Irena Próchniak: …cała rodzina, która została w Podkamieniu została zamordowana…wszyscy Polacy wiedzieli o Banderowcach, o ich współpracy z Niemcami

Irena Próchniak, z d. Świętojańska, urodzona w 1930 w Podkamieniu, w rodzinie mieszanej. Matka Ukrainka, ojciec Polak. Tato miał zakład stolarski, zatrudniał wielu uczniów (Żydów), wyrabiał też instrumenty muzyczne.

Irena podkreśla, że sąsiedzi do wybuchu wojny żyli w symbiozie. Polacy, Żydzi, Ormianie i Ukraińcy. Dzieci bawiły się razem, a starsi odwiedzali wzajemnie, słuchali też radia z Gdańska. Wówczas ani dzieci, ani dorośli nie odczuwali różnic narodowych. Wręcz szanowało się wzajemnie a nawet obchodzono wspólnie święta, tym bardziej, że było dużo mieszanych małżeństw. Najbardziej cieszyły się dzieci, bo były podwójne czasem potrójne święta. Do wybuchu wojny, do przyjścia Rosjan to był najszczęśliwszy okres w życiu Ireny.

Zanim w Podkamieniu pojawili się Rosjanie – a było to już 17 września – polskie rodziny zaczęły uciekać w kierunku rumuńskiej granicy. Miasto i drogi zapchane były końmi, cywilami i żołnierzami. Irena pamięta dużą liczbę czołgów przejeżdżających przez Podkamień.

Wkrótce w Podkamieniu pojawili się dziwnie ubrani ludzie, w szaro-brązowych ubraniach, w owijaczach na nogach i strasznie cuchnących. Mówiło się, że to rosyjskie wojsko. Szybko opanowali miasto. Wyrzucali z domów rodziny i zajmowali je. W domu Świętojańskich był sztab, a rodzina z trójka dzieci zamieszkała u sąsiadów w jednej izbie.

Pierwsze wywózki na Syberię zaczęły się w Wigilię ’41 roku. W pierwszej kolejności zabrano inteligencję żydowską z Podkamienia i okolicznych wsi.

Irena wspomina, że ojcu z uwagi na znajomość lutnictwa zaproponowano wyjazd do Moskwy, do fabryki fortepianów. Ponieważ nie zgodził, dostali nakaz wyjazdu.

W Boże Narodzenie ’43 roku, tuż przed Wigilią, do matki Ireny przyjechał furmanką Ukrainiec, jej kolega szkolny z wiadomością: “już cię nie ma, w nocy do was przyjdą”. Pomógł jej spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wywiózł wszystkich do Brodów, stamtąd już sami dostali do Lwowa.

Rodzina Świętojańskich zamieszkała w wielorodzinnym domu, w którym była też znajoma rodzina ukraińska z Podkamienia. Pewnego dnia Ukrainka zawiadomiła matkę Ireny, że całą jej rodzinę, która została w Podkamieniu zamordowano. Obydwie wiedziały przez kogo. Wtedy już wszyscy Polacy wiedzieli o Banderowcach, o ich współpracy z Niemcami. Świętojańscy zaczęli rozważać decyzję o kolejnej ucieczce wgłąb Polski.

W tym czasie we Lwowie Sowieci często legitymowali cywili, czasem zabierali dokumenty a to oznaczało, że wkrótce przyjdą do domu i całą rodzinę wywiozą. Tak się zdarzyło ojcu Ireny. W ciągu pół godziny spakowali się, “wzięli to co w rękę” i uciekli na dworzec. Były dwa transporty. Jedni jechali na Rawę Ruską inni na Mościska, na tzw. lorach. Były to platformy do przewozu drewna.  Rodzina Świętojańskich trafiła z transportem do Rawy Ruskiej, w obwodzie lwowskim. Po drodze mijali pracujących Sowietów i Ukraińców na polach, którzy rzucali w nich kamieniami i krzyczeli: “Lachy utiekaju”.

Po drodze był długi postój i przeładunek. Rosjanie pod karabinami przegonili Polaków z lor do wagonów bydlęcych, każdy poddany był kontroli osobistej, dzieci też. Jak zaryglowali drzwi ludzie wpadli najpierw w panikę, a potem w rozpacz. Nikt nic nie mówił, dlatego myśleli, że zamiast do Polski wywiozą ich na Sybir. Po perypetiach dotarli do Gdańska, a stamtąd do Kolbud, to było 26 czerwca 1945 roku. Matka miała dokumenty o majątku we Lwowie i Podkamieniu, na tej podstawie nowa ludowa władza wydała akt nadania ziemi i domu. Świętojańscy zaczęli gospodarzyć w nowym miejscu. Rodzeństwo Ireny razem z nią zostało pouczone przez Ojca “widzieliście cośmy mieliśmy, wiecie, że nic nie mamy. To co macie w ręku i w głowie, to wasze. I wszystkich nas do nauki gonił. Siostra i brat skończyli pedagogikę i uczyli w szkołach. Ja zapisałam się do szkoły wieczorowej i jednocześnie pracowałam w klinice jako laborantka. Po maturze zaczęłam studia na wydziale stomatologicznym”.

Irena Świętojańska wyszła za mąż w 1952 roku. Przez dziesięciolecia myślała o Podkamieniu i Lwowie. Pojechała tam razem z mężem dopiero w latach 90-tych na odsłonięcie tablic IPN upamiętniających rzeź na Polakach w Podkamieniu i we Lwowie. Swojego miejsca urodzenia nie poznała. W Podkamieniu zobaczyła kilka zdewastowanych domów, w których byle jak mieszkali Ukraińcy. Irena nie mogła nadziwić się jak nowi właściciele polskich gospodarstw, mogli doprowadzić do spustoszenia okazałych majątków?! Front, który zatrzymał się na tych ziemiach w ’44 na pewno spowodował duże straty ale po wojnie wszędzie i wszystko odbudowywano, tam przeciwnie. Z biegiem lat zamiast wykorzystać potencjał bogatej i urodzajnej ziemi, nie umieli i nie chcieli pracować. Mimo, że wielu z nich miało doświadczenie bo najmowali się do pracy w polskich gospodarstwach. Polacy oprócz uprawianej ziemi, mieli ogromne sady. Sad Świętojańskich nie istniał. Irena zobaczyła zapuszczone miejsce, pełne krzaków. Piękny i bogaty Podkamień jest ruiną.

Program wspierany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

 

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. to samo zrobili Polacy z ziemią zabraną Niemcom, nikt nie szanował tego co Niemieckie. Znam ten temat bo mieszkam na “ziemiach odzyskanych”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ