“Facet do wymiany” – banał z zaskakującym finałem. RECENZJA

pixabay.com

“Facet do wymiany” to kolejna obok “Miłości aż po ślub” francuska komedia, która w ostatnim czasie weszła do polskich kin. I choć nie umywa się do obrazu Reem Kherici, zasługuje na uwagę z co najmniej trzech powodów: absurdalnego humoru, świetnej muzyki i zaskakującego finału, który w komediach romantycznych zdarza się niezwykle rzadko.

Guillaume Canet w “Facecie do wymiany” staje po obu stronach kamery – jest reżyserem, a zarazem odtwórcą…samego siebie. Wspólnie z życiową partnerką Marion Cotillard, wcielają się w aktorów w średnim wieku, którzy muszą się pogodzić z mijającymi nieubłaganie czasami swojej świetności. Dla Guillaume przygasająca kariera to cios podwójny – cierpi nie tylko jako aktor, ale przede wszystkim jako mężczyzna przeżywający tzw. kryzys wieku średniego, co uwidacznia się zwłaszcza w kontaktach z młodziutką koleżanką z planu Camille (Camille Rowe).

Pomysł jest zatem prosty i schematyczny – oto usiłujący udowodnić swoją męskość podstarzały gwiazdor robi wszystko, by skończyć z rolami ojców i dziadków i ponownie zostać kinowym amantem. To z kolei wywołuje szereg na wskroś przerysowanych perypetii. Z tego względu obrazowi daleko do innej francuskiej komedii, która niedawno weszła na polskie ekrany – “Miłość aż po ślub”  Reem Kherici od samego początku trzyma w napięciu i serwuje humor w iście francuskim stylu. Ten w “Facecie do wymiany” jest niezwykle absurdalny i trafi pewnie do niewielkiego procenta widzów, ale ma swój specyficzny urok. Klimat dopełnia znakomita muzyka z lat 80. i absolutnie najdziwniejszy, prześmiewczy  i niespodziewany finał, z jakim mieliśmy do tej pory do czynienia w przypadku komedii romantycznych. A to już coś. 

Źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ