Przełamanie. 10 lipca 2017 roku oznacza kolejną, bardzo bolesną, przegraną opozycji i jej mediów

Przykro pisać, że modlitewne spotkanie poświęcone pamięci ofiar narodowej tragedii, w swojej istocie niezwykle polskie i chrześcijańskie, ma też wymiar starcia politycznego. Ale to nie nasz wybór, ale barbarzyńców, którzy właśnie środowisko rodzin i bliskich ofiar Smoleńska wybrali sobie za cel wulgarnych ataków. Choć mogą się spotkać gdzie chcą i kiedy chcą, choćby 9 czy 11 każdego miesiąca, wybrali właśnie dzień, a nawet godzinę, obchodów smoleńskich.

Ohydę tych blokad powiększa obecność tam prowokatorów, agentów i chwalców stanu wojennego. Z drugiej strony, może właśnie dzięki temu, tej kumulacji paskudztwa, Polacy mogą wyraźnie zobaczyć pełen skład koalicji przeciw dobrej zmianie.

Dobrze, ale o co tu naprawdę chodzi? Mętnie tłumaczą o obronie prawa do zgromadzeń (które przecież nie polega na walce z innymi zgromadzeniami) czy o trosce o pamięć ofiar smoleńskich (co w ustach ludzi traktujących szczątki tych ofiar jak mięso do podzielenia wedle wagi, jest szczytem hipokryzji). Nie wytrzymują te wszystkie argumenty krytyki. Odpowiedzią jest chyba zawołanie pana Frasyniuka, który ogłosił dziś rano, że marzy by znowu wyniosła go policja. I marzenia pana Lisa by Lech Wałęsa dołączył do wynoszonych. No, ale Wałęsa zwiał do szpitala, co dowodzi, że ten człowiek jednak nie zapomniał jak wygrać w totolotka, a nie przegrać na komendzie.

Cóż, kierownictwo tej kumulacji paskudztwa najwyraźniej uznało, że miesięcznice smoleńskie to dobry punkt do uzyskania radykalnego przełamania nastrojów społecznych. Nie udało się to wprawdzie na marszach KOD, nie poszło w czasie puczu grudniowego i pomniejszych zamachów, kiedy to nawet działacze kładli się i udawali przed kamerami rannych.

Zdecydowali się jednak spróbować jeszcze raz. Dlaczego tutaj, na Krakowskim Przedmieściu? Bo tu są dziś serce i dusza obozu, który sprawuje władzę od 2015 roku i realnie zmienia Polskę. Bo tu się to wszystko zaczęło. Bo ta pamięć i ta modlitwa spaja propolską elitę społeczną i narodową. Kombinowali, że celne uderzenie w tym miejscu, wymuszenie na policji jakichś radykalnych działań, jedna choć kropelka krwi, mogą przynieść szybką zmianę społecznych emocji. A oni muszą działać szybko, bo przecież minister Jaki działa, a poseł Wassermann przesłuchuje. Za duże już straty, za dużo o systemie III RP wychodzi na jaw. Jeszcze rok, dwa i nie będzie czego zbierać. Tym bardziej, że Prawo i Sprawiedliwość osiąga spore sukcesy, od niedawnej wizyty prezydenta Trumpa po gospodarkę.

Rzucono na front, co tylko mieli. Aktorów i aktorki, „Newsweek”, „Wyborczą”, Siedlecką i Michalskiego, Frasyniuka, Wałęsę i Cimoszewicza, Kasprzaka i Hadacza. Na kolejnyh miesięcznicach ćwiczono scenariusze prowokacji. Na tej miał nastąpić kumulacja, miało się zdarzyć wymarzone, wielkie przełamanie.

No i nastąpiło – ale w drugą stronę. Społeczna mobilizacja, precyzyjna, spokojna akcja policji, wreszcie niechęć zdecydowanej większości Polaków do zakłócania modlitewnego spotkania, kuriozalność całej akcji, przyniosły przełom. Marsz pamięci przeszedł, blokujący poszli rozdawać kwiatki. Może i mieli przy tym trochę żenującej ludzi kulturalnych zabawy, może i spotkali się ze znajomymi, może nawet uważają, że warto było. Możliwe. Nie o prywatne emocje tu jednak chodziło.

W sensie politycznym 10 lipca 2017 roku oznacza kolejną, bardzo bolesną, przegraną opozycji i jej mediów. Opozycja i jej media rzuciły na tę miesięcznicę, co tylko mieli. Jak widać, mają mało. Bo jak się zwołuje ludzi, wzywa ludzi do „walki”, prorokuje i prowokuje wielkie starcie „Lecha z Jarosławem”, a następnie organizuje dziwaczny happening, to się przegrywa. Tym bardziej, że im bardziej ta cała opozycja jest radykalna, im bardziej złożona z bardziej egzotycznych środowisk, im wyraźniej akceptująca w swoim składzie najbardziej żenujące postaci, im częściej używająca radykalnych i wulgarnych słów – tym słabsza. Już nie dziesiątki tysięcy, już nawet nie tysiące, a setki. By zrobić frekwencję sami redaktorzy muszą wychodzić z wygodnych norek w redakcji „Polityki” i innych. A wyniki sondażowe coraz gorsze, programu i lidera też nie mają. Dla opozycji to straceńcza polityka, a jednak nadal nakręcana.

Przegrali. Rzucili na tę miesięcznicę, co tylko mieli. Cała Polska zobaczyła, że mają coraz mniej – zasobów, rozsądku, pomysłu. To jest przełamanie, ale korzystne dla Prawa i Sprawiedliwości.

Teraz będą degenerowali się w coraz bardziej radykalnym tempie.

Tylko Polski szkoda, bo jakość opozycji też wpływa na jakość polityki państwowej. Cóż, PiS i w tej sprawie musi liczyć na siebie.

autor: Michał Karnowski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ