Czas pokoju, czas wojny, czas przebudowy… czyli wczoraj i dziś szpitala cesarzowej Augusty we Wrocławiu

Na ulicy Poniatowskiego we Wrocławiu rozstawiły się potężne, hałaśliwe maszyny. Tablica informacyjna informuje nas o przygotowaniu zabytkowego budynku dawnej kliniki pod zabudowę wielorodzinną. Mieszkający tu na stałe kot, przemyka po placu budowy, ignorując ile się da bałagan, jaki zapanował na jego terytorium. Pozostali mieszkańcy kwartału przyglądają się zmianom, jedni ciesząc się, że wreszcie piękna architektura przestanie niszczeć, inni zaniepokojeni, czy ingerencja współczesnych projektantów nie posunie się zbyt daleko. A historia zabudowań dawnego szpitala klinicznego we Wrocławiu jest warta utrwalenia choćby na skrawku pamięci.

Pewnym truizmem musi się wydać stwierdzenie, że druga połowa XIX wieku stała się świadkiem pierwszych wojen totalnych, niosących ogromne zniszczenia i straty ludzkie. W tle tych kataklizmów rodziły się na świecie instytucje kobiece, których zadaniem miała być organizacja bezpośredniej pomocy poszkodowanym i chorym. Takie właśnie cele stawiało sobie stowarzyszenie założone we Wrocławiu w 1868 roku przez Augustę, dość nieszczęśliwą i schorowaną żonę przyszłego cesarza Niemiec, Wilhelma I. W początkach swojej działalności Vaterländische Frauen-Vereins zu Breslau liczyło 263 członkinie. Były to szlachetne wrocławianki, które miały wspierać kształcenie pielęgniarek i ich opiekę nad chorymi. Towarzystwo prowadziło wówczas niewielką lecznicę przy Lehmdammstrasse nr 10 (obecnie ulica Bolesława Prusa), w której można było naraz pomieścić dziesięć łóżek. Rozwój działalności spowodował powołanie do życia szpitala, który stanął w 1886 roku w miejscu dawnej gospody należącej do pruskiego marszałka z okresu wojen napoleońskich „zum Fürster Blücher” (obecnie Poniatowskiego nr 2-4). Według sprawozdań towarzystwa, które zajmowało się gromadzeniem funduszy i wsparciem materialnym placówki, w trzy lata po powołaniu jej do życia leczyło się tutaj 348 chorych. Notująca prezes instytucji nie omieszkała zaznaczyć, że byli wśród nich zarówno ewangelicy, jak i katolicy oraz kilku Żydów. Taka otwartość i tolerancja stanowiła zapewne echo światopoglądu patronki szpitala, cesarzowej Augusty, która słynęła ze swojego sprzeciwu wobec antykatolickiej i militarystycznej polityki Ottona von Bismarcka. Ta niekochana przez swojego męża, samotna w otoczeniu pruskim kobieta łożyła spore środki pieniężne na utrzymanie szpitala, który obok głównej swojej działalności zajmował się również codzienną pomocą społeczną wobec okolicznych mieszkańców. Pod koniec stulecia szpital zyskał prawa polikliniki. Pracę nadzorował doktor Otto Janicke, który posiadał pełne wykształcenie medyczne oraz 11 sióstr, posługujących przy operacjach, podczas przyjęć do szpitala i wizyt domowych. Jednocześnie w dawnej siedzibie na Lehmdammstrasse funkcjonował punkt wydawania ciepłej zupy i kawy.

Rok 1914 okazał się prawdziwym sprawdzianem przygotowania szpitala do wypełnienia jednej z jego ważniejszych funkcji. Gdy wybuchła I wojna światowa, przy placówce powstał lazaret dla 55 rannych, a w miarę rosnącego zapotrzebowania w ogrodzie szpitalnym stanął barak mogący pomieścić dalszych dwadzieścia łóżek. O znaczeniu działalności i randze szpitala w tym czasie niech świadczą dwie wizyty cesarskie. Pierwszą złożyła chorym i personelowi w październiku 1914 roku cesarzowa Augusta Wiktoria, żona ostatniego cesarza Niemiec, Wilhema II. Miała rozdawać chorym kwiaty i pocztówki. Dwa miesiące później w placówce zawitał Wilhelm osobiście, który poświęcił wiele uwagi rozmowom z rannymi żołnierzami. Wojenna zawierucha dotknęła przede wszystkim pracujące tu pielęgniarki. Kilkanaście z nich zostało odesłanych na tzw. etapy, do posługi frontowej. Podobno dwie z nich miały szczęście opiekować się rannym w wypadku samochodowym następcą tronu, Augustem Wilhelmem, który, nota bene, nigdy na nim nie zasiadł. Sam szpital służył żołnierzom i wrocławianom do końca wojny. W grudniu 1916 roku wystawiono dla nich adwentowe przedstawienie teatralne.

Po I wojnie nadeszły dla szpitala cesarzowej Augusty dobre lata. Po przejęciu placówki przez Czerwony Krzyż w 1929-30 dokonano w nim gruntownej przebudowy i powiększenia. Dzięki zachowaniu wspaniałego parku i nowoczesnemu wyposażeniu pokoi instytucja cieszyła się niesłabnącym powodzeniem wśród chorych i rekonwalescentów z dalekich okolic Wrocławia. Po upadku Festung Breslau szpital został oddany w ręce nowych władz i służył nowym mieszkańcom Wrocławia do początku XXI wieku. Dziś o dawnej jego świetności przypomina jedynie dumnie spoglądający w tę stronę z wysokości swojego popiersia marszałek Blücher. Z jego twarzy trudno jednak wyczytać, czy jest z idących kolejnych przemian na dawnej swojej parceli zadowolony. My, wrocławianie, czekamy cierpliwie na ich efekty

Anna Sutowicz

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ