Bywalcy za publiczne pieniądze? Sędziowie Sądu Najwyższego podróżowali do Chin, Maroko, Tajlandii czy Korei Południowej

Sędziowie Sądu Najwyższego lubią sobie polatać po świecie. w Końcu „Człowiek musi sobie czasami polatać” – mówili Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz w filmie „Wniebowzięci”.

Super Express” dotarł do zaskakujących informacji dotyczących podróży sędziów Sądu Najwyższego i informuje ile na swoje wojaże wydała prezes Małgorzata Gersdorf.

Nasi sędziowie zwiedzili pół świata. Rzecz jasna w ramach służbowych obowiązków, za publiczne pieniądze—informuje tabloid.

Wykaz służbowych wyjazdów sędziów i pracowników Sądu Najwyższego wygląda imponująco.

Sędziowie podróżowali do takich egzotycznych krajów, jak Turcja, Maroko czy Korea Południowa. Pociąg do wojaży ma szczególnie prezes Izby Karnej SN Lech Paprzycki—wylicza „SE”.

Okazuje się, że był on już m.in. w Chorwacji, Chinach czy Tajlandii. Sędzia w Bangkoku miał dyskutować na temat prawa karnego, a w zabytkowym Dubrowniku o nadużyciach finansowych.

Wyjazdy Paprzyckiego kosztowały ponad 60 tys. zł! Trzeba przyznać, że prezes Gersdorf na tym tle wypada skromnie. Nie wybierała się służbowo poza Europę.

Jak podsumowuje gazeta:

Wyjazdy Sądu Najwyższego od roku 2014 pochłonęły już 381 tys. zł, z czego w pierwszej połowie tego roku 60 tys. zł.

Prezes Małgorzata Gersdorf mówiła, że „to jest taki trochę książęcy zawód” i jak widać sędziowie SN w to wierzyli…

wpolityce.pl/”Super Express”

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ