Dymek tłumaczy się z seksskandalu i oskarża lewicę o hipokryzję! „Byłem szantażowany i zastraszany, nigdy nie dopuściłem się gwałtu”

Jakub Dymek z „Krytyki Politycznej” – jeden z bohaterów lewicowego skandalu seksualnego, w którym oskarża się go o przemoc i gwałt na jego byłej partnerce Dominice Dymińskiej twierdzi w rozmowie z portalem onet.pl, że nie dopuścił się gwałtu i sam czuje się jako ofiara intrygi. W wywiadzie obnaża jednak hipokryzję lewicy,środowisk feministycznych i rzekomych obrońców demokracji. Jego zdaniem środowiska skazały go bez sądu i złamały wszystkie szczytne hasła, które nosić mają na sztandarach.

Sytuacja wymaga jednak, żebym bronił się przed pomówieniem i walczył o swoje dobre imię. Do tej pory nie dano mi takiej możliwości. Wiele osób wydało już na mnie wyrok – bez sądu. „Codziennik Feministyczny” przeprowadził lincz. Artykuł, który się ukazał, nie miał nic wspólnego z żadnymi standardami dziennikarskimi. Nie przeprowadzono śledztwa, nawet nie zapytano mnie o komentarz, za to natychmiast wydano wyrok.

– mówi Dymek w wywiadzie dla onet.pl.

Przez osiem dni, tuż przed publikacją, byłem szantażowany i zastraszany.(…) 19 listopada otrzymałem e-maila z pogróżkami. List zawierał stwierdzenia, że zostanę zniszczony i zastąpię Janusza Rudnickiego (pisarz, oskarżony o wulgarne zachowanie w stosunku do dziennikarek „Gazety Wyborczej” – red.) w roli twarzy polskiego #metoo. I że w zasadzie nie mogę już nic zrobić.

– żalił się onetowi.

 

Jakub Dymek ujawnił autorowi wywiadu maila, którego otrzymał od anonimowej osoby:

Cześc kuba.przypomnij sobie wszystkie swoje gwałty i molestowania przypomnij sobie krzywdy i nadużycia czy jak na kobiecych protestach opowiadałeś się za siłą kobiet, to podejrzewałeś, że ta siła cię zniszczy? jakie to jest uczucie, hipokryto? jest nas dużo i zaczynamy działać zrobisz nam kanapki na drogę? myślimy jeszcze nad optymalną strategią, więc masz jeszcze chwilę – może strategicznie byłoby dla ciebie lepiej, gdybyś sam wymyślił w jaki sposób przeprosić za wszystkie swoje ohydztwa zanim zastąpisz rudnickiego w roli twarzy polskiego metoo? interesuje nas tylko droga publiczna good night sweet prince”.

Na pytanie jak Dymek odczytuje intencje tego listu, dziennikarz odpowiada:

Myślę, że chodziło o to, żebym in blanco przyznał się do tego, co jest mi zarzucane. Żebym napisał: „tak, jestem winny, przepraszam” – nie wiedząc, jakie konkretnie zarzuty mają być sformułowane. Wygląda na to, że następnym krokiem miała być publikacja artykułu.

 

Dymek jednoznacznie też zaprzecza jakoby miał dopuścić się gwałtu. Twierdzi, że stosunek z byłą partnerką odbył za jej pełną zgodą.

Nigdy nie dopuściłem się gwałtu. To kłamstwo, pomówienie, które nie ma nic wspólnego z prawdą. Dominika opisuje w tekście jedno z naszych pierwszych spotkań w życiu, gdy po imprezie pojechaliśmy do niej i uprawialiśmy seks. Za obopólną zgodą, nie był to gwałt. Ona sama w „Codzienniku Feministycznym” napisała, że wyraziła zgodę na ten seks. Zresztą my później zaczęliśmy się spotykać na stałe, zostaliśmy parą. Dopiero teraz, po latach, uznała, że doszło do gwałtu. Byłem i ciągle jestem tym zszokowany.**

Były dziennikarz „Krytyki Politycznej” przeprosił jednak za swoje zachowanie.

Chcę powiedzieć bardzo wyraźnie: wszystkie osoby, które potraktowałem w sposób seksistowski, arogancki, napastliwy, przykry, poniżający – szczerze przepraszam. Każdą z osobna. Jako osoba, która przyznaje się do lewicowego światopoglądu, powinienem tym bardziej trzymać się wysokich standardów, i to także w życiu prywatnym. Jak widać, nie trzymałem się ich.(…) Nie będę tłumaczył się ani wodą sodową, ani alkoholem czy arogancją: mówię wszystkim osobom, które potraktowałem w sposób opisany w artykule: „przepraszam”.

– stwierdził Dymek, który jednocześnie zapewnia, że przeprasza jedynie za swoje niewłaściwe zachowanie, a nie za gwałt, który jego zdaniem, nie miał miejsca.

Jednocześnie wyraźnie odgraniczam tę sprawę od pomówienia o gwałt. To fundamentalna różnica. Czym innym jest to, że pod wpływem przekonania o własnej zajebistości, zachowywałem się chamsko – a czym innym zarzut, że jestem gwałcicielem. W jednym momencie, jednym kłamstwem, zostałem zniszczony. Nikogo nie interesowało, jaka jest prawda. I to mimo faktu, że oskarżenie padło po trzech latach, bez dowodów i zostało poprzedzone anonimowymi pogróżkami.

– powiedział.

Jakub Dymek obnażył też całą hipokryzję lewicowych i liberalnych pozerów, którzy na swoich transparentach noszą demokratyczne hasła, zaś w jego sytuacji zachowali się bezwzględnie i cynicznie.

Boli mnie zachowanie mojego własnego środowiska. Razem chodziliśmy na marsze, by krzyczeć „wolne sądy” i domagać się sprawiedliwego traktowania każdego człowieka. Ładnie to brzmi, w teorii. W praktyce wiele osób nie dało mi prawa do obrony. Oskarżenie stało się wyrokiem. Przeraża mnie gotowość ludzi do dołączania do nagonki bez próby sprawdzenia, czy oskarżony ma coś do powiedzenia na swoją obronę

– mówił.

Dostało się też feministkom, którym również wytknął brak rzetelności.

Boli mnie sposób, w jaki zachował się „Codziennik Feministyczny”.Zaprzeczono wszelkim standardom, jakie powinny obowiązywać w dziennikarstwie. Publikacje oskarżające o nadużycia seksualne, które ukazywały się w ostatnim czasie na świecie, były poprzedzane wielomiesięcznymi śledztwami dziennikarskimi i weryfikacją zarzutów. Media pracowały nad artykułami tak długo nie dlatego, że nie ufały ofiarom molestowania, lecz po to, by nie stać się narzędziem do pomawiania niewinnych.

– podkreślił.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ