Karnowski: W najbliższych dniach cała wściekłość walącej się III RP skupi się na głowie państwa. Przemysł pogardy 2.0 nabiera rozpędu

prezydent_35.jpg

Obserwując wydarzenia w Sejmie można było dostrzec, że opozycja robiła awanturę, protestowała ostro, ale jednak na pół gwizdka. „Robimy co możemy” – rzucił nieco bezradnie, a nawet apatycznie, Ryszard Petru do grupy stojącej przed parlamentem. Bo w Sejmie i Senacie los ustawy reformującej wymiar sprawiedliwości był i jest przesądzony.

Opozycja już od dłuższego czasu swoją jedyną szansę widzi w przekierowaniu uderzenia na prezydenta. Nie tylko dlatego, że Andrzej Duda włączył się w proces legislacyjny, domagając się – skutecznie – wprowadzenia progu 3/5 przy wyborze członków KRS. Nie tylko dlatego, że dla niego celem jest ponad 50 proc. poparcia w drugiej turze kolejnych wyborów. Także dlatego, że z jakichś powodów uważa, że skoncentrowanie presji na głowie państwa może okazać się skuteczne.

To są, moim zdaniem, zwykłe rojenia. Obalenie reformy wymiaru sprawiedliwości oznaczałoby załamanie się szerszej dynamiki zmian. Oznaczałoby koniec całego projektu politycznego, polegającego na ambitnej przebudowie Polski. Prezydent doskonale to wie. Podobnie jak wie, że głębokie reformy i ich sukces to jedyna możliwa droga do drugiej kadencji. A ci, którzy najgłośniej klaskaliby prezydentowi w przypadku weta, najmocniej popieraliby też jego konkurenta w wyborach. Tak jak mocno popierali Bronisława Komorowskiego.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy otworzyło drogę do władzy Prawu i Sprawiedliwości. Sukces przebudowy Polski otworzy z kolei drogę do reelekcji.

Ale fakt jest faktem: teraz cała wściekłość walącej się III RP skupi się na głowie państwa. Zresztą już od dawna to głowa państwa jest jednym z najważniejszych celów swego rodzaju „cichego przemysłu pogardy”, którego intencje są takie same, jak oryginalnego przemysłu pogardy, wymierzonego w śp. Lecha Kaczyńskiego. Chodzi o podważenie godnościowych fundamentów prezydentury. O zniszczenie człowieka, odebranie mu prawa do pełnienia urzędu.

To się może udać tylko wówczas, gdy prawdziwe fundamenty tej prezydentury – a więc poparcie i szacunek milionów Polaków – zostaną przesłonięte przez wrzaskzawodowych polityków i niewielkich w sumie grup ich sympatyków. Przez ludzi, którzy, gdyby to od nich zależało, nigdy nie pozwoliliby Andrzejowi Dudzie na choćby zbliżenie się do urzędu prezydenta.

To od nas wszystkich zależy, czy ten „cichy przemysł pogardy”, albo może nawet „przemysł pogardy 2.0”, pod wieloma względami bardziej niebezpieczny niż oryginał, okaże się skuteczny. Wielu ludzi wyrzuca dziś sobie, że w obliczu ataków na śp. Prezydenta zachowywało bierność, milczało. Dziś mają okazję nie powtórzyć tego błędu.

autor: Jacek Karnowski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ