Wassermann: „Dziś widać, że pełna wiedza z kim rząd Donalda Tuska miał do czynienia, była”

amber gold.jpg

Komisja śledcza jest w posiadaniu tej notatki i szeregu innych dokumentów i notatek od kilku miesięcy. Przed nami wiele ciekawych przesłuchań, wniosków i konkluzji. Dziś widać, że pełna wiedza, z kim rząd Donalda Tuska ma do czynienia, była. Pytanie, dlaczego pozwolono na to, by pieniądze Polaków zostały utracone?

— mówiła na antenie TVP Info Małgorzata Wassermann, przewodnicząca komisji śledczej badającej sprawę Amber Gold.

Podkreśliła, że to, co robiła w sprawie Amber Gold Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego to znamiona prowizorki, a nie rzeczywiste działanie.

Gdzie są wszystkie materiały operacyjne? W głowie nie mieści mi się fakt, że nie dysponujemy podsłuchami operacyjnymi, że nie ma bilingów osób powiązanych z Marcinem P. Gdzie jest kwestia obserwacji Marcina P.? To naturalne, że funkcjonariusze nie powinni tracić go z pola widzenia. Te sprawy to elementarz działań. Na wnioski przyjdzie jeszcze czas, ale każdy niech odpowie na pytanie, czy ta powszechna niemoc brała się znikąd

— zwróciła uwagę Małgorzata Wassermann.

Słowo teoretyczne jest za słabe do tego, jak Polską zarządzał Donald Tusk i jego ekipa

— dodała posłanka.

Wassermann wyjaśniła, że ABW nie podjęło działań operacyjnych, a podsłuchy, którymi dysponuje komisja są podsłuchami procesowymi, założonymi za zgodą sądu, w końcowym działaniu przez Marcina P.

Ich wartość jest o tyle niewielka, że on wie, że  jest podsłuchiwany, że ABW się nim interesuje. To wynika też z przesłuchania. On starał się być krok przed ABW. On wiedział kto się nim interesuje, kiedy bezie aresztowany. Zdaję sobie sprawę z tego, że posłowie PO chętnie mówią o tym, że jest niewiarygodny. Nie. On w części złożył zeznania korelujące z materiałem dowodowym. One zasługują żeby dać im wiarę. Zgadzam się także z jego sowami, że nie rozumie, dlaczego sam siedzi na ławie oskarżonych

— powiedziała Wassermann.

Dodała, że to są działania, które przyczyniły się do tego, żeby zabezpieczyć pieniądze Polaków. Wyjaśniła, że działania były prowadzone w taki sposób, jak przytoczył to poseł Tomasz Rzymkowski: funkcjonariusze pytali o Marcina P. w jednym z lokali, po czym właściciel zadzwonił do P. informując go, że funkcjonariusze się nim interesują.

To nie do uwierzenia. Obojętnie,czy przyjmiemy celowe działanie, czy nieudolność. To i tak obciąża ówczesny rząd i pokazuje, jak państwo wówczas funkcjonowało

— podkreśliła Małgorzata Wassermann.

Mówiąc o działaniach komisji śledczej, posłanka przyznała, że świadkowie są rozpisani do października. O kolejnym wątku decyzję podejmie komisja.

Pojawiły się nowe dowody – Marcin P. chce zeznawać, pojawili się tez dziennikarze, którzy mówią, że posiadają ważne informacje. Przed nami wiele miesięcy pracy. Myślę, że grudzień, kiedy pierwotnie chciałam zakończyć pracę, już wydaje się nierealny

— wyjaśniła Małgorzata Wassermann.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ