Błazeńska rola Malajkata. Muszę powiedzieć, że dawno nie miałem takiego niesmaku

Jest dość oczywiste, że Wojciech Malajkat, rektor warszawskiej Akademii Teatralnej próbuje wykorzystać wizytę amerykańskiego prezydenta w Warszawie na bezpłatną reklamę Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych. Nie po to pisze list otwarty do Donalda Trumpa, aby zyskać wsparcie finansowe imprezy, odbywającej się w szkole teatralnej na ul. Miodowej, w bliskim sąsiedztwie Placu Krasińskich, na którym ma przemawiać do Warszawiaków i Polaków Donald Trump. Żali się więc Malajkat, że w związku z rygorami ograniczenia swobodnego ruchu w całym kwadracie wokół Placu, może być słaba frekwencja na przedstawieniach festiwalowych. I pyta, czy za te straty, które wywołała wizyta, może liczyć na „drobne gratyfikacje”.

Niby to ma być taki żartobliwy apel, w którym nie chodzi przecież o domaganie się jakiegoś rodzaju jałmużny. Raczej jest to kpina z wizyty. A przy okazji i reklama imprezy, o której poza ścisłym kręgiem studentów szkół teatralnych i nie wielu amatorów przedstawień, przygotowanych przez nieopierzonych aktorów, mało kto słyszał i  rzadko kto na nią zagląda.

Muszę powiedzieć, że dawno nie miałem takiego niesmaku. To naprawdę żenujące, aby w ten sposób próbować wzbudzić szersze zainteresowanie samą osobą autora listu oraz jego funkcją gospodarza festiwalu. Budzi to też przykre skojarzenia, bo przecież w jakiejś postaci dotrze ten krępujący dla Polaków list do kręgu ludzi władzy Stanów Zjednoczonych, jako wyraz niechęci do amerykańskiego prezydenta. Taka intencja, zdaje się też nad tym listem się unosi. Próbuje więc Malajkat, nie licząc się z interesem politycznym swego kraju, jego bezpieczeństwa, dawać upust swoim fobiom, harmonizującym z elitami oświeconej lewicy.

Dla mnie śmiesznym pajacykiem był wtedy, gdy paradował w różowych okularach w czasie święta „Orzeł może”. Zasmucającym artystą, angażującym się w kampanię wyborczą, gdy biegał z kartonem na piersiach „Bronek musisz!”. Zagubionym aktorem, kiedy rozsadzała go polityczna aktywność podczas demonstracji KOD.

Nie przeszkadzało mi to jednak. Raczej zawsze mu współczułem, że w takie role lokował swoje intelektualne potencje i emocjonalną część osobowości. I zastanawiałem się wtedy – „Może to jego pułap, a jak go przeceniam?”.

Teraz, na poły błazeńskim, a przede wszystkim nieodpowiedzialnym gestem, moje wątpliwości znacznie powiększył.

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ