Skok na WIBOR ? Poseł oskarżył działające w Polsce banki o manipulowanie wskaźnikiem WIBOR

pixabay.com

W 2012 roku Janusz Szewczak, finansista (były główny ekonomista SKOK) i poseł oskarżył działające w Polsce banki o manipulowanie wskaźnikiem WIBOR. To jedno z najpoważniejszych oskarżeń, po którym banki zapowiedziały serię pozwów przeciwko Szewczakowi. Na zapowiedziach się skończyło. Czy dlatego, że banki faktycznie w latach 2009 i 2011 WIBOR-em manipulowały?

WIBOR (czyli Warsaw Interbank Offered Rate) to wskaźnik określający referencyjną wysokość oprocentowania kredytów na polskim rynku międzybankowym. Wyznacza się go, jako średnią arytmetyczną wielkości oprocentowania podawaną przez największe banki działające nad Wisłą – obecnie jest ich 13. W jego ustalaniu odrzuca się wartości skrajne. Sam wskaźnik służy do informowania rynku o stawce oprocentowania, po jakiej jedne banki są gotowe pożyczyć innym bankom pieniądze na kwartał, pół roku lub rok. Wskaźnik publikowany jest każdego dnia roboczego o godz. 11.00 i to właśnie od niego zależy, ile za swoje kredyty zapłacą bankom polscy klienci.

Straszenie sądem

Teoretycznie mechanizm WIBOR kontrolowany jest przez Komisję Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski oraz same banki. I zwykle jest to mechanizm kontroli skutecznych, chyba że przedstawiciele banków siądą do nieformalnego stołu i dyskretnie dogadają się między sobą, sztucznie podnosząc (lub obniżając) wysokość wskaźnika. Taka zmowa oczywiście zawsze uderzy w kredytobiorców – szczególnie boleśnie w tych, którzy w bankowe kredyty uwikłani są najmocniej.

Kiedy w 2012 roku Janusz Szewczak, przewodniczący sejmowej Podkomisji ds. Instytucji Finansowych, po konsultacjach z innymi analitykami rynków powiedział, że od wielu miesięcy stawki WIBOR na dłuższe okresy były nienaturalnie wysokie i mimo spadających stóp procentowych (ustalanych przez Radę Polityki Pieniężnej) szybko rosły, żeby równie bez powodu gwałtownie spaść, bankierzy natychmiast podnieśli larum. – Nie manipulujemy WIBOR-em – mówili na licznych konferencjach prasowych. – To nieuprawnione słowa, nieprawda. To oskarżenie, które skończy się procesami. I odszkodowaniami! To odwracanie uwagi od fatycznych problemów sektora finansowego, którymi są niekontrolowane i zagrażające systemowi Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe. Szewczak będzie odpowiadał przed sądem.

Nie mówili jednak, jak to się stało, że owe gwałtowne zwyżki i zniżki, nie miały absolutnie żadnego uzasadnienia ani w tym, co działo się na rynku, ani w tym, co robiła Rada Polityki Pieniężnej.

Motyw miały tylko banki

Wyliczenia Janusza Szewczaka były na tyle wiarygodne, że również Narodowy Bank Polski nie wykluczał, że doszło do manipulacji. Ale konkretnych banków wskazać nie potrafił.
– Nie złapaliśmy nikogo za rękę – mówili przedstawiciele NBP.
– To niechlujne i bezpodstawne zarzuty – ripostowali w 2012 roku przedstawiciele Związku Banków Polskich. – Rozważamy kroki prawne przeciwko Januszowi Szewczakowi. Szczególnie, że zarzuty, które są nam stawiane, są zarzutami kryminalnymi.
Bezspornie w 2009 roku oprocentowanie kredytów dla firm i ludności zmieniało się zdecydowanie na korzyść banków, które wiedziały, że ich inne operacje – zmuszanie klientów do brania kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich (o czym będzie w kolejnej części cyklu) – skończą się potężną awanturą, po której w bankowości być może poleci niejedna głowa. Na WIBOR-ze można było niemało zarobić.

Brak pozwów ze strony instytucji bankowych bankierzy tłumaczyli tym, że musieliby pozwać posła. A ten, jak wiadomo, jest chroniony immunitetem, którego może go pozbawić wyłącznie sejmowa większość.

– Na to nie liczyliśmy – tłumaczą dzisiaj przedstawiciele Związku Banków Polskich. – Szanse były niewielkie, żeby nie powiedzieć – żadne. Ale apelowaliśmy do posła i apelujemy dalej, żeby zachował powściągliwość w wygłaszaniu takich opinii.

Kiedy spojrzymy na dane chłodnym okiem analityka rynku, łatwo odkryjemy, iż zdarzało się, że WIBOR 3M (czyli kwartalny) spadał o 0,5 punktu proc., podczas gdy stopy procentowe NBP spadały jedynie o 0,25 punktu proc. Potem stawki WIBOR-u pięły się szybko w górę, by zaraz potem gwałtownie spadać, choć nie tłumaczyły tego ani decyzje Rady Polityki Pieniężnej (operującej kursem złotego wyjątkowo spokojnie), ani ilość i wartość transakcji na rynku międzybankowym, których było w czasie gwałtownych wzrostów i spadków wskaźnika WIBOR raczej niewiele. Musiało to wynikać z nieogłoszonej rynkowi interwencji graczy na rynku. Interwencji, która wcześniej była uzgodniona i doskonale zaplanowana.
Na takich działaniach zyskiwały wyłącznie banki – tym więcej, im większą część rynku miały. Zmiany oprocentowania pożyczek międzybankowych wpływały na rzeczywistą wielkość stopy procentowej, co z kolei nie pozostawało bez wpływu na zwiększenie bankowych zysków (zysków niepodlegających opodatkowaniu!) lub zmniejszenie kosztów działalności. Wystarczy pamiętać, że nawet zmiana na poziomie 0,1 proc. stawki WIBOR oznacza dla każdego z dużych banków zysk lub stratę na poziomie… około miliarda złotych. Taka zmiana nie pozostaje również bez wpływu na stan finansów publicznych – rząd PO-PSL (a to właśnie wówczas dochodziło do manipulacji WIBOR-em) słynął z tego, że sięgał po niekonwencjonalne rozwiązania, które miały poprawiać stan finansów publicznych tylko po to, aby udowadniać Polakom i instytucjom międzynarodowym, że polska gospodarka miała się lepiej, niż mogło się wydawać tym, którzy w niej działali.

Ryba psuje się od głowy

Mimo zastrzeżeń do szybkozmiennych wartości WIBOR żadna z instytucji publicznej nie wszczęła postępowania mającego na celu wyjaśnienia, kto i w jaki sposób mógł wskaźnikiem manipulować. NBP przyznawał, że mogło dojść do zmowy, ale dowodów nie miał. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisja Nadzoru Finansowego deklarowały, że nie zajęły się sprawą, ponieważ formalnie nie wpłynęła w tej sprawie żadna skarga, która miałaby wystarczające uzasadnienie. Podobnie deklarowała Najwyższa Izba Kontroli. Zdaniem tych urzędów publicznie wypowiedziane słowa dotyczące manipulacji to zbyt mało, aby nad sprawą się pochylać.
Argumenty, że wskaźnik WIBOR ma w sobie zabezpieczenia przed możliwością manipulowania nim przez kilku rynkowych graczy, jest słaby – pod koniec pierwszej dekady obecnego wieku światem międzynarodowych finansów wstrząsnęła afera manipulacji LIBOR-em, czyli podobnym wskaźnikiem, tyle że regulującym finanse międzybankowe na międzynarodowym rynku w Londynie. Tam dało się udowodnić, że takie manipulacje miały miejsce. Ustalono również, kto za nimi stał, a winnych skazano na więzienie. Przed nadzorami finansowymi macierzystych krajów odpowiadały zarządy banków niemieckich, brytyjskich i francuskich.
Przynajmniej kilka śledztw w sprawie europejskiego wskaźnika EURIBOR prowadziła Komisja Europejska proponując w końcu, aby próby manipulacji wskaźnikami określającymi wysokość oprocentowania pożyczek na rynkach międzybankowych w każdym kraju członkowskim UE karano bezwzględnym więzieniem. Podobnie jak za manipulowanie którymkolwiek innym wskaźnikiem rynkowym.
– Przez te wszystkie manipulacje, o których wiemy, że pewnie były, ale nie zawsze wiemy, kto za nimi stoi, straciliśmy zaufanie do tych wskaźników – wyjaśniał Stephan De Rynck, rzecznik Komisarza UE ds. Wewnętrznych.

I w konkluzji postulował, że niezbędny jest większy nad nimi nadzór.

autor: Paweł Pietkun

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ