Prof. Gil o podejściu Brukseli do krajów Europy wschodniej: „My nie mamy prawa głosu. Tam jest światło, u nas są ciemności”

Junker.jpg

Jeśli ktoś usłyszy nasz głos, to tylko zwykły europejczyk, nie brukselskie elity. Człowiek na Zachodzie staje się bezradny wobec agresji imigrantów. Widzi pewną rzeczywistość, doświadcza jej. Jest poniżany, bity szykanowany, gwałcony, a czasami mordowany i nic nie może zrobić. Wszelkie jego skargi są natychmiast kierowane przeciwko niemu. Ci ludzie stają się bierni, bo wiedzą, że nikt ich nie chroni

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. dr hab. Andrzej Gil, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

wPolityce.pl: Donald Tusk przygotowując posiedzenie Rady Europejskiej, które zaczyna się dzisiaj i potrwa do jutra, wysłał notę do przywódców 28 państw unijnych, w której stwierdził między innymi, że wprowadzenie imigrantów okazało się nieskuteczne i podzieliło państwa członkowskie. Czy UE przyzna mu rację? Czy to znak, że brukselskie elity dostrzegają, iż ich polityka wobec imigrantów jest błędem?

Prof. Andrzej Gil: Główni politycy europejscy na pewno nie przyznają się do błędu. Będą trwali w swoim uporze. Powtórzą, że pomysł na relokację jest świetny. Tusk postąpił pragmatycznie – odwołał się do fiaska ich postawy. Nie ma chyba w tej chwili żadnego polityka na Zachodzie, który byłby w stanie oderwać się od ideologicznej wersji problemu. Dlatego nic się nie zmieni. Dalej będziemy słuchać narracji, mówiącej o tym, że solidarność europejska polega na tym, iż musimy przyjąć dziesiątki, setki tysięcy ludzi, którzy nie mają z nami nic wspólnego.

Władze Kolonii postanowiły stawić czoła zagrożeniom ze strony agresywnych migrantów poprzez… „antygwałtowe opaski”. Burmistrz Kolonii uznała, że kobiety, które nie chcą być molestowane podczas sylwestrowej zabawy, tak jak to miało miejsce dwa lata temu , mają… nosić bransoletki. To brzmi jak żart ze zdrowego rozsądku! Politycy to jedno, a zwykli ludzie? Oni nie widzą dalej problemu? Przecież najwyraźniej się boją…

Żyjemy w trochę innej rzeczywistości niż oni, póki co. Stopień zindoktrynowania społeczeństw zachodnich, poprawności politycznej, a także zwykłego ludzkiego strachu przed konsekwencjami prawnymi tak zwanej „mowy nienawiści”, jest tam olbrzymi. Wielu myśli, że to, co serwują im główne media, to prawda. Inni boją się wyrazić własną opinię, powiedzieć o swoim strachu. Jedyny moment, kiedy mogą wyrazić swoje zdanie to wybory. I wyrazili je – popierając choćby Alternatywę dla Niemiec. Oni przyjmą pomysł z opaskami jako coś normalnego. My patrzymy na to pragmatycznie – żadna opaska nikogo nie powstrzyma przed zachowaniami, które są typowe dla danych kultur. Oni będą temat rozważali i dalej krążyli wokół podobnych pomysłów. Będą stawiali bariery, które tak naprawdę nie są żadnymi barierami. To jest wyrazem ich bierności.To nie są społeczeństwa, które potrafią skupić się dłużej wokół jakiegoś problemu. Zostały skutecznie tego oduczone. Takie aksjologiczne wartości, jak rodzina, grupa społeczna, parafia od lat były tam niszczone. Dzisiaj człowiek z Zachodu jest postawiony sam ze swoim problemem. A jeśli przez lata mu coś wmawiano, uczono jak ma myśleć, to staje się bezradny. Społeczeństwa zachodnie są kompletnie bezradne wobec problemu imigrantów.

Wspomniał pan profesor, że ludzie tam się boją, iż zostaną posądzeni o stosowanie „mowy nienawiści”? O czym nie wolno im mówić?

Mowa nienawiści w katalogu poprawnościowi politycznej, jest tym, co akurat nie pasuje do aktualnego kursu politycznego. Mową nienawiści może być na przykład przytoczenie niewygodnych faktów historycznych. Człowiek może być tyranizowany za swoje poglądy. Przykłady są wszędzie – od Szwecji po Norwegię przez Francję, Niemcy aż po kraje południowe. Człowiek we Francji, Niemczech czy Szwecji staje się bezradny wobec agresji imigrantów. Widzi pewną rzeczywistość, doświadcza jej. Jest poniżany, bity szykanowany, gwałcony, a czasami mordowany i nic nie może zrobić. Wszelkie jego skargi są natychmiast kierowane przeciwko niemu. Ci ludzie stają się bierni, bo wiedzą, że nikt ich nie chroni.

A służby? Policja, dziennikarze?

Mieliśmy na You Tubie możliwość oglądania interwencji szwedzkiej policji. Było tam widać ewidentnie zachowania przestępcze imigrantów, agresję wobec policji. I jak się zakończyła akcja? Policjanci odjechali jak niepyszni. Takich przykładów możemy znaleźć w sieci mnóstwo. Agresywne zachowania imigrantów, wulgarne odżywki, przestępstwa, a służby? Nic. Nie reagują.
Nagle okazuje się, że jedynym zagrożeniem jest jakiś prawicowy nacjonalizm, ksenofobia, faszyzm – coś, co jest abstrakcją – coś, czego tak naprawdę nie ma. Piszą o tym wszystkie gazety.
Przywołała pani przykład Kolonii sprzed dwóch lat. Przecież to była zmowa elit przeciwko społeczeństwu. Brak informacji na temat rzeczy podstawowych, na temat zagrożenia powoduje, że człowiek nie ma się gdzie odwołać. Nie ma żadnej instytucji, która weźmie go pod ochronę. Natomiast jeśli będzie chciał dochodzić własnych praw samodzielnie, może się to źle dla niego skończyć. Jego prawa są bowiem niżej, od praw ludzi, którzy przyjechali do Europy z innej kultury, zajmują jego miejsce i on musi na nich łożyć. W starciu z rzeczywistością robi się więc bierny.

Dzisiaj spotykają się państwa Grupy Wyszehradzkiej, rozmowa dotyczy też imigrantów. Czy ich wspólnie wypracowane stanowisko będzie brane pod uwagę przez brukselskie elity?

Nie, nie ma na to szansy. Relacje między Zachodem a Wschodem tak naprawdę się nie zmieniły. My jesteśmy tą gorszą częścią Europy. Nasza kultura jest gorsza. Żadna myśl, która wyjdzie od nas, ze Wschodu, nie może być lepsza niż ta zrodzona wśród europejskich elit. Z definicji. Nasze przemyślenia się nie liczą, nasze doświadczenia nie są ważne. Gdyby ludzie z Europy wschodniej naprawdę wiedzieli, jak są przedstawiani na co dzień o od wielu lat za zachodzie, jak są stygmatyzowani, poprzez swoje dzieje, kulturę, postawę, to może by rzeczywiście zrozumieli ,że jedności europejskiej nie ma. To fikcja. Tam jest światło, u nas są ciemności.

Nie liczmy na to, że nasz głos się przebije do elit. Jeśli ktoś nas usłyszy, to tylko zwykły europejczyk, nie brukselskie elity. Ludzie w Paryżu czy Berlinie mogą zrozumieć, że u nas jest inaczej niż się to im przedstawia. Przypomnijmy sobie zdjęcia z warszawskiego metra, które podbiły sieć na świecie. Nagle ludzie na zachodzie się zastanawiali – dlaczego wszyscy są podobni do siebie? Dlaczego siedzą spokojnie? Przysypiają, czytają książki? Nie ma rabunków? Niczego się nie boją? Nie ma w Warszawie niczego, co jest rzeczywistością metra w Paryżu, Berlinie czy Londynie. Według mnie – to jest jedyna możliwość – oddziaływanie na społeczeństwo. Zmiana naszego wizerunku tylko w ten sposób może się dokonać. A za tym może pójść refleksja. Zachodnie społeczeństwa może zrozumieją, dlaczego my nie chcemy takiego świata, jaki jest im fundowany. Może zrozumieją, dlaczego chcemy pozostać jednolici kulturowo, jednolici w postawach wobec świata. Elity europejskie kłamią, manipulują w swoim interesie. Robią to, bo im jest dobrze, wygodnie. A społeczeństwa? W ogóle ich nie interesują.

Polska za głoszenie swoich zdecydowanych poglądów dalekich od poprawności politycznej jest szczególnie szykanowana przez brukselskich urzędników. Czy nasz nowy premier, Mateusz Morawiecki może naprawdę zatrzymać tę nagonkę.

Nie. Nie ma na to najmniejszych szans. Nikt go nie będzie słuchał. Albo inaczej – będą go słuchać tylko wyłącznie wtedy, kiedy będzie im potakiwał. „Tak, zgadzamy się”. „Tak, przyjmujemy wasze warunki.” Wtedy wszyscy powiedzą: „To światły człowiek”. Jeśli będzie kontynuował linię pani premier Beaty Szydło, a mam nadzieję, wierzę, że tak będzie, to od razu zostanie zakwalifikowany jako ktoś, kto nie jest europejczykiem, nie rozumie, czym jest Europa. Przypną mu łatkę „ksenofoba, nacjonalisty i prawicowca.” Nie możemy liczyć na dialog z elitami brukselskimi. On z definicji nie może zaistnieć. Tamtejsi politycy uważają, że nie mamy nic sensownego do powiedzenia. Jak stwierdził Chirac, my mamy milczeć i przyjmować ich dyktat.

To nie brzmi optymistycznie. To świat jak u Orwella. Żadnego światełka nadziei?

Nawet jeśli na zachodzie pojawiają się ruchy kontestujące rzeczywistość, to są natychmiast marginalizowane. Proszę zobaczyć, co się dzieje? Co się stało z niepoprawnym politycznie kandydatem na prezydenta Francji? Nagle się okazało, że popełnił jakieś przestępstwa. Potem wyszło, że to nieprawda, ale to nie ma już znaczenia. A Pani Marine Le Pen? Też ma teraz kłopoty. Powiem brutalnie, póki się coś na zewnątrz nie zmieni, to elity unijne nie są w stanie dokonać jakiejkolwiek samorefleksji.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ