Prof. Witold Kieżun: „Nikt nie wyrzucił tych wszystkich sędziów, którzy skazywali moich kolegów z przyczyn politycznych”

Trzeba wreszcie nauczyć się dyskutować, a nie wymyślać na siebie i nie robić stale takich awantur, pochodów. Problem w tym, że olbrzymia większość tych ludzi, którzy zajmują się polityką, to nie są ludzie poważni. To spryciarze, którzy potrafią dojść do wysokiej pozycji, ale to nie są ci najlepsi, jak powinno być. Trzeba mieć udowodnione odpowiednie kwalifikacje, żeby być na kierowniczym stanowisku. A to jest możliwe tylko wówczas, kiedy z partiokracji dojdziemy do prawdziwej demokracji

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ekonomista i powstaniec warszawski prof. Witold Kieżun.

wPolityce.pl: Jak odbiera Pan profesor działania opozycji totalnej, która chce zablokować reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce?

Prof. Witold Kieżun: Jestem w głębokim smutku, bo nie powinniśmy się rozpraszać w tych strasznych, nonsensownych demonstracjach. Czy politycy nie potrafią spokojnie siąść i rozmawiać, nie krzyczeć na siebie, nie obrażać się, ale dyskutować i analizować? W Kanadzie tak jest, to kraj naprawdę wzorcowy pod tym względem. Stworzenie sytuacji strasznej wrogości międzypartyjnej to coś potwornego, a wina tego leży w strukturze. Ma być demokracja a nie partiokracja. Nasze sądownictwo generalnie rzecz biorąc od góry do dołu wymagało generalnej reformy. Sam mam tutaj osobisty problem.

Jaki?

Mój sąsiad, który zalewa mi mieszkanie sądzi się z firmą remontową już ponad trzy lata. Kilka lat temu sam zeznawałem jako świadek i nic. Sprawa upadła dlatego, że to przedsiębiorstwo, które remontowało mu mieszkanie zostało zlikwidowane, bo właściciel umarł. Sąsiad trzy lata mnie zalewa i trzy lata nie może skończyć tej sprawy. Niech pan zobaczy statystyki światowe, na którym miejscu jest Polska? Na całym świecie 3-4 lata trwania procesu to jest nonsens. Druga sprawa. Chrzanowski nie zrobił żadnej czystki. Przecież na miłość Boską nikt nie wyrzucił tych wszystkich sędziów, którzy skazywali moich kolegów z przyczyn politycznych. Nie było żadnej analizy tego typu. Sądy pracują fatalnie, trzeba było zrobić radykalną reformę i co zupełnie normalne, spotyka się ona z wielkim sprzeciwem. Trzeba się dobrze zastanowić, żeby istotnie metodą reformowania nie przekroczyć jakichś zasadniczych norm, ale to już jest inna sprawa.

Co Pana zdaniem wymaga jeszcze pilnych reform?

Osobiście uważam, że konieczna jest radykalna reforma administracji. Za komuny centralny aparat liczył 46 tys, a teraz mamy około 150 tys. Mamy 20 ministerstw, a świetnie rządzone kraje mniej o kilka -Japonia ma 12, Francja bodajże14. Powinno być tak, jak w Kanadzie, centralne urzędy, które nie zmieniają się w przypadku zmiany rządu. Tymczasem u nas teoretycznie rzecz biorąc co 4 lata może się zmieniać partia rządząca, która wymienia kadrę kierownicza, dyrektorów państwowych przedsiębiorstw, wszystkich ministrów itd. To powoduje straszny bałagan, stąd nasz system jest nonsensowny. Trzeba tutaj przeprowadzić zasadniczą dyskusję. I co od dawna już podnosiłem, dokonać repolonizacji banków.

Co też spotyka się z krytyką opozycji totalnej.

Przecież nie może być takiej sytuacji, że jest kilkadziesiąt banków zagranicznych i 2 czy 3 polskie. Poza tym ważna jest tutaj sprawa zarobków międzynarodowych centrów, które nawet czasami wykazują deficyt. Znam ją bardzo dobrze, bo wiem jak się to robi, zresztą bardzo prosto. Kupuje się po bardzo wysokiej cenie w swoich centrach zagranicznych i wykazuje albo bardzo niski zysk, albo nawet parokrotne straty. Jest cały szereg rzeczy, które wymagają bardzo ostrych zdecydowanych posunięć, ale one oczywiście powodują niesłychanie ostry kontratak. W „Patologii transformacji” pisałem, że cała nasza polityka ekonomiczna po 1989 r. była nonsensowna. 5914 przedsiębiorstw zostało zlikwidowanych albo sprzedanych prawie, że za darmo. A kto to realizował? Soros. Przyjechał do Polski 8 maja 1988 roku i był przyjęty przez całe kierownictwo z Jaruzelskim na czele.

Wspomniał Pan o merytorycznych dyskusjach z opozycją nt. wprowadzanych zmian. Ale ona jest głucha na argumenty.

Trzeba wreszcie nauczyć się dyskutować, a nie wymyślać na siebie i nie robić stale takich awantur, pochodów. Problem w tym, że olbrzymia większość tych ludzi, którzy zajmują się polityką, to nie są ludzie poważni. To spryciarze, którzy potrafią dojść do wysokiej pozycji, ale to nie są ci najlepsi, jak powinno być. Trzeba mieć udowodnione odpowiednie kwalifikacje, żeby być na kierowniczym stanowisku. A to jest możliwe tylko wówczas, kiedy z partiokracji dojdziemy do prawdziwej demokracji. Kiedy nie będzie się wybierało kogoś tylko dlatego, że jest członkiem partii, ale ze względu na wysokie i potrzebne kwalifikacje. Trzeba taki ustrój zbudować. Miałem satysfakcję w uczestniczeniu budowy takiego systemu w Kanadzie, gdzie zwolniliśmy 40 tys. zupełnie niepotrzebnych pracowników. Dowcip polega na tym, że zmiany powinny być przeprowadzone w sposób kulturalny, dyskusyjny, ale to wymaga również dyskusji od przeciwników, a nie robienia szumu i olbrzymich demonstracji finansowanych przez Sorosa. On walczy z naszym systemem, jest zwolennikiem tego, czemu ja i większość Polaków jest przeciwna. My chcemy Polski, naszej kultury narodowej. Zwiedziłem cały świat, wszędzie pracowałem i twierdze, że reprezentujemy bardzo wysoki poziom i jesteśmy zdolni do tego, żeby zbudować naprawdę świetne państwo.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ