Scenariusz z blokadą Wałęsy jest szyty grubymi nićmi i obliczony na użytek zewnętrzny. Ale nie należy go bagatelizować

fot.Facebook/Lech Wałęsa

Wprowadzenie Lecha Wałęsy do politycznej gry odbywa się z godną podziwu regularnością. Były prezydent, jako symbol polskiej „Solidarności” jest traktowany – zwłaszcza w Europie Zachodniej – szczególnie, stąd powracające jak bumerang wywiady i wypowiedzi, w których Wałęsa rwie włosy z głowy na myśl o tym, co wprowadził, wprowadza, albo zamierza wprowadzić polski rząd.

Ale wywiady mają organiczony zasięg. I dlatego mamy do czynienia z kolejną odsłoną i zapowiedzią bardzo czytelnego, szytego grubymi nićmi scenariusza, w którym Lech Wałęsa posłuży jako symbol opresji państwa pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Schemat bardzo podobny – były prezydent, jak przed miesiącem Władysław Frasyniuk, weźmie udział w blokadzie smoleńskiej miesięcznicy. W wersji maksimum – uda się wzniecić zamieszki i doprowadzić do nerwowej reakcji policji. W scenariuszu minimum – Wałęsa dołączy do kolejnych postaci delikatnie „wynoszonych” przez funkcjonariuszy. Zdjęć nie zabraknie, relacji poruszonych zagranicznych korespondentów również.

Intryga jest tak czytelna, że wręcz obraża inteligencję tych, dla których jest przygotowywana. Gdyby Wałęsa po prostu wystąpił na manifestacji opozycji – dałoby się to jakoś usprawiedliwić i ubrać w szaty obrońcy demokracji. Problem w tym, że cały KOD jest projektem dogorywającym (jeśli nie martwym), a trzy miliony Polaków na ulicach, na co czekał Wałęsa, wyszły co najwyżej z okazji procesji Bożego Ciała.

Cała sprawa to przykład wyjęty z elementarza manipulacji i nakręcania politycznych awantur. Elementarza zakładającego scenariusz, w którym małe, ale agresywne i wpływowe (właśnie po to są tutaj Frasyniuk i Wałęsa) uruchomią medialny przemysł. Z jasnym nstawieniem na zagranicę, czego nawet nie kryją zachwycone dziennikarki „Gazety Wyborczej”.

To jasne, że w Polsce cała sprawa zostanie odebrana raczej z politowaniem niż oburzeniem. I tak jak wyniesienie Frasyniuka zostało potraktowane jako słabej jakości kabaret, tak i „represje” wobec Wałęsy nie wzbudzą większych emocji. Co innego jednak reakcja za granicą. Wałęsa jest tam traktowany wyłącznie jako legenda „Solidarności”, a jego aktualna działalność, gdzieś z pogranicza obłędu (przepraszam za dosadność, ale wystarczy poczytać jego wpisy na Facebooku, by się o tym przekonać), nie jest szeroko znana.

Oczywiście można i machnąć na to ręką, ale jednak – czego świadomi są także rządzący – opinia zachodniej opinii publicznej jest ważna (także w kontekście konkretnych interesów). I dlatego znów, jak przy okazji prowokacji sprzed miesiąca, ważna jest reakcja policji i odpowiednich służb. Funkcjonariusze muszą działać konsekwentnie, ale i nad wyraz spokojnie, z przesadną, wręcz ostentacyjną delikatnością. Obrazki z mniej lub bardziej prawdziwej „agresji” (tutaj wielka prośba o chłodne głowy również do uczestników miesięcznicy) wobec Lecha Wałęsy będą zwyczajnie nie do obrony; wiedzą o tym przedstawiciele „totalnej” opozycji, nakręcając (już dziś!) atmosferę wokół całej awantury.

Scenariusz z blokadą Wałęsy jest prostacki, czytelny, szyty grubymi nićmi i obliczony na użytek zewnętrzny. Ale choć wygląda to na desperacki ruch, nie znaczy, że należy go bagatelizować. Całe to środowisko trzeba dobić grzecznością i nie odpowiadać na agresję jakimkolwiek przejawem emocji. Niech się utopią w swojej nienawiści.

autor: Marcin Fijołek

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ