Amok! Pupil Komorowskiego pisze list do prezydenta Dudy. Lityński: ”Bolszewizm, łamanie konstytucji, groźba tragedii”

Foto: flickr.com

Kompromitacja i blamaż Jana Lityńskiego współtwórcy Unii Wolności i doradcy politycznego prezydenta Komorowskiego. Ideolog opozycji wystosował do prezydenta Andrzeja Dudy list, w którym histerycznie atakuje głowę państwa. Lityński w swoim „apelu”, szokująco niechlujnie, miesza kwestie uchodźców z konstytucją, a alarmujący styl listu, zamiast refleksji, budzi raczej śmiech i politowanie.

Lityński już w pierwszych zdaniach listu otwartego do prezydenta Dudy wpada w histeryczny ton i w obrzydliwy sposób nawiązuje do czasów PRL.

Pragnie Pan zmiany konstytucji. Czy oznacza to, że do czasu ewentualnej zmiany nie zamierza Pan przestrzegać obecnej?Przypomnę, że w 1975 roku kierownictwo rządzącej PZPR również postanowiło zmienić konstytucję. Zmiany umacniające rolę partii oraz wprowadzające odwieczną przyjaźń ze Związkiem Radzieckim wywołały falę sprzeciwów, które doprowadziły do stworzenia demokratycznej opozycji doprowadzającej do obalenia systemu komunistycznego w Polsce.

– bredzi Lityński.

Ale nawiązanie do czasów komunizmu to najłagodniejszy fragment szokującej ustawki medialnej, jaką jest „list” Lityńskiego do prezydenta Dudy. Polityk w sposób haniebny nawiązuje do zbrodni Brevika w Norwegii. Działania rządu wobec uchodźców mogą mieć, zdaniem Lityńskiego, tragiczne skutki. Czy trzeba mocniejszego dowodu na aberrację Lityńskiego?

Pański obóz polityczny, przy wsparciu ruchów skrajnie nacjonalistycznych, prowadzi kampanię przeciwko uchodźcom. W Norwegii retoryka skrajnych ugrupowań doprowadziła do tragedii. Słowa budzą upiory, które z kolei tworzą zbrodnie. Nie wiem, czy zapowiadając referendum w sprawie uchodźców przemyślał Pan wszystkie tego konsekwencje. Histeryczne filipiki przeciwko „obcym” powodowane są poczuciem słabości, wyrażając zarazem niezrozumienie złożoności problemów, przed którymi stanęła Pańska formacja.

– histeryzuje Lityński.

Dla Lityńskiego, Polska PiS i Andrzeja Dudy, to kraj nietolerancyjny i niemal faszystowski, a działania rządu i prezydenta przyniosą Polsce „potępienie światowej opinii publicznej”.

Niemal codziennie można przeczytać o aktach agresji dokonywanych na ludziach o innym kolorze skóry, mówiących innym językiem, mającym „niewłaściwe” pochodzenie. To sprzeczne z polskimi i europejskimi tradycjami. Polska przyjmowała uchodźców, a polscy uchodźcy byli przyjmowani pod różnymi szerokościami geograficznymi. (…). Zwracam się więc z prośbą, by zrezygnował Pan z pomysłu, który naraża nasz kraj na niebezpieczeństwo wewnętrznych napięć i przyniesie Polsce potępienie światowej opinii publicznej.

– czytamy w szokującym liście Lityńskiego.

O co chodzi Lityńskiemu, który w co drugim zdaniu obraża demokratycznie wybranego przez Polaków prezydenta? O to, że nie ma on takich samych poglądów, jak ideologiczna ikona poslkiej lewicy, czyli sam Lityński.

Głowa państwa ma prawo do własnych poglądów, jeżeli tylko pracuje na rzecz dobra wspólnego. Pan tego warunku nie spełnia.

– pisze Lityński, z którego słów można wywnioskować zasadę, że prezydent Duda może mieć własne poglądy, ale tylko wtedy, gdy są one takie same jak Lityńskiego.

Dalszy wywód Lityńskiego można okreslić historycznym i merytorycznym stekiem bzdur, manipulacji i zwykłych kłamstw.

Tego typu stwierdzenia nie są nowe. W roku 1917 Lenin a za nim inni bolszewicy uważali, że dla przedstawicieli klas posiadających i ich dzieci jest miejsce przed plutonem egzekucyjnym albo w karnych obozach. W okresach mniej represyjnych potomkowie wyzyskiwaczy byli pozbawieni możliwości studiowania, nie mówiąc już o stanowiskach w aparacie władzy. Podobnie było w Polsce w okresie stalinowskim. Także w 1968 roku polskim studentom wypominano pochodzenie rodziców. Każda autorytarna władza dzieląc podwładnych na dobrych i złych, patriotów i zdrajców, poprzez sianie nieufności i wzajemnej niechęci, dąży do opanowania wszystkich dziedzin życia publicznego.

– pisze Lityński, który jako autorytety wymienia także komunistycznych aparatczyków, którzy chcieli „reformować” Socjalizm.

Wystarczy przypomnieć, że wśród przywódców „Solidarności” było kilkunastu członków PZPR.(…)I dlatego, kiedy pani minister obecnego rządu, opowiada o odebraniu emerytur oprawcom, to burzy elementarne poczucie kilku zasad, które Panu jako prawnikowi powinny być dobrze znane – o nieobowiązywaniu prawa wstecz, nie stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, równości wobec prawa.

– czytamy w liście pupila Bronisława Komorowskiego.

Na koniec, Jan Lityński, powtarza brednie dotyczące prowokacji Władysława Frasyniuka i znów nawiązuje do czasów „komuny”.

Wynikiem podpisanej przez Pana ustawy, która zapewnia rządzącemu obozowi pierwszeństwo w organizowaniu zgromadzeń, stało się ostatnio zatrzymanie uczestników niezależnej manifestacji. Narasta napięcie i następuje eskalacja autorytarnych działań. Za symboliczny należy uznać fakt oskarżenia Władysława Frasyniuka, w stanie wojennym skazanego na 6 i 3,5 roku więzienia. Tym razem grozi mu jedynie wyrok 3 lat. Czyżby ta różnica miała stanowić jedyną zmianę różniącą obecne rządy od rządów PZPR?

– prowokacyjnie pyta Lityński.

W „liście” Lityńskiego skupia się cała patologia intelektualna III RP. Półprawdy, niedopuszczalne porównania, obsesja na temat „reformatorów” PZPRi histeryczny atak na „dobrą zmianę”. Wystąpienie Lityńskiego świadczy nie tylko o elementarnym braku kultury w dyskusji publicznej, ale także na złą wolę autora listu. Pisany pod liberalną publiczkę „manifest” Lityńskiego to żałosny przejaw politycznego obłędu i tak powinien być traktowany.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ