Sędzia, hazardzista, porywacz, morderca dziecka. Wkrótce wyjdzie na wolność

Krzysztof F. był sędzią w Koninie. Miał długi z powodu hazardu. Porwał 10-letniego Olka i zażądał okupu, ale zabił chłopca, zanim dostał pieniądze. Morderca wkrótce zakończy odsiadywanie wyroku. – Nie wyobrażam sobie, że mógłbym spotkać go na ulicy – mówi „Codziennej” zdenerwowany Wojciech Ruminkiewicz, ojciec ofiary.

Ta zbrodnia szokuje do dziś, choć minęło już ponad 20 lat. W styczniu 1996 r. porwano 10-letniego Olka, syna Wojciecha Ruminkiewicza, przedsiębiorcy z Konina. Wkrótce mężczyzna otrzymał żądanie okupu – miliard (dzisiejsze sto tysięcy) złotych. Zebrano pieniądze, a porywacz kazał zostawić torbę na przystanku przy drodze wylotowej z Konina. Policjanci przygotowali zasadzkę. Wkrótce zatrzymano Krzysztofa F.

Mężczyzna pochodził z prawniczej rodziny, ojciec był prezesem sądu, brat notariuszem, on sam także orzekał. Po trzech latach zdjął togę, prowadził własny biznes, planował uruchomienie kancelarii adwokackiej. Równocześnie był hazardzistą i pilnie potrzebował pieniędzy. Dlatego porwał chłopca. Po zatrzymaniu początkowo twierdził, że chciał wykorzystać okazję do wyłudzenia, a ze zniknięciem dziecka nie ma nic wspólnego. W końcu zwyrodnialec wskazał miejsce ukrycia ciała. W sadzie owocowym w starej studni. Sekcja zwłok wykazała, że Olka uduszono. Gdy F. żądał okupu, chłopiec już nie żył.

Sędziowie z Konina nie chcieli orzekać w tej sprawie, dlatego trafiła do Łodzi. Podczas pierwszej rozprawy zbrodniarz odwołał wcześniejsze wyjaśnienia, ale dowody były niepodważalne. Został skazany na 25 lat więzienia. Obecnie przebywa w Zakładzie Karnym w Sieradzu. Nie starał się o przedterminowe zwolnienie, ale wkrótce i tak zakończy odsiadywanie wyroku.

– Zostały jeszcze cztery lata. Nie wiem, co morderca zrobi po wyjściu na wolność, ale nie wyobrażam sobie, że spot­kam go na ulicy – mówi „Codziennej” Wojciech Ruminkiewicz. – On zabił mi dziecko, zniszczył moją rodzinę…

Niedawno spotkali się na sali rozpraw, bo Ruminkiewicz pozwał F. o odszkodowanie, które chce przekazać na cele charytatywne.

– Zapytałem, czy dręczy go sumienie. Stwierdził, że dręczy, ale dodał, że to nic nie wnosi do sprawy. To bardziej była formułka na użytek sądu niż prawdziwa skrucha – dodaje Ruminkiewicz.

W czwartek miał zapaść wyrok w procesie o odszkodowanie, ale pojawiły się nowe wnioski dowodowe. Dokładniej, ma być sprawdzony stan majątkowy Krzysztofa F., także spadek po zmarłych rodzicach. Kolejna rozprawa odbędzie się dopiero we wrześniu.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ