Andrzej Gwiazda o słowach Rostowskiego: “Mamy okres weryfikacji legend, który pokazuje z czym ci ludzie byli związani”

Gwiazda.jpg

Rostowski, Schetyna i cała ta grupa związana z neoliberalizmem pokazują, co chcieliby robić. Ktoś zręcznie określił na Zachodzie, że neoliberalizm to była rewolucja przeciwko biednym. Oni się w to wpisują, są towarzyszami rewolucji przeciwko biednym. I tak należy ich postrzegać oraz ich wczorajsze zachowania w Sejmie, a także te sprzed 25 lat. Wtedy dogadali się z Kiszczakiem, że poprą jego politykę, za co zostaną suto wynagrodzeni. Interesy narodowe wymagają, żeby ich tych wynagrodzeń pozbawić

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Andrzej Gwiazda, legendarny działacz opozycji w PRL.

 

wPolityce.pl: Jacek Rostowski stwierdził, że „to, co się dzieje w Polsce jest w pewnym sensie bardziej dramatyczne niż wprowadzenie stanu wojennego”. Dlaczego Pana zdaniem totalna opozycja lubi sięgać właśnie po takie, niesprawiedliwe porównanie?

Andrzej Gwiazda: Mamy okres weryfikacji legend, który pokazuje z czym ci ludzie byli związani. I to nie chodzi tylko o Rostowskiego, czy Schetynę, ale i innych. Rozumiem, że ci, którzy głosowali na Platformę mają teraz traumatyczny problem. Trzeba tutaj wyciągać wnioski, bo ujawniają tym samym swoją pozycję i poglądy, czyli interpretują swoje dotychczasowe zachowania i pozwalają przewidzieć przyszłe. Tutaj Rostowski, Schetyna i cała ta grupa związana z neoliberalizmem pokazują, co chcieliby robić. Ktoś zręcznie określił na Zachodzie, że neoliberalizm to była rewolucja przeciwko biednym. Oni się w to wpisują, są towarzyszami rewolucji przeciwko biednym. I tak należy ich postrzegać oraz ich wczorajsze zachowania w Sejmie i te sprzed 25 lat. Wtedy dogadali się z Kiszczakiem, że poprą jego politykę, za co zostaną suto wynagrodzeni. Interesy narodowe wymagają, żeby ich tych wynagrodzeń pozbawić.

Powiedział Pan kiedyś, że Okrągły Stół to było ukoronowanie i realizacja celów stanu wojennego. Co dokładnie miał Pan na myśli?

Mieliśmy generała Pytla, który fotografował się w czapce z Aurory i pił mnóstwo wódki z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji. To właśnie pokazuje jasno, że cały Okrągły Stół to było ukoronowanie i realizacja celów stanu wojennego. Generał Kiszczak powiedział na zebraniu ministrów spraw wewnętrznych Układu Warszawskiego w NRD, że jedynym celem wprowadzenia stanu wojennego jest zmiana kierownictwa „Solidarności”. I to mu się w pełni udało, gdyż z entuzjazmem przystąpiliśmy w 1988 roku do realizacji celów stanu wojennego. I byłoby bardzo dobrze, gdybyśmy sobie zdali sprawę, jak łatwo daliśmy się wpuścić w realizację zamierzeń komuny.

Dziś jednak chwieją się posady tego gmachu. Stąd ten jazgot opozycji, która skrytykowała expose premiera Morawieckiego?

Tak. Powołują się na stan wojenny, bo stan wojenny realizował ich interesy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że myśmy sobie nie zdawali jeszcze sprawy w 1989 roku, że wypowiedzieliśmy wojnę nie tylko komunizmowi, ale również neoliberalizmowi, który wtedy zdobywał pozycję na Zachodzie. „Solidarność” w tej sytuacji musiała przegrać, tym bardziej, że nie wiedzieliśmy, że na Zachodzie nastąpiła zmiana ideologii. Opowiedzieliśmy się za ideologią całkowicie wrogą ideom i celom „Solidarności”. We wczorajszym expose Mateusz Morawiecki wyraźnie odciął się jednak od ideologii rewolucji przeciwko biednym, czyli odciął się od tego całego nurtu, któremu Schetyna, Rostowski i im podobni służyli i który ich sowicie opłacał. Przecież przy Okrągłym Stole oni nie dostali władzy, tylko stanowiska, czyli wysokie pensje i możliwość przekrętów.

Za ich rządów esbecy mieli wysokie emerytury, a internowani w czasie stanu wojennego często nie mieli za co żyć. Te kwestie zostały według Pana wystarczająco już uregulowane?

Można powiedzieć, że w sensie historycznym zostało to uregulowane przed chwilą. Natomiast przez cały czas oni spijali nektar, który sobie stanem wojennym uwarzyli. To wyraźnie widać, Frasyniuk apeluje, żeby nie rzucać jajkami tylko kamieniami, mamy czas weryfikacji legend. Jeżeli patrzymy na to, co się dzieje w tej chwili, na zachowanie poszczególnych ludzi, jeśli spojrzymy na to zbiorczo, to wyłania się klarowny obraz tego, co się działo do tej pory, zrozumiały dla każdego. To wystarcza, żeby dojrzeć cały ten proceder i cele tych, którzy w tej chwili robią awantury w Sejmie.

13 grudnia jest dla Pana datą symboliczną?

Nie jest to data symboliczna dlatego, że ci sędziowie, którzy ferowali na nas wyroki dalej ferują je na innych, a więc stan wojenny się nie skończył. Ci sędziowie, którzy skazywali na 10 lat więzienia za udział w strajku, dalej orzekają. Dziś w polskim sadownictwie każdy prawnik, który nie złożył doniesienia o popełnieniu przestępstwa w dniu 13 grudnia, nie może się tłumaczyć. Pierwszy gryps, który wyrzuciłem z internowania mówił o tym, że stan wojenny jest wprowadzony niezgodnie z prawem. Uważam, że to była podstawowa rzecz do piętnowania, od razu w pierwszych dniach stanu wojennego, że jest on przestępstwem. A ci sędziowie wiedzieli, że dekret o stanie wojennym jest dokumentem przestępczym, a mimo to  ferowali wyroki. I to jest największa zbrodnia. Bo czyn sędziego, który ukradł wiertarkę, jest jeszcze jakoś zrozumiały, ale sędziego, który wie, że swoje wyroki opiera na przestępczym akcie można porównać z mordercami. Oni jednak dalej są w sądach i są bronieni przez tych wszystkich bałwanów, którzy kopią barierki. Tu trzeba powiedzieć, w kontekście reformy wymiaru sprawiedliwości, że ustrój sądów jest dobry wtedy, kiedy zapobiega przestępcom sędziowskim. Ale zmiana ustroju, która nie eliminuje przestępców, jest śmieszna.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ