Maszenda: Co Polska robi w sprawie Nord Stream 2?

Polska stara się przeciągać proces legalizacji Nord Stream 2 przez Komisję Europejską. W tym celu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) przez cztery miesiące „zastanawiał się” przed podjęciem decyzji, po tym jak ― zgodnie z europejskim prawem ― Gazprom musiał zwrócić się do polskiego UOKiK i odpowiedniego niemieckiego urzędu o zgodę na założenie wspólnego przedsięwzięcia z zachodnimi spółkami, które miały budować gazociąg. Wcześniej rosyjskie władze usiłowały nęcić Warszawę doraźnymi obniżkami cen gazu, jednak bezskutecznie. Niemiecki urząd błyskawicznie wydał Gazpromowi zgodę, ale polski wniósł zastrzeżenia.

Według opinii UOKiK z lipca 2016 spółka jest zagrożeniem dla konkurencji na polskim rynku. Gazprom mógł się odwołać, ale wiedząc, czym to się skończy, wycofał wniosek o zgodę, ponieważ czas naglił. W tej sytuacji Gazprom pozostanie jedynym właścicielem Nord Stream 2 i będzie musiał sam zapewnić finansowanie nowego gazociągu, ale zrobi to przy pomocy dawnych wspólników.

Drugim celem Polski jest uzyskanie gwarancji, że nowa podmorska instalacja, jeśli powstanie, to będzie podlegała prawu UE, tzw. trzeciemu pakietowi energetycznemu. W tym celu KE w imieniu państw członkowskich będzie prowadzić międzyrządowe negocjacje z Rosją, mając mandat Rady Europejskiej. Trzeci pakiet energetyczny obowiązuje na terenie UE od 2011 roku i już zdołał uśmiercić rosyjski pomysł gazociągu South Stream (z Rosji przez Morze Czarne do Grecji i dalej na Bałkany). Trzeci pakiet energetyczny zakazuje tego wszystko, co lubi Gazprom. Nakazuje realne rozdzielenie wydobycia surowców energetycznych od ich transportu i dystrybucji (Gazprom oczywiście to łączy), nakazuje też, aby możliwości przesyłowe sieci energetycznych i gazociągów udostępniać stronom trzecim, czyli niezależnym operatorom. Wszystko to ma na celu przeciwdziałanie monopolowi w energetyce, czyli zajmowaniu pozycji dominującej przez jeden podmiot. W tej sytuacji powstaje pytanie, podnoszone obecnie przez lobbystów Gazpromu w całej Europie, czy gazociąg na dnie Bałtyku może podlegać prawu UE? Otóż tak, powinien, tym bardziej, że przechodzić będzie przez duńskie wody terytorialne, na południe od Bornholmu.

Drugi argument wskazuje, że gaz tłoczony jest z Rosji nie do gazociągu tylko przy pomocy gazociągu ― do Niemiec, tym samym zmieniając sytuację na europejskim rynku energetycznym dość radykalnie. Polska, kupując gaz ze wschodu lub zachodu, kupować będzie gaz rosyjski, dopłacając jedynie pośrednikowi i może nim być spółka działająca od lat w Niemczech, czyli Gazprom Germania.

autor: Waldemar Maszenda

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ