Urzędnik Hanny Gronkiewicz–Waltz zaczyna sypać urzędniczą klikę:”Istniała nieformalna grupa w ratuszu. Z reprywatyzacji zrobiono interes”

hanna.jpg

Tych zeznań panicznie bała się prezydent Warszawy oraz urzędnicza klika, która ręka w rękę z oszustami reprywatyzacyjnymi, rządziła reprywatyzacyjnym interesem. Z zeznań Krzysztofa Śledziewskiego, byłego urzędnika Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN) wynika, że ważne decyzje reprywatyzacyjnej zapadały nie w BGN, ale w gabinetach włodarzy Warszawy, w tym najważniejszym, należącym do Hanny Gronkiewicz-Waltz. Świadek zeznał też, że renomowane gimnazjum przy Twardej 10 można było uratować, a w ratuszu panoszyli się cwaniacy, którzy mieli bezpośredni dostęp do najważniejszych osób w mieście.

W ratuszu istniała grupa koordynująca, która podejmowała decyzje reprywatyzacyjne. W jego pracach zawsze uczestniczyli dyrektor lub wicedyrektor biura. (…) „Góra wymagała od nas 300 decyzji reprywatyzacyjnych rocznie.

– zeznał dziś Krzysztof Śledziewski, który tym zeznaniem wywołał prawdziwą sensację i potwierdził tezę, że bez wsparcia najważniejszych ludzi w ratuszu, większość przekrętów reprywatyzacyjnych nie miałaby prawa bytu. Przypomniał też, że Hanna Gronkiewicz-Waltz, przez pewien czas, osobiście koordynowała BGN.

Świadek podkreślił, że siła oddziaływania na ratusz handlarzy roszczeń byłą dużo szybsza niż przeciętnego Kowalskiego.

Istniało w ratuszu nieformalne ciało, które podejmowało decyzje reprywatyzacyjne?

– dopytywał Patryk Jaki.

Był zespół koordynujący, które zajmował taką, a nie inne stanowisko.

– potwierdził Śledziewski.

Były urzędnik BGN zeznał też, że cwaniacy reprywatyzacyjni, w tym Marcin M. i jego adwokat czuli się w warszawskim ratuszu jak w domu. Wywierali naciski na urzędników i straszyli interwencjami zaprzyjaźnionych mediów.

Był częstym gościem w urzędzie i często telefonował. Gdy sprawy szły po jego myśli był kulturalny, ale gdy od 2014 zaczęły się komplikować, to mówił, że stać go na wydanie kilkudziesięciu tysięcy złotych, by w prasie pojawiły się artykuły lub, by jego znajomy został dyrektorem BGN. (…) To byli bardzo operatywni panowie.

– zeznał Śledziewski.

Z zeznań wynika, że sama Hanna Gronkiewicz-Waltz żywo interesowała się decyzjami reprywatyzacyjnymi i na jej biurko często trafiały dokumenty i notatki związane z reprywatyzacją. Tak było tez z tzw. „kamienica Waltzów.

W 2010, 2011 lub 2012 poprosiła ona o dokumentację związaną z Noakowskiego 16.

– przyznał świadek, który przywołał nawet sytuację, w której Hanna Gronkiewicz-Waltz interweniowała w sprawie jednej z nieruchomości przy ul. Okopowej u słynnego Jakuba R., zatrzymanego kilka miesięcy temu przez CBA i osadzonego w areszcie. Ze słów Śledziewskiego wynika, że nie byłą zadowolona z odmowy wydania nieruchomości.

Powiedziała: Zawiodłem się na panu, panie dyrektorze” i podjęła decyzję o działaniach w sprawie zmiany decyzji.

– ujawnił Śledziewski.

Z kolei Sebastian Kaleta zadał ważne pytanie odnoszące się do działki przy Twardej 10, na której znajdowało się renomowane gimnazjum, które trzeba było przenieść, gdy Maciej M. „odzyskał” tę działkę.

Czy zna pan sytuacje, gdzie przenosi się szkołę jeszcze przed wydaniem decyzji zwrotowej?

– pytał Kaleta.

Nie spotkałem się z taką sytuacją.

– odpowiedział Śledziewski.

Kaleta nawiązał tez do ustaleń portalu wPolityce.pl. Już wczoraj informowaliśmy i ujawniliśmy dokumenty, z których wynikało, że rodzice uczniów gimnazjum z ul. Twardej, już na wiele miesięcy przed zamknięciem ich szkoły informowali Hannę Gronkiewicz-Waltz o zagrożeniach wynikających z prób przejęcia nieruchomości.

Pisma rodziców pozostawały bez odpowiedzi.

– zeznał świadek.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Smiec na smieciu.Ta klika na czela z podla zaklamana i nienasycona Waltz powinna zgnic w wiezieniu no tam jest ich miejsce.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ