Ludwik Dorn w buraczanych oparach: Morawiecki dostał od Kaczyńskiego koncesję na nie bycie burakiem

fot. youtube.com

Tak duża kariera Mateusza Morawieckiego i to, że ma koncesję na nie bycie burakiem, to koronny dowód na to, że w wymiarze intelektualno-sprawnościowym prezes ma o własnej partii jak najgorsze zdanie

— stwierdził w rozmowie z „Gazeta.pl” Ludwik Dorn, były wicepremier i marszałek Sejmu.

Dorn ocenił, że w latach 2001-2006 PiS było inną partią, między innymi z racji innego składu. Jednak później „zburaczało” po to, żeby płynąć w głównym nurcie. Dlatego trzeba się zachowywać i argumentować jak burak. Jednak w opinii Dorna Mateusz Morawiecki dostał od Jarosława Kaczyńskiego koncesję na nie bycie burakiem.

Jeżeli ktoś zaczyna jako nie-burak, a myśli potem „sorry, ale taki klimat, więc nie będę śródziemnomorskim karczochem, ale polskim burakiem, choć będę się jednak starał nie być pastewnym”, to tylko przez ograniczony czas może tym burakiem być bez uszczerbku dla siebie. Przez rok-dwa lata. Ale już cztery-pięć lat w roli buraka sprawia, że inteligentny człowiek autentycznie buraczeje

— stwierdził.

W jego opinii, tak duża i nagła kariera Morawieckiego oraz to, że ma koncesję na „nie bycie burakiem”, jest kolejnym dowodem na to, że Jarosław Kaczyński myśli o swojej partii jak najgorzej.

Nie twierdzę, że w PiS ktoś może ocaleć, jeśli prezes postanowi się go pozbyć albo zdegradować. Tak duża kariera Morawieckiego i to, że ma koncesję na nie bycie burakiem, to koronny dowód na to, że w wymiarze intelektualno-sprawnościowym prezes ma o własnej partii jak najgorsze zdanie

— ocenił były polityk.

Pytany o to, czy za buraków uważa również wyborców PiS, Dorn stwierdził, że obecnie PiS jest tak buraczany, jak wcześniej PO. Tylko jest bardziej pastewny. Z kolei władza PiS to nie wyraz zburaczenia społeczeńsywa, ale zaniżonych oczekiwań wyborców wobec polityków.

Z kolei na pytanie o to, czy również Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska określiłby mianem „buraków”, Dorn stwierdził, że oni są „troskliwymi ogrodnikami”, którzy doglądają swoich buraków.

Pytany o to, czy sam chciałby wrócić do czynnej polityki stwierdził, że nie uważa, bo gdyby chciał „zburaczeć”, to by nie zdołał.

Żyję bardzo skromnie, dorabiam jako publicysta, bo głównie z tego żyję. W 2019 r. kończę 65 lat i wtedy będę łączył emeryturę z aktywnością publicystyczną, która daje mi teraz niewielkie pieniądze. Biorąc to razem, to będzie już niewiele mniej niż uposażenie poselskie netto

— mówił.

Dopytywany o to, czy ceną gamoniowatości PO będą dwie kadencje Prawa i Sprawiedliwości, ocenił, że jest to bardzo prawdopodobne, ponieważ od opozycji oczekuje się zręczności i kreatywności, a Platforma Obywatelska cały czas tego nie zapewnia.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ