Spróbujcie Państwo zrozumieć Andrzeja Celińskiego… Niezapomniany akord autora słów o “spoconych mężczyznach”

celinski.jpg

Pamiętają Państwo Andrzeja Celińskiego?

Wielu już zdążył się zapewne zatrzeć w pamięci, więc przypomnę. W latach 80 i zwłaszcza 90 to była postać głośna. Kiedyś KOR-owiec i działacz „Solidarności”, potem Unia Demokratyczna i Unia Wolności. Potem, żeby było śmieszniej, SLD (bo swoi nie byli na danym etapie w stanie zapewnić mu realizację jego potężnych ambicji).

Zawsze do białości antyprawicowy, na początku lat 90 twórca metafory o ówczesnym obozie przyspieszenia jako o „chamowatych, spoconych mężczyznach w garniturach w pogoni za władzą” (miał oczywiste prawo tak mówić, bo sam nie spocił się nigdy, zawsze był natomiast arbitrem elegancji i mistrzem grzecznego odnoszenia się do przeciwników, a o władzę nigdy mu nie chodziło, tylko o Dobro i Piękno). Przy okazji – konsekwentny bojownik o rewolucję kulturową.

Kiedyś podobno stwierdził: „moją życiową tragedią jest to, że wiem iż jestem najlepszym politykiem w Polsce”. Czy tak powiedział rzeczywiście? Nie wiem, bardzo to w każdym razie do niego pasuje, gdyż pozytywne emocje, jakie Celiński żywił sam do siebie, można porównać chyba tylko do uczuć nastoletniej groupie do gwiazdy rockowej. Dziś, jako się rzekło, nieco zapomniany, bo najpierw zdrada udecji na rzecz Millera, potem wyplucie go przez aparat SLD, szereg następnych wolt, i przede wszystkim rozmaite, by tak rzec, niebanalne cechy osobowości sprawiły, że już od kilkunastu lat niemarginalne siły polityczne nie przejawiały zapotrzebowania na wsparcie z jego strony.

Otóż tenże Celiński prowadzi blog na portalu tygodnika „Polityka”, na którym zamieścił ostatnio post. Linkuję go, aby jego treść nie zniknęła z pamięci ludzkości. Bo też strata byłaby to wymierna. Spróbujcie Państwo to przeczytać w całości; gwarantuję niezapomniane wrażenia.

Czy w miarę lektury powiększały się Państwu źrenice? Czy przerywali Państwo czytanie, wracali raz i drugi do początku, w nadziei że wreszcie zrozumieją Państwo, co autor miał na myśli? By w końcu poddać się i stwierdzić, że nie jesteście w stanie zmierzyć się z tym zadaniem?

Bo mi przydarzyło się właśnie to.

I nie tylko mi. Myślowy ciąg Celińskiego wzbudził popłoch również w środowiskach mu bliskich. Pytanie, o co właściwie mu chodzi zaczęto tam powtarzać wręcz panicznie. No oburza się na Kaczora. Fajnie, ale… tak poza tym to jakieś takie…. No, dziwne. Tak to nazwijmy.

Można by skonkludować to tak: drążąca Celińskiego nienawiść okazała się głęboko destrukcyjna, i zniszczyła go w sensie intelektualnym. Na pewno natomiast można stwierdzić, że swoje bogate życie polityczne zamyka on akordem po prostu niezapomnianym.

autor: Piotr Skwieciński

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Po polsku piszemy: “nie byli w stanie zapewnić mu (kogo, CZEGO) realizacji”, “bo MNIE przydarzylo się”, “i nie tylko MNIE”, “państwo” ( nie Państwo – to nie list). Wagarowałeś, Skwieciński?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ