Czy eutanazja jest moralnie dopuszczalna?

domena publiczna

Na świecie od wielu już lat trwa dyskusja, czy wolno nam wykluczać z życia społeczeństw ludzi terminalnie chorych, kalekich i starych, niepotrzebnych na pierwszy rzut oka z powodu swoich słabości i ułomności; czy eutanazja jest aktem miłosierdzia, czy też zbrodnią dokonywaną w majestacie prawa. Jednocześnie w ostatnim czasie odnotowano kilka jej przypadków, jak choćby we Włoszech, gdzie w lutym br., na prośbę ojca i za zgodą mediolańskiego sądu, skazano na śmierć głodową znajdującą się od 17 lat w stanie śpiączki Eluanę Englaro. Czy wolno nam więc zabijać ludzi terminalnie chorych? Czy orzeczenie lekarskie może decydować o losie człowieka? Czy eutanazja jest moralnie dopuszczalna?

Z ks. Michałem Chłopowcem rozmawia Bożena Rojek


Skrócenie życia nabiera wagi problemu moralnego w mierze, jak staje się skutkiem zamierzonych działań, niezależnie od tego, czy decyzję podejmuje sam podmiot, czy osoby trzecie. Poza czynnościami samobójczymi działania takie posiadają cechy szeroko pojętej eutanazji, która niekoniecznie musi być pojęciem jednoznacznym tak dalece, że różnice w jej interpretacji bywają przeciwstawne. Samo bowiem słowo „eutanazja” pochodzi z języka greckiego i oznacza „dobrą śmierć”, a więc w domyśle umieranie w możliwie najlepszych, stworzonych przez otoczenie warunkach. W jej zakres wchodzi ponadto świadome, choć niezamierzone skracanie życia, powodowane stosowaniem silnych środków przeciwbólowych podawanych np. w postaci morfiny ludziom chorym na raka.

Dzisiaj jednak (w języku potocznym) pod terminem eutanazja rozumie się głównie działania zmierzające z jednej strony do skrócenia życia w sposób czynny, drogą wspomaganego samobójstwa lub z użyciem (bez zgody czy na życzenie pacjenta) środka powodującego śmierć, bądź też w sposób bierny, poprzez odłączenie (w sytuacji ekstremalnej) chorego od aparatury podtrzymującej życie (przy czym kwalifikację prawną zmienia dokonanie takiego czynu z akceptacją lub bez akceptacji chorego).

Jakkolwiek nie do najrzadszych wyjątków należą zwolennicy eutanazji czynnej, pod ściśle określonymi warunkami, to najczęstszym przedmiotem kontrowersji jest dopuszczalność lub niedopuszczalność eutanazji biernej. Życie przynosi rzeczywiście dramatyczne sytuacje (prezentowane często w środkach przekazu, zresztą nie bez natarczywości i tendencyjnego stawiania akcentów) dotyczące cierpień i niedogodności zarówno człowieka chorego, jak i dramatów oraz uciążliwości przeżywanych przez najbliższych.

Łatwiejsze w akceptacji są zawsze rozwiązania o dużym stopniu praktyczności, zwłaszcza przy odpowiednio dobranym komentarzu podnoszącym wagę przytaczanych uzasadnień za przerwaniem życia, przebiegającego choćby przy braku świadomości i żadnej nadziei na jej przywrócenie.

Komfortem łatwych argumentów nie dysponują przeciwnicy eutanazji, ponieważ sednem ich wywodów są wartości moralne, powszechne, lecz wyprowadzane ostatecznie z przesłanek teoretycznych, zakładających konsensus co do podstawowych twierdzeń, nawet jeżeli dotyczą najbardziej fundamentalnych praw osoby, takich jak wolność czy prawo do życia. Te trudności nie zmieniają jednak faktu, że Kościół przeciwstawia się w swoim nauczaniu każdemu zamierzonemu przerwaniu życia nawet w przypadku, gdy od strony medycznej nie należy się spodziewać powrotu chorego do stanu choćby uświadomionych reakcji.

Zaznaczmy dla pełni obrazu, że eutanazji nie należy mylić ze skutkami rezygnacji z uporczywej terapii, definiowanej jako stosowanie procedur medycznych w celu podtrzymywania funkcji życiowych nieuleczalnie chorego, która przedłuża jego umieranie, wiążąc się z nadmiernym cierpieniem lub naruszeniem godności pacjenta. Uporczywa terapia nie obejmuje podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych, łagodzenia bólu i innych objawów oraz karmienia i nawadniania, o ile służą dobru pacjenta (definicja sformułowana w ramach konsensusu Polskiej Grupy Roboczej ds. Problemów Etycznych Końca Życia).

Jak z przytoczonej definicji wynika, uporczywa terapia dotyczy pokrewnego z eutanazją (bierną) tematu, choć nie identyfikują się one ze sobą. Ich równoległość kształtuje celowe dążenie do nieprzedłużania życia, zaś różnicuje jego ocena. W pierwszym przypadku punkt wyjścia stanowi świętość życia jako naczelnej (choć nie absolutnej) wartości, mierzonej możliwościami i ceną jego podtrzymania oraz cierpieniem płaconym przez chorego, które stać musi w korzystnej proporcji do oczekiwanej śmierci. Podstawową rolę przypisuje się tutaj decyzji pacjenta, zgadzającego się lub nie na dalsze leczenie, niezależnie od rzeczywistej skuteczności i celowości zalecanej terapii. Lekarz musi się powziętym przez chorego rozstrzygnięciom podporządkować nawet w braku logicznego uzasadnienia powziętej przez niego decyzji. Także lekarz, stwierdzając daremność leczenia, najlepiej po przeprowadzonej konsulacie z innymi lekarzami i koniecznie z podaniem powodów na piśmie, ma prawo odstąpić od dalszych leczniczych zabiegów.

W odniesieniu zaś do eutanazji dokonuje się przesunięcie zasadniczego kryterium oceny moralnej z działającego podmiotu na ochronę życia, którego zachowanie stawia wymogi etyczne z siebie. Stąd priorytet tworzenia warunków dla jego ratowania, na ile tylko jest to możliwe. Oznacza to, że przerwanie życia nie zależy ani od osądu zainteresowanego, ani od decyzji osoby trzeciej. Prawo do życia bowiem zaliczane jest do niezbywalnych praw człowieka, a więc takiego prawa, choćby się chciało, zrzec się nie można. Dlatego celowe doprowadzenie do śmierci jest zawsze czynem niemoralnym, nawet przy założeniu, że towarzyszą mu szlachetne motywacje.

źródło: Nowe Życie

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ