Janusz Wojciechowski: We wspólnym interesie wszystkich Polaków jest wyciszenie emocji i potępienie ataków na biura poselskie

Nie musimy się zgadzać we wszystkim, taka jest istota demokracji. Trzeba dyskutować, spierać się, ale nie wolno należy przekraczać granicy

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Janusz Wojciechowski.

wPolityce.pl: Atmosfera polityczna jest coraz bardziej napięta dochodzi do ataków na biura poselskie PiS. Czy odczytuje pan jakieś analogie z tego, co się teraz dzieje, z tym, co działo się przed zamordowaniem w pana biurze poselskim, pańskiego współpracownika Dariusza Rosiaka?

Janusz Wojciechowski: Martwi mnie ta atmosfera, która od pewnego czasu narasta w Polsce. Ciągle mam w pamięci to, co wydarzyło się siedem lat temu w moim biurze poselskim. Zginął człowiek niewinny. We wspólnym interesie wszystkich Polaków jest wyciszenie emocji i potępienie ataków na biura poselskie. Nie musimy się zgadzać we wszystkim, taka jest istota demokracji. Trzeba dyskutować, spierać się, ale nie wolno należy przekraczać granicy.

Jakiej granicy?

To granicą jest przemoc, czyli fizyczne ataki, a także groźby i zachęcania do ataków. Takie zachowania powinny spotykać z jednoznacznym potępieniem i odpowiedzialnością prawną. Musimy mieć w pamięci straszną lekcję, zamordowanie Marka Rosiaka Cała Polska powinna czerpać z tego naukę. To było straszne wydarzenie, oby więcej się nie powtórzyło.

Szczególnie niepokojące jest to, że do ataków dochodzi przed Świętami Bożego Narodzenia. Zwykle w tym czasie dochodzi do uspokojenia emocji.

To czas łączenia się rodzin, przyjaciół, znajomych. Wigilia to czas pojednania, to miejsce dla wędrowca przy wigilijnym stole. Okres przedświąteczny powinien nas zobowiązywać do szczególnej troski o zachowanie się w sposób pozbawiony jakiejkolwiek agresji.

Co by pan radził osobom, które podgrzewają atmosferę polityczną? Apelowałbym o opamiętanie. Mam do tego szczególny tytuł, ponieważ Marek Rosiak był moim bardzo bliskim współpracownikiem. Jego śmierć powinna być przestrogą. Polska zbyt dużo doświadczyła w przeszłości wiele tragedii, żebyśmy jeszcze sami prowokowali przemoc.

Niektórzy politycy opozycji porównują rządy PiS do wydarzeń z czasów stanu wojennego, zrównują je z hitleryzmem i bolszewizmem.

Nie rozumiem, jak można porównywać jakiekolwiek polskie problemy czy spory do hitleryzmu, czy bolszewizmu, do obcych nam i wrogich systemów ludobójczych, które właśnie Polsce przyniosły miliony ofiar. Te porównania są nie tylko nieadekwatne politycznie, ale i historycznie, w wolnej Polsce faszyzmu nigdy nie było i nie będzie. Porównania do stanu wojennego również są kompletnie bezpodstawne, to jest wręcz uwłaczające dala pamięci ofiar stanu wojennego. W Polsce toczy się spór normalny demokratyczny spór polityczny, w którym czasem brakuje umiaru, ale dzieje się to bez żadnej opresji ze strony państwa. Nie ma żadnych podstaw, żeby stosować analogie z czasami nieporównywalnego terroru i mordów. Nie można porównywać demokratycznych sporów z praktykami stosowanymi przez totalitarne reżimy.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ