Mariola Jarocka: Dolnośląskie skarby – Wrocławski Kurek

Z archiwum autorki

Dawno, dawno temu, we wrocławskim grodzie żył pewien kołodziejski czeladnik. Był pracowity i solidny, jednak mimo nieustannej pracy ciągle brakowało mu grosza na otwarcie własnego zakładu. Z powodu owej biedy rodzice zaręczonej z nim dziewczyny z roku na rok przekładali decyzje o ślubie.

– Utrzymać żonę i dzieci nie jest łatwo – tłumaczył mu ojciec Matyldy – Poczekajmy jeszcze rok, może ciężki los się odwróci. Niestety po upływie roku nic nie wskazywało na zmianę sytuacji młodego kołodzieja. Chłopak, mimo wytężonej pracy, ciągle klepał biedę…

– Dość już tego – rzekł pewnego dnia do Matyldy – Tu nie mam szansy na godziwy zarobek. Pójdę, poszukam pracy i szczęścia w dalekim świecie. Przed odejściem narzeczona podarowała mu pierścień i przyrzekła, że będzie tak długo nań czkać, jak długo chłopak jej pierścień zachowa.

Z nadzieją i ufnością wyruszył młodzian w daleką drogę. Z początku nawet mu się wiodło ale w rok po opuszczeniu miasta trafił do tureckiej niewoli. W dzień pracował bez wytchnienia w pobliskich kamieniołomach, zaś nocą, zamknięty w lochu, myślał o ukochanej. To właśnie ta myśl dodawała mu sił.

Któregoś dnia, podczas pracy, zgubił podarowany mu przez Matyldę pierścień.

– Nieszczęście – zawołał – Może się znajdzie – myślał ale choć przepatrzył wszystkie zakamarki pierścienia nigdzie ni było. Na domiar złego w nocy miał koszmarny sen. Widział w nim Matyldę, która zgodnie z wolą swych rodziców, została wydana za owdowiałego właśnie mistrza u którego on niegdyś terminował! Nic więc dziwnego, że przez następne dni chłopak był posępny i nawet nie miał ochoty na łyżkę strawy.

– A bodaj nawet czart mym swatem był! – zawołał nagle w przypływie rozpaczy – Duszę mu oddam, byłem tylko do mej Matyldy wrócił i szczęśliwie mógł z nią dalej żyć!

Nim przebrzmiały te słowa, w celi młodzieńca sam diabeł się pojawił.

– Otom jest na twoje rozkazy – powiedział i zza pazuchy zwinięty w rulon papier wyjął – Podpisz, a zrobię co zechcesz – rzekł z krzywym uśmiechem.

Młody kołodziej nawet się go nie wystraszył. A gdy zastanawiał się przed podpisaniem cyrografu, w kącie celi zauważył, coś błyszczącego. Był to ów zaginiony pierścień. Uradowany chłopak wziął go do ręki i już miał odprawić diabła, gdy pewna myśl przyszła mu do łowy.

– Zgoda – rzekł po dłuższym namyśle – Dostaniesz mą duszę jeśli tylko znajdę się jutro o świcie w mym rodzinnym mieście, jeszcze przed pierwszym pianiem koguta.

Diabeł przyjął warunki. Zamachał skrzydłami, a chwilę potem obaj wzbili się w powietrze. Jednak daleka podróż, nawet dla diabła, była męcząca. Na dodatek nie wiedzieć czemu, bies tracił moc i coraz bardziej zniżał lot.

– Co się dzieje? – myślał diabeł – Całkiem z sił opadam!

Działo się to za sprawą srebrnego krzyżyka, który nosił na łańcuszku młody kołodziej. Krzyżyka, który podarowała mu kiedyś Matylda!

Leciał bies i leciał, a droga dłużyła mu się niezmiernie. I coraz bardziej zmęczony był, coraz wolniej i niżej leciał, ku radości chłopaka, który miał nadzieję że ocalenie duszy.

Byli już pod Wrocławiem gdy zaczęło świtać. Chwilę potem dało się  słyszeć donośne pianie koguta.

Diabeł zatrzymał się.

– Nie dotrzymałeś obietnicy – rzekł doń chłopak – Nasza umowa jest więc nieważna.

Nim zdążył to powiedzieć, podpisany przez niego cyrograf, rozsypał się niczym popiół. Zaraz potem zniknął bies, a młodzian raźno ruszył przed siebie. Szedł i szedł, aż przed wieczorem dotarł do domu Matyldy. Rodzice dziewczyny nie chcieli wpuścić go do środka, wiec chłopak czekał, że młodzi ruszą do kościoła.

– Spójrz – rzekł gdy dziewczyna stanęła w drzwiach – To twój pierścień.

– To ty?! A jednak żyjesz – ucieszyła się Matylda – i rzuciła się mu w ramiona – Powiedzieli mi, że nie żyjesz. Zmusili do ślubu z twym mistrzem, ale to ty będziesz panem młodym – zawołała. I rzeczywiście, jeszcze tego samego wyszła za niego za mąż.

Los sprzyjał młodej parze. Wkrótce chłopak stał się powszechnie szanowanym mistrzem kołodziejskim. Na pamiątkę tamtego wydarzenia, w miejscu gdzie zapiał kogut, wzniósł czworoboczną kolumnę na której zwieńczeniu umieszczono: wizerunek krzyża, konnego jeźdźca, pierwsza literę nazwy miasta oraz… koguta. Obelisk ten, nazywany Wrocławskim Kurkiem, stał do czasów ostatniej wojny i nikt nie wie co się z nim stało…

Wrocławski Kurek (Der Hahnenkrähe) 

Była nią kamienna – wykonana z piaskowca – kapliczka, ustawiona w 1555 roku. Kapliczka, nazywana także obeliskiem, została ufundowana przez władze miasta i ustawiono ją na jego granicy. Była więc czymś w rodzaju granicznego słupa, znajdującego się między dobrami miejskimi a ówczesną wsią Szczepin, należącą do zakonu sióstr Klarysek.

Oprócz funkcji zaznaczania granic między posiadłościami, Wrocławski Kurek z pewnością pełnił także rolę drogowskazu. Mógł być także miejscem odpoczynku dla strudzonych podróżnych oraz piękną zapowiedzią – dziś powiedzielibyśmy wizytówką – miasta. Kolumna była wykonana w taki sposób, że można było przysiąść u jest „stóp” albo obejść wokoło i zapoznać się z „opowiadaną” przez nią historią.

 

Jak wyglądał Wrocławski Kurek?

Najważniejsza część kolumny, jej głowica, umieszczona została na wysokim – ponad 3 metrowym – słupie. Jej podstawa miała postać czworoboku, który stopniowo zwężał się ku górze. U nasady tej wielokątnej – zwieńczonej ozdobą – podstawy znajdowała się czworoboczna kapliczka, wskazująca cztery strony świata. Każdą z jej stron stanowiła płaskorzeźba, przedstawiającą inny obraz, a mianowicie: scenę ukrzyżowania Chrystusa, rycerza na koniu, koguta oraz literę „W”, Ta ostatnia była, najprawdopodobniej, inicjałem miasta, którego granice kolumna wyznaczała.

 

Gdzie był ustawiony Wrocławski Kurek?

Wrocławski Kurek został ustawiony na granicy XVI wiecznego miasta. Dziś miejscem tym jest skrzyżowanie dwóch ulic: Legnickiej i Zachodniej.

Wrocławski Kurek stał tam przez niemal 400 lat. Obiekt przetrwał do czasu oblężenia Festung Breslau, ale – najprawdopodobniej – niedługo potem, w 1945 roku, został skradziony lub zniszczony. Przetrwały jedynie jego fundamenty, które także „zniknęły” podczas późniejszej przebudowy ulicy Legnickiej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ