Fanaberie GW. Wałęsa atakuje Kaczyńskiego i twierdzi że 10 lipca będzie jak „strzał z Aurory”.

fot:youtube

Podziwiam go (Jarosława Kaczyńskiego – przyp. red.). Tak jak się podziwia wybitne zło. Negatywnie go podziwiam. Ale może mu jeszcze pomnik postawimy. Bo on niechcący, wbrew sobie, nas przerabia w świadomych obywateli. Do tej pory obywatelsko spaliśmy. Wyłączyliśmy się z demokracji, nie chodziliśmy na wybory. No i Kaczyński to wykorzystał

— powiedział w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Lech Wałęsa.

Dodał, że Jarosławowi Kaczyńskiemu uwierzyło tak wielu, ponieważ mieli dość tego, co było. W jego opinii Polska była budowana „nawet fajnie”, ale zgubiło ich to, że nie pamiętali o pojedynczych ludziach i nie rozmawiali z nimi, a o tym pamiętał Kaczyński.

Mówiłem to przed laty – trzeba było codziennie posadzić ministra przed kamerą i niech opowiada, co zrobił i co chce zrobić. Ale nikt nie posłuchał mnie

— żalił się Wałęsa.

Podzielił się również swoją wizją 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu. W jego opinii wygląda to tak, że najpierw pójdzie do kościoła, a kiedy z niego wyjdzie, „oni pójdą na swoją 87. miesięcznicę, a ja do drugiej demonstracji”. Podejrzewa, że będzie coś głupiego, ale sam jest bardzo szybki i reaguje błyskawicznie.

Zapytany o to, co będzie robił, jak będzie wynoszony przez policję odpowiedział, że nie będzie się śmiał jak Władysław Frasyniuk, bo to był zły ruch.

Ale może łaskotki gdzieś go wzięły? Bo oni to i tak mogą robić. Pamiętam, jak raz pod Krzyżami nie chciałem milicji oddać wieńca dla poległych stoczniowców, to dwóch ubeków wzięło mnie w środek i tak w łokieć walnęli, że kurczę, mimowolnie wypuściłem

— wspomina z rozrzewnieniem Wałęsa.

Stwierdził, że nie ruszają go krzyki „Bolek”, bo ludziom za to płacą, a on nie w takich opałach bywał. Mało tego, zapowiedział, że 10 lipca będzie jak „strzał z Aurory”.

Zapytany, czy marzy mu się rewolucja, stwierdził, że marzy mu się milion niezadowolonych, a idąc za ciosem, wszyscy podpiszą się pod wnioskiem o referendum, w którym będzie pytanie: „czy władza ma prawo do zmiany systemu demokratycznego w niedemokratyczny?”.

Ja myślałem, żeby to zrobić trochę później, kiedy będzie jeszcze większe niezadowolenie. Ale stało się inaczej. Władek Frasyniuk, mój przyjaciel, za szybko mnie wezwał do płotu

— powiedział Wałęsa.

Przyznał, że teraz Jarosław Kaczyński nie ma z kim przegrać, ponieważ rzucił dobre populistyczne hasła: 500+, mieszkanie plus. Dodał, że dał również ludziom możliwość wierzenia w zamach.

Dał prawo, żeby mogli głośno mówić, że to był spisek przeciwko prezydentowi, i nie wstydzić się tego. Dał prawo, żeby mogli się bać innych i nie ukrywać tego. I żeby nie musieli się wstydzić, że nie chcą tu obcych, uchodźców. Tak Kaczyński dzieli naród i wygrywa

— histeryzował Wałęsa.

Podzielił się również tym, że nie podobają mu się pewne zapisy prawne. Między innymi to, że to parlament zatwierdza referendum i czy wynik jest wiążący.

Albo jak można nie zapisać w ustawie, że każdego ministra obrony trzeba zbadać, czy jest zdrowy? A jak któryś wojnę nam zrobi? Tak samo kandydat do innych poważnych ministerstw, MSZ, do gospodarki, powinien być zbadany przez grupę lekarzy

— tłumaczył.

źródło: wpolityce.pl / Gazeta Wyborcza

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ