który obligatoryjnie obejmowani będą wszyscy palący pacjenci. – W Massachusetts General Hospital, każdy palacz trafiający do placówki, niezależnie od schorzenia jest obejmowany takim programem w ciągu 24 godzin od przyjęcia – mówiła współpracowniczka prof. Zatońskiego Aleksandra Herbeć z University College London. Pomoc jest konieczna, bo statystyki pokazują, że siła woli najczęściej nie wystarcza żeby skutecznie zerwać z nałogiem. – Rzucić palenie chce 70 proc. palących, a 40 proc. z tej grupy podejmuje próby co roku, w większości przypadków bez żadnego wsparcia. W efekcie skutecznie z nałogiem rozstaje się tylko 4 proc. z nich.

 Kinga Janik-Koncewicz, która mówiła  roli Fundacji „Promocja Zdrowia” w zwalczaniu nałogu tytoniowego, zwracała uwagę, że walkę z paleniem lekarze powinni zacząć od siebie. – Jeszcze w połowie lat 80. Paliło 40 proc. lekarzy i 36 proc. lekarek, co w przypadku kobiet, na wet na ówczesne standard, było niezwykle wysokim odsetkiem. Dziś sytuacja jest znacznie lepsza, ponieważ po papierosa sięga jedynie 14,5 proc. lekarek i 23 proc. lekarzy.

 Z kolei dr hab. Katarzyna Zatońska, kierownik Katedry Zakładu Medycyny Społecznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przekonywała, że fakultatywne zajęcia z diagnostyki i leczenia uzależnienia od tytoniu powinny stać się obowiązkowe dla wszystkich studentów. Dzięki temu nie tylko, zyskają lepszą wiedzę o leczeniu i profilaktyce, ale być może wezmą z niej przykład. Z badań prowadzonych na Uniwersytecie Medycznym wynika, że pali około 18 proc. studentek i aż 30 proc. studentów.

Szeroko omawiania w czasie seminarium była także cytyzyna, czyli obecnie najbardziej powszechny lek dla uzależnionych od tytoniu, dostępny w najpopularniejszych preparatach dla nich przeznaczonych. – Na około milion preparatów przeciwtytoniowych sprzedawanych w Polsce, około 900 tys. zawiera cytyzynę – mówił prof. Zatonski. Prof. Janusz Pluta z Katedry i Zakładu Postaci Technologii Leku podkreślał jednak, że cytyzyna, jakkolwiek skuteczna, jest bardzo niepraktyczna. – Preparaty ją zwierające trzeba zażywać 8 razy na dobę. W kategoriach technologii leku to jest średniowiecze, więc niezbędne są badania nad nowymi postaciami leku, które pozwolą zażywać ją nie częściej niż dwa razy dziennie.

 W części panelowej poszczególni specjaliści wypowiadali się na temat wpływu nałogu tytoniowego na rozwój poszczególnych chorób. Kwestiami kardiologicznymi zajął się prorektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski, który podkreślał, że profilaktyka tytoniowa powinna być kierowana zwłaszcza do pacjentów ze schorzeniami układu sercowo-naczyniowego, stanowiącymi pierwszą przyczynę zgonów w Europie. – Palenie pozostaje jednym z 9 podstawowych czynników ryzyka w tego typu schorzeniach. Palące kobiety są sześciokrotnie bardziej narażone na wystąpienie zawału serca od tych, które nigdy nie sięgały po papierosa – mówił. Zdaniem prof. Ponikowskiego, by tworzenie jakiegokolwiek programu prewencyjnego miało sens, konieczna jest pomoc rządu i środków publicznych.

Seminarium zostało zorganizowane z inicjatywy Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, Fundacji „Promocja Zdrowia” oraz Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ