Kto stoi za tym, że totalna opozycja idzie na wojnę z własnym narodem? Co leży pod stołem?

opozycja.jpg

W sytuacji, gdy nawet w mediach niemieckich, i to takich, które wcześniej ściśle realizowały wytyczne Brukseli (czytaj: Berlina), pojawiają się głosy, że może jednak coś jest na rzeczy z łączeniem zamachów terrorystycznych ze zjawiskiem imigracji (czytaj: najazdem) muzułmanów na Stary Kontynent, nasza opozycja totalna ani myśli z przyjmowania arabskich imigrantów zrezygnować.

Tam bomby rozrywające dzieci, noże tnące gardła kobiet, całkowite i tragiczne fiasko polityki multi-kulti, tu – nasi mężowie stanu trzęsących się łydek i ich transparenty, w rodzaju tego, którym straszył poseł Scerba: „Uchodźcy mile widziani”. Ten akurat poseł znany jest z tego, że zakochuje się szybko i bez wzajemności (ostatnio – w marszałku Cymańskim), ale przecież była to przez lata myśl przewodnia całej PO (czytaj: Angeli Merkel). Znacie już Państwo nowy dowcip cytowany w Internecie? Dlaczego PO nie ma programu? Bo tłumaczenie z niemieckiego musi potrwać.

Tylko – z czego tu się śmiać? Z tego, że najpierw opluwali wszystkich, którzy od początku słuchali większości Polaków, potem zmienili zdanie o 180 stopni, by już po kolejnej dobie tłumaczyć, że a/ pan Schetyna żartował; b/ pana Schetynę bolało ucho i nie słyszał, co mówi; c/ nie ma już problemu, bo nikt do Europy nie płynie; d/ trzeba pomagać na miejscu, ale nie dlatego, że tak chce PiS, tylko dlatego, że tak chce teraz Platforma? To ma być śmieszne?

Byłoby, gdy nie fakt, że tak skrajnie nieodpowiedzialną polityką PO już raz naraziła nas na zalew muzułmańskich radykałów. Bo każde dziecko wie, że z siedmiu tysięcy szybko zrobiłoby się dziesięć razy tyle, raz – przez ściąganie rodzin, dwa – dzięki sfałszowanym papierom, którymi imigranci od dawna posługują się w Niemczech, trzy – kto raz otworzy bramę Państwu Islamskiemu, ten prędzej wyleci z nią w powietrze, niż ją zamknie.

Ostatnich zamachów w Europie Zachodniej dokonywali zarówno ci, którzy przybyli do niej z ostatnimi falami uchodźców, jak i dzieci tych, którzy opuścili Bliski Wschód już wcześniej. A pewnie, że część się zasymilowała i grzecznie, jak Pan Bóg przykazał, żyje sobie w spokoju, pracuje i pewnie nawet po cichu potępia zamachy. Jest jednak i gorsza oczywistość: duża część przybyszów to radykalni islamiści. Dopuszczający wobec „niewiernych” Allahowi nie tylko stosowanie przemocy, ale i podrzynanie gardeł. Dopiero na takim gruncie mogły narodzić się terrorystyczne komórki, więc przestańmy, jaśnie państwo z TVN czy Czerskiej, opowiadać, że chodzi o pojedyncze jednostki albo wąskie grupki samotnych frustratów.

A zatem, jak mówi Ryszard Petru, wszyscy wszystko wiedzą, bo wie już nawet Angela Merkel, matka chrzestna tonących pontonów i zaczynają wiedzieć niemieccy dziennikarze. Wiedzą już chyba wszyscy poza jednym greckim komisarzem, którego rodacy ukatrupią, jeśli nie wywiezie od nich blisko 10 tysięcy Arabów (niestety – plotąc bzdury o woli integracji arabskiej mniejszości z europejską większością, nikt większości – choćby w Grecji – o zdanie nie zapytał). I jest jasne, że zagrożenie terrorystyczne znacznie wzrasta tam, gdzie mamy do czynienia z imigrancką mniejszością z Bliskiego Wschodu. Mało tego, wobec zaawansowanych działań organizacji terrorystycznych praktycznie niemożliwym staje się dziś, przy obecnej, „politpoprawnej” postawie europejskich przywódców sprawne „odsianie” uchodźców ekonomicznych od uciekinierów przed wojną, a przede wszystkim – od ludzi związanych z radykalnym islamem, którzy za miesiąc, rok, dziesięć lat założą pas szahida sobie lub innemu debilowi, a potem wysadzą się w powietrze. Nie w meczecie szalonego imama, ale na koncercie, meczu albo w teatrze. Tak nas ubogacą kulturowo.

Wracam do pytania zawartego w tytule. Dlaczego – skoro swoje tragiczne w skutkach błędy pojęli nawet najbardziej ślepi na powolną śmierć Europy politycy i eksperci na Zachodzie, nasza totalna opozycja wciąż nie potrafi wycofać się z deklaracji złożonej przez premier Ewę Kopacz, już wtedy głupiej, a dziś – przerażającej? Czy ktoś im za to trwanie w idiotyzmie płaci? Czy pobierają wynagrodzenie za wypinanie czterech liter na trzy czwarte polskiego społeczeństwa (ostatnio w sondzie TVN – 84 procent!), które nie chce, by Polska przyjmowała arabskich uchodźców? Jaka jest ich cena za jawne występowanie przeciw woli Narodu, którego mienią się Reprezentantami?

Nie pytam o media, bo list Dekana czytałem trzy razy. Ale żeby polska opozycja mogła czerpać jakiekolwiek korzyści ze sprzeniewierzenia się woli Polaków, wyrażanej w sposób absolutnie czytelny i jednoznaczny? Aż się nie chce wierzyć, prawda? Osobiście dodam – mnie się to w głowie nie mieści. Z drugiej strony – to są przecież także w jakimś sensie polityczni uchodźcy. W kraju szaleje kaczystowski reżim, a po nich wciąż nikt nie przypłynął. Naprawdę można oszaleć. A potem się sprzedać.

autor: Krzysztof Feusette

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ