Prof. Modzelewski o rosnących dochodach z VAT: “Dotąd mieliśmy do czynienia z destrukcją systemu podatkowego”

pixabay.com

Dotąd mieliśmy do czynienia z destrukcją systemu podatkowego. Zapłaciliśmy za to tymi setkami utraconych miliardów złotych, które mogłyby znaleźć się w budżecie

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl prof. Witold Modzelewski, prawnik, doradca podatkowy.

wPolityce.pl: Jako główną spadku deficytu budżetowego niemal do zera podaje się uszczelnienie luki w VAT. To wynik zmiany metody walki z wyłudzaniem tego podatku?

Prof. Witold Modzelewski: Po pięciu miesięcach mamy zaawansowanie dochodów z VAT sięgające 44 proc., wpływy z akcyzy są niższe. Dlaczego to jest ważne? VAT waży w szczególny sposob na dochodach budżetowych, bo szacowane wpływy miałyby być na poziomie 143 mld, a dla porównania z akcyzy to mniej niz 70 mld zł. To mniejsza połowa budżetu. VAT ma dobre zaawansowanie już po pięciu miesiącach, bo przeważnie poziom 45 proc. osiągano po pół roku. Dochody z VAT zbliżają się już do 70 mld zł, a z akcyzy dopiero do 28 mld zł. Jest też duże zaawansowanie w podatku dochodowym od osób prawnych, ale to jest mała kwota, niecałe 30 mld zł w skali roku. Jest znacznie lepiej niż w zeszłym roku.

Dlaczego dotąd nie osiągaliśmy tak wysokich wpływów do państwowej kasy?

Przyczyny są systemowe. Wielkość dochodów budżetowych zależy od dwóch głownych czynników. Poza makroekonomicznym, który w VAT określa wielkość obrotów firm, które są opodatkowane, to także rozwiązania prawne. Nie tylko w rozumieniu systemowym, ale także funkcjonowania władzy publicznej. Czyli zarządzania podatkami, które albo utrudniają unikanie opodatkowania, albo wręcz autoryzują opodatkowanie.

Dotąd mieliśmy potężną lukę w podatku VAT. Dlaczego nikt tego wcześniej nie przerwał?

W ciągu co najmniej ostatnich 10 lat mieliśmy do czynienia z postępującym procesem destrukcji systemu podatkowego. Coraz więcej tworzono rozwiązań w sensie normatywnym, które ułatwiały lub wręcz autoryzowały unikanie opodatkowania. A władza w stosunku do tych, którzy to robili nielegalnie niejako tolerowała to zjawisko. To, że nie wpływały dochody budżetowe wynika również z tego, że jakaś część podmiotów świadomie, bądź nieświadomie, ale łamiąc przepisy prawa, uchyla się od opodatkowania. I wiadomo, że w stosunku do tej grupy działa efekt przyzwolenia. Jeżeli nikt tego nie ściga, to dlaczego nie ryzykować, głównie wyłudzania zwrotu VAT?

To dlaczego nikt tego nie ścigał?

W zeszłym roku kwota zwrotót wynosiła 100 mld zł. To są lata przyzwolenia legislacyjnego i niemrawej postawy władzy publicznej, która nie umiała, nie chciała, uchylała się od ścigania tego, z czym można byłoby walczyć. Istotna część tych pieniędzy była do zatrzymania w sposób prewencyjny. Ci, którzy są przedmiotem kontroli z reguły już nic nie zapłacą. Natomiast inni nie będą podejmować działań przestępczych, widząc zbyt duże ryzyko. Tę degrengoladę odziedziczyliśmy w pełni w zasadzie jeszcze w roku 2016. Dlatego wyniki były takie same, jak w roku 2015, jeśli chodzi o VAT.

Jednak już w zeszłym roku rząd uszczelnił system podatkowy. Dlaczego nie było widać efektów?

Pewne zostały podjęte, ale późno. Dlatego zeszły rok jeszcze nie bardzo różnił się od lat poprzednich. Te pierwsze pięć miesięcy tego roku wskazuje, że planowane dochody budżetowe zostaną wykonane. A z VAT mogą być nawet przekroczone. To, że w skali roku możemy osiągnąć 150 mld zł, to już żaden problem. Znaczenie ma zwłaszcza tzw. podatek paliwowy, który dał efekt w postaci wzrostu sprzedaży polskich koncernów paliwowych. Autentyczny efekt pozytywny, który się ujawnił. Praktycznie to ten rok jest pierwszym rokiem widocznych, konkretnych działań. Zwłaszcza odstraszających.

Władza nie widziała dotąd, ile pieniędzy przelewa jej się przez palce? Czy działała celowo?

Przyzwolenie jest wygodne dla rządzących, bo przez to unika się prozy rządzenia. Bo ci, którzy unikają opodatkowania, zarabiają na tym, mają wpływy, mają moblizować media, opinię publiczną. Inwestycje podatkowe to najbardziej dochodowa działalność w świecie. Zawsze podjęcie działań stanowczych, robią to nielegalnie. To dla władzy zawsze pewien koszt publiczny. Unika wtedy całego szumu mówiącyego o ataku na uczciwych podatników, itp. Każdy będzie w ten sposób krzyczeć, żeby się obronić. Władza chciała tego uniknąć i autoryzowała te działania legislacyjne, które nie były w interesie fiskalnym. Była w interesie tych, którzy dokonywali tzw. inwestycji legislacyjnych.

Ktoś kupował sobie takie rozwiązania prawne?

Postawę też można kupić, nawet nie w sensie prawno-karnym. Interesariusz może wpływć na kształt prawa. I nie ma w tym z istoty nic złego, jeśli interesy sprzeczne z interesem fiskalnym nie dominują. To jest niestety cecha także występująca w Unii Europejskiej, już od lat. Podatek jest towarem, ustawa jest towarem. To wszystko może być przedmiotem obrotu prawnego. Za to uzyskuje się tylko brawa. Bo ten, na rzecz którego zostaje uchwalona ustawa, będzie to chwalił. Będzie aktywny publicznie, mówił o przychylnych działaniach władzy w stosunku do podatników. Ja czasami biłem głową w tę ścianę mówiąc, że to nie jest dobra droga kształtowania systemu podatkowego, bo zaczyna być swoją karykaturą. Spotykało się to z reakcją, że to jest wręcz oznaka psychicznego zagubienia, że przecież na tym to wszystko polega. I zapłaciliśmy za to tymi setkami utraconych miliardów złotych, które mogłyby znaleźć się w budżecie.

Rozmawiała Edyta Hołdyńska

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ