Premier polskiego rządu ma nie tylko prawo, ale i OBOWIĄZEK mówić w Auschwitz o bezpieczeństwie Polski i Polaków!

fot: Telewizja Republika

Sprawa brutalnego ataku na premier Beatę Szydło za jej wypowiedź w Auschwitz musi bulwersować. I to na kilku poziomach.

Przypomnijmy: wczoraj, w dniu Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady premier Szydło – wraz z wicepremierem Glińskim – oddała hołd ofiarom. Zapowiedziała też godne upamiętnienie Polaków, którzy mieszkali wokół obozu, i pomagali więźniom, narażając życie swoje i swoich rodzin.

Premier wypowiedziała też następujące słowa:

Auschwitz to lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom.

Takie słowa w takim miejscu” – stwierdza Tusk. A red. Lis dodaje:

Szydło pokazała dziś, że w swej prymitywnej propagandzie potrafi bez oporów wykorzystać i żywych Arabów i martwych Żydów.

Od tego ostatniego wątku zacznijmy. Premier ma wykorzystywać „martwych Żydów”. A przecież jeśli już ktoś chce stawiać tego typu zarzut, to akurat wczoraj, w odniesieniu do tamtego przemówienia, powinien użyć sformułowania „martwych Polaków”.

A to dlatego, że Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady to święto polskie, ustanowione w rocznicę pierwszego transportu polskich więźniów politycznych do Auschwitz – 728 Polaków z więzienia w Tarnowie.

Premier czciła tego dnia ofiary Auschwitz, ale zwłaszcza polskie ofiary. Ofiary tego konkretnego obozu koncentracyjnego, i tak wielu innych obozów, do których niemieccy siepacze wywieźli setki tysięcy Polaków.

Przemawiała w pobliżu obozu macierzystego Auschwitz I – czyli tej części obozu, w którym więziono tysiące Polaków i w której tysiące naszych rodaków zamordowano. Bo Auschwitz był aż do 1942 roku głównie obozem dla Polaków.

Pamięć głównie żydowskich ofiar obozu zagłady świat i Polska czczą 27 stycznia, w rocznicę wyzwolenia obozu przez Armię Czerwoną. Pamiętajmy także: znaczna część Żydów, którzy zginęli w Auschwitz, miała polskie obywatelstwo.

Czy w dniu mającym upamiętnić polskie ofiary niemieckich obozów, W DNIUTRANSPORTU SETEK POLAKÓW do tego anus mundi, w dniu gdy wysłano ich na niemal pewną śmierć, polska premier nie ma prawa mówić o bezpieczeństwie Polski i Polaków?

Otóż ma wręcz obowiązek o tym mówić!

Czy Tusk i Lis potępiliby premiera Izraela, który 27 stycznia mówiłby o bezpieczeństwie swojego państwa i swojego narodu? Oczywiście nie.

W przypadku byłego premiera, autora stwierdzenia, że dla niego liczy się tylko „tu i teraz”, a nie przyszłość kolejnych pokoleń, piętnowanie następczyni za myślenie o narodowym bezpieczeństwie jest w sumie zrozumiałe. Tusk nie miał i nie ma w sobie tej zasadniczej perspektywy, która wyrasta z polskiego doświadczenia II wojny światowej. Z racji specyficznego rodzinnego backgroundu wyciąga specyficzne wnioski, i dlatego z taką łatwością dziedzictwo II wojny sprowadza do polit-poprawnych globalnych banałów. Banałów znoszących szczególne polskie konteksty, dla nas – co powinno być oczywiste – najważniejszych.

A przecież w przypadku Polaków II wojna oznaczała stanięcia na progu biologicznego unicestwienia.

Na tym progu stanęły w czasie II wojny światowej tylko dwa narody: Żydzi i Polacy. Gdyby wojna potrwała jeszcze parę lat, Polacy byliby grupą niewolników przesiedloną gdzieś za Ural. „Pilotażowe” wysiedlenia z Zamojszczyzny już trwały, wcześniej Polaków wypędzono z ziem włączonych do Rzeszy (Śląsk, Pomorze, Wielkopolska, ale także Łódź i Suwalszczyzna), mordując NIEMAL CAŁĄ inteligencję (z Sopotu niedaleko do Piaśnicy, Tusk powinien o tym wiedzieć, tak jak powinien wiedzieć, że Polacy byli ofiarami Auschwitz, o czym- sądząc z cytowanego wyżej tweeta – po prostu nie ma pojęcia).

Polski rząd, polscy premierzy, mają obowiązek stawiać polskie bezpieczeństwo na pierwszym miejscu państwowych i narodowych priorytetów. Mogą o tym mówić także w kontekście polskich ofiar II wojny światowej, także odnosząc się (choć w tym przypadku to tylko domniemanie) do ofiar zamachów terrorystycznych. Jeśli ktoś uważa, że tego prawa nie mają, to znaczy, że nie dorasta do niepodległości.

Na koniec: zwróćmy uwagę, z jaką pogardą liberalna elita traktuje ofiary zamachów terrorystycznych. One są nieistotne, nie można ich przywołać, nie można się o nie upomnieć. Mają zejść z widoku, bo psują wzruszenia związane z budową kolejnych gett w Europie, oczywiście w dzielnicach biedniejszych, nie zamieszkanych przez byłych premierów i znanych redaktorów.

Te ofiary są czymś w rodzaju ofiar gułagów w perspektywie komunistów: ot, nieuchronne koszty postępu i budowy lepszej przyszłości. I to jest właśnie myślenie totalitarne. To jest myślenie, które stało i za gułagami, i za Auschwitz.

Podsumowując: Takie słowa w takim miejscu zawsze powinny padać z ust polskiego premiera.

autor: Jacek Karnowski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ