Wydrukujmy donosy „Bolka” i 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu poprośmy Lecha Wałęsę o autograf

Lech wałęsa nowy.jpg

Lech Wałęsa zadeklarował, że 10 lipca 2017 r. pojawi się na Krakowskim Przedmieściu. Chce, by go wyniesiono, tak jak 10 czerwca wynoszono Władysława Frasyniuka.

Świadomie chce złamać prawo, żeby potem opowiadać, jak stał się ofiarą pisowskiego państwa policyjnego. A była i obecna dziennikarka „Gazety Wyborczej” już zacierają ręce, jaka może być z tego piękna draka, którą oczywiście pokażą media na świecie, bo przecież chodzi o historyczną postać i pokojowego noblistę. Mało kto za granicą będzie się zastanawiał, co i dlaczego się naprawdę stało, bo zadziałać mają obrazki: policja w Polsce siłą usuwa Lecha Wałęsę z reprezentacyjnej warszawskiej ulicy. Powody, dla których Wałęsa chce zrobić cyrk na Krakowskim Przedmieściu są proste jak konstrukcja cepa. Oto 23 czerwca 2017 r. prokurator IPN umorzył śledztwo w sprawie podrabiania przez SB materiałów znajdujących się teczce agenta „Bolka”. I tym samym uznał, że materiały są autentyczne. To znaczy 53 z nich zostały napisane odręcznie przez Lecha Wałęsę i przez niego podpisane pseudonimem „Bolek”. Z kolei 5 innych materiałów zostało napisanych przez Lecha Wałęsę, ale pseudonim „Bolek” wstawili oficerowie SB, którzy donosy odbierali. Mamy więc 59 oryginalnych dokumentów, głównie donosów.

Lech Wałęsa będzie jeszcze latami wszystkiemu zaprzeczał, ale na spory z nim w tej sprawie szkoda czasu, bo fakty są, jakie są, a ich wymowa oczywista.Pierwszy przewodniczący „Solidarności” chce się pojawić na Krakowskim Przedmieściu i odegrać tani teatrzyk pod tytułem „Wałęsa – ofiara kaczystowskiego terroru”. W ten sposób chce przykryć komunikat IPN i to, co z niego wynika. Chodzi więc o klasyczne odwrócenie kota ogonem i wdrukowywanie w głowy Polaków bajeczki o fałszerstwie niejako zalegalizowanym przez IPN. Bo przecież gdyby nie było fałszerstwa, pisowski reżim nie miałby powodu Lecha Wałęsy prześladować, czyli policja nie musiałaby Wałęsy z ulicy usuwać. Wszystko to jest oczywiście groteskowe, ale obliczone na wywołanie sensacji za granicą, gdzie różne brednie o Polsce pojawiają się każdego dnia. Ta brednia ma mieć twarz Lecha Wałęsy i to ma sprawić, że nikt nie będzie pytał o szczegóły. W świat ma pójść komunikat, że nowe ZOMO używa przemocy wobec bohatera narodowego, czyli znowu jest tak jak w najgorszych latach komuny.

Dobre samopoczucie Lecha Wałęsy, byłej i obecnej dziennikarki „Gazety Wyborczej” oraz tabunów tych, którzy już się cieszą na kolejne odsłony szargania dobrego imienia Polski, bardzo łatwo można zepsuć. Żartem zaproponowałem 29 czerwca w programie „W tyle wizji” w TVP Info, by masowo drukować donosy podpisane pseudonimem „Bolek” (łatwo można je znaleźć w Internecie) i z tymi wydrukami zjawić się 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu, by poprosić Lecha Wałęsy o autograf. Teraz sądzę, że taki happening ma sens. I w wyobraźni już widzę tę kolejkę chętnych po autograf noblisty na wydrukach donosów „Bolka”. Spokojną kolejkę, absolutnie niezakłócającą rocznicowych uroczystości. Nawet jeśli Lech Wałęsa nie będzie chciał składać podpisów, to on będzie miał problem, a nie organizatorzy marszu upamiętniającego ofiary tragedii z 10 kwietnia 2010 r., którym z taką ochotą chciał narobić problemów. Jak się bawić, to się bawić. A jeśli przy okazji komuś uda się zdobyć autograf Wałęsy, nie tylko będzie miał szansę, żeby samemu porównać charakter pisma, ale nawet sporo zarobić w przyszłości. Przecież autograf Lecha Wałęsy na donosach „Bolka” będzie miał sporą wartość, gdyż to najprawdziwsza kolekcjonerska gratka.

autor: Stanisław Janecki

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ