Sutowicz: Karol Stojanowski i jego koncepcje ponownej slawizacji ziem połabskich jako pomysł na bezpieczną Polskę w Europie

Dnia 9 czerwca br. przypadła 70. rocznica śmierci polskiego antropologa i narodowego działacza politycznego, Karola Stojanowskiego. Z pewnością okoliczność ta pozostanie mało zauważona w sferze publicznej. A szkoda, mamy bowiem do czynienia z postacią ważną, której myśl – co prawda osadzona w konkretnych realiach historycznych i wypływająca z dziedzictwa obozu politycznego, które konsekwentnie zohydzano przez ostatnie kilkadziesiąt lat – może się wydawać nijak nieprzystająca do obecnej rzeczywistości. Być może jednak niestabilność polityczna Europy i świata, zmuszając nas do rozważania różnych scenariuszy co do przyszłości, każe nam wrócić do niektórych elementów myśli pozostawionych przez pokolenia minione. Nie dotyczy to oczywiście całości czyjejś idei, ale niekiedy warto jednak sięgnąć po to, co nasi poprzednicy na ziemi pozostawili.

Nie chcę zajmować się dorobkiem naukowym Stojanowskiego jako antropologa, pozostawiając to pole badaczom dziejów nauki. Nie będę wypowiadał się na temat słuszności lub jej braku poszczególnych jego tez badawczych. Trzeba pamiętać, że antropologia w okresie aktywności badawczej Stojanowskiego przechodziła różne zawirowania związane z eugeniką i teoriami wyższości lub niższości rasowej poszczególnych grup ludzkich. Z dzisiejszego punktu widzenia należy jednak przede wszystkim przypomnieć jego przedwojenny i wojenny dorobek wynikający z zaangażowania politycznego. Jako narodowiec, Stojanowski zapatrzony był przede wszystkim w kwestie zachodnie. Jego zaangażowaniu obóz narodowy zawdzięcza oryginalne koncepcje w tym zakresie, które częściowo brzmią dziś dziwacznie, lecz w części doczekały się realizacji. Przy czym te zrealizowane, jako udane, mają więcej niż jednego ojca.

Polski obóz narodowy od początku swego istnienia w latach 80-tych XIX wieku zainteresował się tymi historycznymi ziemiami polskimi, które w ciągu wieków zostały poddane częściowej lub całkowitej germanizacji bądź też toczyły z nią śmiertelny bój. Zainteresowanie to widać w publicystyce Jana Ludwika Popławskiego, a następnie w aktywności politycznej Wszechpolaków w szeroko rozumianym zaborze pruskim. Być może ziemie zachodnie jako przedmiot zainteresowania politycznego nie wpadły im do głowy ot tak sobie. W ciągu wieku XIX można wyodrębnić osoby i instytucje, które w tym kierunku działały i interesowały się dziedzictwem polskim lub ogólnie słowiańskim na obszarze niemieckim. Znamiennym przejawem tych zainteresowań może być wiersz wpisany w książce pamiątkowej w schronisku na Ślęży przez Romana Zmorskiego w połowie XIX wieku:

„Na słowiańskiej góry szczycie
pod jasną nadziei gwiazdą
zapisuję wróżby słowa
wróci –
– wróci w stare gniazdo
stare prawo, stara mowa
i natchnione Słowian życie”.

Do tych romantycznych wizji należy dołączyć jak najbardziej konkretne działania społeczne i kulturalne zmierzające do obudzenia polskości na ziemiach, co do których wydawało się, że można tu o niej mówić jedynie w aspekcie historycznym. Mamy tu do czynienia z czymś znacznie szerszym niż jedynie ruch polityczny. Niemniej, najpełniej potrzebę skierowania uwagi na zachód zrozumieli właśnie Wszechpolacy i tworzone przez nich organizacje, które z czasem przybierały charakter coraz szerszej rzeki. Skierowanie uwagi polskiej na zachód wpisuje się w narodowo-demokratyczny paradygmat, który głosi, że największym zagrożeniem dla narodu nie stanowi Rosja, lecz właśnie Niemcy, a właściwie Prusy jako spadkobiercy myśli „Drang nach Osten” i to one są dla Polaków zagrożeniem śmiertelnym. W polityce Dmowskiego widać to było bardzo jasno tak przed I Wojną Światową, jak i w trakcie jej trwania, kiedy to polityk ten jednoznacznie opowiedział się po stronie państw zachodnich i konsekwentnie nakazywał swym zwolennikom odmowę kolaboracji militarnej i politycznej z Niemcami okupującymi pod koniec wojny większość ziem etnicznie polskich, a kuszącymi Polaków różnymi propozycjami w rodzaju restytucji Królestwa, które to działania miały na celu wpisanie ich w obóz państw centralnych.

Urodzony w Galicji w 1895 roku Stojanowski był w tych czasach legionistą I Brygady, można powiedzieć, ze stał po drugiej stronie barykady, a jego przechodzenie do obozu narodowców przebiegało stopniowo. Ostateczne jego zerwanie z obozem Piłsudskiego nastąpiło po zamachu majowym. Był już wówczas doktorem i jako taki przystąpił do Obozu Wielkiej Polski. Jako naukowiec Stojanowski związał się z Uniwersytetem Poznańskim. Stolicę Wielkopolski i jej mieszkańców cechowała daleko posunięta niechęć do rządów sanacyjnych, sympatia do Narodowej Demokracji i zainteresowanie myślą zachodnią, co przy ówczesnym kształcie politycznym Polski zdaje się być w pełni zrozumiałe. W społeczeństwie polskim kwestie te odgrywały niejaką rolę. Z sympatią odnotowywano badania historyczne dotyczące słowiańskiej przeszłości ziem nadodrzańskich i nadłabskich. Motywy te wykorzystywano w literaturze i propagandzie, szczególnie narodowców. Znajdowało to odbicie w aktywności antropologów polskich, z czego wynikały ich kłopoty w czasie okupacji. Nie ominęło to Stojanowskiego, który musiał chronić się w Warszawie, żyjąc w konspiracji. Tu tworzył Narodowo-Ludową Organizację Wojskową, potem działał w Stronnictwie Narodowym. Był też jednym z twórców koncepcji Narodowych Sił Zbrojnych, drugiej po Armii Krajowej sile zbrojnej okupowanej Polski.

Najciekawszy jednak dziś wydaje się jego wojenny dorobek koncepcyjny, w którym nakreślał wizję swoją i swojego obozu odnośnie niepodległej Polski. Przede wszystkim dostrzegając fakt, iż naród znalazł się w kleszczach dwu totalitarnych wrogów, tzn. nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji, stworzył on koncepcję bloku państw słowiańskich, a ściślej zachodniosłowiańskich, które jako organizm polityczny obejmowałyby obszar od Bałtyku po Adriatyk, a właściwie Morze Śródziemne. Postulowany przez niego organizm polityczny miałby być konfederacją, w której Polska odgrywałaby rolę kluczową. Jeśli chodzi o nasze granice polityczne, to na zachodzie mniej więcej jego koncepcja pokrywa się z obecnie istniejącymi. Zresztą linia Odry i Nysy Łużyckiej, jako granica Polskich postulatów terytorialnych na zachodzie, była powszechnie obowiązująca w obozie narodowym czasu II wojny. Stojanowski wysuwał jednak roszczenia dalej idące. I tak, domagał się on likwidacji Austrii jako ośrodka politycznego, by dzięki temu doprowadzić do stworzenia słowiańskiego „korytarza” pomiędzy Jugosławią a Czechami i Słowacją. Obszar miasta Wiednia miał przy tym pozostawać pod polską kontrolą (okupacją?), jako punkt kluczowy w realizacji planu gospodarczego budowy kanału Odra – Dunaj mającego być osią komunikacyjną federacji. Dziś trudno powiedzieć jednoznacznie, czy tego typu pomysł był prowokacją mającą irytować okupantów, czy też jej autor myślał na poważnie. Idea ta różniła się istotnie od tego, co postulował inny narodowy strateg, Karol Lech Neymann, który, przeciwnie, chciał z Austrii uczynić ośrodek południowoniemieckiego państwa katolickiego.

Jeszcze ciekawszy i w części mający większe szanse na częściową chociażby realizację był pomysł przyszłej reslawizacji Niemiec wschodnich, który ujrzał światło dzienne w czasie okupacji, a pewne rozwinięcie znalazł w roku 1946 w broszurze „O reslawizację Wschodnich Niemiec” wydanej już po wojnie, ale jeszcze przed realizacją koncepcji NRD, a więc komunistycznego państwa niemieckiego. Stojanowski proponował mianowicie, by na obszarze Łużyc powołać państwo oparte o rodzimą ludność słowiańską, którą wówczas szacowano na około 300 tys. i pewnie w określonych powojennych realiach liczbę tę dałoby się nieco zaokrąglić w górę. Zaś na obszarze dawnego Połabia miałoby powstać coś na wzór dawnych niemieckich marchii wschodnich tyle, że o odwróconej doktrynie. Celem politycznym na tym obszarze miałaby być mniej lub bardziej stanowcza reslawizacja, czy też właściwie slawizacja ludności, której podstawą byłoby odwołanie się do słowiańskiej przeszłości tych ziem. Co zrobić z resztą Niemiec, o tym nasz bohater nie pisał. Pamiętajmy jednak o tym, że alianci zachodni też tego nie wiedzieli, mając w głowie różne pomysły, w tym także trwałą likwidację państwowości niemieckiej i ustanowienie na ich terytorium państewek bardziej przypominających rezerwaty niż nowoczesne organizmy polityczne. Koncepcja Stojanowskiego, jeżeli patrzeć na nią w tym kontekście, wydawała się być wręcz humanitarną.

Realizację jego pomysłu dziś trudno sobie wyobrazić w praktyce, lecz pierwszy element planu mógł być wcielony w życie, a że nie został, należy uznać za klęskę polskiej myśli. Być może przyczyna tkwiła w lobbingu realizowanym u Stalina przez niemieckich komunistów, którzy nie chcieli się dzielić tym, co im z dawnego terytorium niemieckiego zostało. Po trosze jednak należy winę przerzucić na powojenne rządy w Czechosłowacji i Polsce, które nie umiały wspólnie przedstawić zwartej koncepcji w tym temacie. Na pewno ten fragment historii też zasługuje na głębsze spojrzenie i spopularyzowanie.

Broszura o reslawizacji Niemiec jest jednym z ostatnich publicznych postulatów Stojanowskiego. Zamieszkały po wojnie we Wrocławiu antropolog umarł na zawał serca właśnie 9 czerwca 1947 roku. Prawdopodobnie uniknął w ten sposób aresztowania przez Bezpiekę, wciąż bowiem pozostawał czynnym politykiem narodowym, próbując legalizować Stronnictwo Narodowe, a niedługo przed śmiercią spotykał się z przybyłym nielegalnie do Polski Adamem Doboszyńskim. O czym rozmawiali? Pewnie  o możliwości funkcjonowania narodowców w komunizującym się państwie, ale historia tego nie przekazała i, jak się wydaje, już nie przekaże.

autor: Piotr Sutowicz

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ