Kluczem do zrozumienia wściekłego ataku na dobrą zmianę są miliardy złotych trafiające do budżetu zamiast z niego wyparowywać

W każdym dobrym kryminale szuka się motywu. Nasi hybrydowi opozycjoniści mają wyraźny imperatyw działania: przywrócić rabowanie Polaków na miliardy.

Te ogromne, wręcz bajońskie kwoty, które nagle ujawniły się w gospodarce zawsze tam były. Tylko przez lata stworzono mechanizmy wyprowadzania ich i zamiast trafiać do obywateli bogaciły różnych pazerniaków zarówno u nas jak i na całym świecie. I teraz, ci którzy łatwo się tu obławiali wyraźnie nie mogą nam darować odcięcia od żyły złota. Są zwyczajnie oburzeni, że się już nie dajemy okradać i postanowili się na nas zemścić. Organizują coraz to nowe bataliony demokracji fakturowej i ślą je do boju z trzeba przyznać z dużą determinacją.

A jak tu niektórym ludziom się żyło wypływa tak naprawdę teraz. Człowiek widział rezydencje w podwarszawskich Beverly Hillsach, widział często gęsto sunące luksusowe samochody, takie i po paręset tysięcy i tak się zastanawiał jakie to ci ludzie muszą mieć nie lada głowy. Do takich majątków dochodzą. Dzisiaj w miarę działania CBA i Komisji Sejmowych, wychodzi na jaw, co to za geniusze finansowi. Skromna urzędniczka z ministerstwa uciułała sobie ze czterdzieści milionów, które Urząd Miasta Warszawy jej wypłacał. A jakże, przecież się należy. Miała jakieś tam papiery, to musiały być na bank autentyki. Nikt by z innymi nie przyszedł. Warszawska afera z łobuzerską reprywatyzacją też opiewa na miliardy. Ci co naciągają na wnuczka albo na policjanta to w porównaniu ze specami od roszczeń majątkowych smętni detaliści. Zastanawia skąd się brało takie poczucie bezkarności wśród urzędników i sporej rzeszy krętaczy. Przecież jeśli byli w to zamieszani prawnicy, to chyba sobie zdawali sprawę, że biorą udział w procederze podlegającym paragrafom. A jednak nie powodowało to w nich żadnego odruchu samozachowawczego. Cienia obawy, że interes może się rypnąć i przyjdzie beknąć. Ale tu chyba sporo wyjaśniają oświadczenia majątkowe co poniektórych sędziów. Domy, działki, milionowe konta. No skądś się to musiało wziąć.

Jednak reprywatyzacja, to chyba skromna cześć tego co tu udawało się defraudować. Nagłe spółki skarbu państwa zaczęły przynosić dochody. Upadający LOT, wzbił się w finansowe niebo, używając niezbyt lotnej metafory. Deficytu budżetowego praktycznie nie ma, wprost przeciwnie dzięki wpłacie z NBP pojawiła się nadwyżka. Notabene może te rewelacyjne wiadomości paradoksalnie potęgują niezadowolenie i brak zrozumienia obłożenia dodatkowym podatkiem paliwa. Tu warto odnotować też pruderię posłów PO i PSL, którzy przecież sprzeniewierzyli masę środków przeznaczonych na budowę dróg w związku z Euro 2012. Gdyby wtedy zrealizowano plany kilometrowe autostrad i dróg szybkiego ruchu, podatek drogowy, ten który już jest w paliwie, mógłby być przeznaczany na drogi lokalne.

Patrząc na determinację kogoś kto za wszelką cenę próbuje wywołać zamieszki i to nawet takie z ogniem na ulicach, można domniemywać, że jeszcze nie o wszystkim wiemy i jeszcze nie wszystko wyszło na jaw. Jeśli minister Morawiecki szacuje straty budżetowe za rządów Platformy na 220 miliardów złotych plus jeszcze zadłużenie kraju na ok. 500 mld złotych za czasów rządu PO , to znaczy, że byliśmy rozkradani jako państwo w sposób planowy i z bandycką premedytacją. Z zaangażowaniem najwyższych władz, z ministrami finansów na czele.

Ten proceder został przerwany dość nagle. Zwycięstwo PiS nastąpiło dzięki splotowi wielu okoliczności i wcale nie było przesądzone. Tym bardziej, że PiS po ewidentnie sfałszowanych wyborach samorządowych w 2014 roku zachowywał się dosyć biernie i gdyby nie „pękła” szkolona w Moskwie PKW i nie postał Ruch Kontroli Wyborów, być może Bronisław Komorowski miałby drugą kadencję, a Ewa Kopacz dzisiaj by przyjmowała kolejną grupę uchodźców by nas ubogacić. Nie finansowo bynajmniej.

Skomasowanego ataku na Polskę, kiedy to ramię w idą media światowe (wraz z polskimi przybudówkami), brukselskie komisje i jacyś zakamuflowani przedstawiciele światowej finansjery, nie można lekceważyć. Są ludzie, którzy dla pieniędzy bez zmrużenia okiem szafują ludzkim życiem. A tutaj nie mówimy o pieniądzach, tylko miliardowych fortunach i fantach rodzaju Kolejki na Kasprowy (tego malwersantom z PO nigdy nie daruję), która trafiła w dobre obce ręce, z tym, że najpierw została solidnie wyremontowana z państwowych środków.

Kiedyś Maciek Rybiński w kabarecie Pod Egidą ze swoim firmowym uśmiechem serwował żart: Platforma znalazła ogromny skarb. Jest to skarb państwa. Wszyscy się zaśmiewali, ale jak dzisiaj na to patrzymy z perspektywy skali wyciekających funduszy, to już takie śmieszne nie jest.

A czujnym trzeba być cały czas i może trochę mniej się pieścić z tymi, którzy bez żadnego skrępowania nawołują do rebelii i próbują organizować kolejny pucz.

Mamy dziejową szansę wybić się na niepodległość. I to tą niezwykle znaczącą we współczesnym świecie, niepodległość ekonomiczną. Nie prześpijmy jej oszołomieni sondażami. Starcie z polskojęzyczną agenturą jeszcze się nie skończyło. Wiadomo, że nie chodzi o argument siły, tylko o siłę argumentu. Ale czasem sam argument nie wystarczy i nie od rzeczy jest poprzeć go zdecydowanymi dzianiami dopuszczanymi przez prawo.

Zbytnie pobłażanie, jak choćby brak kar za okupację przez frajerów z opozycji (ci mądrzy wypoczywali) sali sejmowej, nie powoduje żadnych refleksji u posłów PO i N. Wprost przeciwnie rozzuchwala. Niewybrednie straszą, co oni zrobią członkom PiS po dojściu do władzy. Może zrobić im przyjemność i zrealizować ich pomysły już teraz. Niech wypraktykują je na własnych organizmach.

autor: Ryszard Makowski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ