Kukiz 15: Wrocławski bałagan na sprzedaż

By Marcin Kubiś - e-mail, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17494079
 

W piątkowe południe mija termin zgłoszenia ofert na zakup Śląska Wrocław i nie ma chyba niezadowolonego z tego faktu kibica wrocławskiej drużyny. Tymczasem w składzie drużyny panuje całkowita dezorganizacja. 30 czerwca kończą się kontrakty kilkunastu piłkarzom i na dobrą sprawę trudno opanować czarne wizje na myśl o przygotowaniach zespołu do przyszłego sezonu. Według informacji z klubu, drużyna rozpoczyna przygotowania do sezonu 22 czerwca, co oznacza, że część drużyny będzie trenowała przez 8 dni i później niech się dzieje wola nieba.

Nihil novi, czyli klub w rękach miasta

Trudno zrozumieć takie zachowanie władz klubu, które kompletnie nie zabezpieczyły składu drużyny na najbliższy sezon zaczynający się już 14 lipca. Przecież przy nawet najpomyślniejszych wiatrach nowy właściciel będzie musiał mieć jakiś czas na zakupy, a nowi piłkarze czas na wejście do drużyny i przygotowanie się do sezonu. Śląsk dojrzewał do tej sytuacji przez kilka lat, kolejno pozbywając się wartościowych piłkarzy zostawiając tylko najbardziej oddanych i pozyskując tych z niewielkimi wymaganiami finansowymi. Zaciskanie pasa sprawiło, że Śląsk z klubu walczącego o najwyższe cele, stał się klubem walczącym o utrzymanie.

Więzień olbrzyma

Miasto bezmyślnie zainwestowało prawie miliard złotych w czterdziestotysięczny stadion, który musi utrzymywać. Chcąc wypełnić trybuny, stało się więźniem drużyny, która od 2015 roku nie może znaleźć sponsora. Koło niedorzeczności się zamyka, a wrocławski podatnik zmuszony jest do utrzymywania klubu i stadionu. W kasie brakuje pieniędzy, na trybunach świecą pustki, a miasto zatapia kolejne miliony w stadion i klub. Mówiąc wprost sprawa śmierdzi „tumiwisizmem” i amatorszczyzną właścicieli, którzy za wszelką cenę chcą pozbyć się klubu. A wystarczyło pomyśleć o kosztach przed zbudowaniem stadionu.

 
Wrocławskie igrzyska

Taka krótkowzroczność wydaje się być jednak immanentną cechą demokracji nastawionej na puste symbole i krótkie hasła wyborcze. Chcieli Euro, to mają! Oczywiście stadion mógłby być tańszy, mieć 10 tysięcy krzesełek mniej i generować mniejsze koszty, albo jak na Euro w Austrii być oparty na starym stadionie z tymczasowymi trybunami montowanymi tylko na czas mistrzostw Europy. Budowa tego molocha, mimo że była popierana przez wielu mieszkańców miasta powinna być poddana analizie ekonomicznej ze strony osób decydujących o wyborze projektu. Wybieramy polityków, by zarządzali mieniem publicznym w najlepszym interesie wyborców, a nierentowny gigant oraz goszcząca na nim źle zarządzana i wiecznie niedofinansowana drużyna na pewno nie spełniają oczekiwań i nadziei wyborców.

 
Nowa era Śląska?

Możemy tylko liczyć, że nowy właściciel Śląska przejmie również stadion i wdroży w nim inne rozwiązania, bo kontynuacji tej linii zarządzania klub może nie wytrzymać. Jeśli właściciel Śląska się nie zmieni, możemy tylko liczyć, że kolejne wybory samorządowe we Wrocławiu wygra człowiek niezwiązany z dotychczasowymi władzami miasta i zmieni oblicze zarówno stadionu oraz klubu. Śląsk i Wrocław mają olbrzymi potencjał ludnościowy i gospodarczy, a jego właściwe wykorzystanie może sprawić, że ta drużyna stanie się jedną z najlepszych drużyn w Polsce. Tymczasem zostajemy z olbrzymim długiem publicznym miasta, nietrafioną inwestycją w stadion i drużyną Śląska w rozsypce. Brawo!”

Autor:  Maciej Lisowski / I.M. ( Kukiz’15)
PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ