Mistrzowskie posunięcie prezydenta Dudy. Oświadczenie ws. ustaw o KRS i SN po decyzji KE to mocny przekaz do unijnych koterii: koniec ery zakompleksionych pastuchów

materiały prasowe

Ani przez moment nie miałam wątpliwości, że prezydent Andrzej Duda chce radykalnej reformy w wymiaru sprawiedliwości. Ze zrozumieniem przyjęłam jego decyzję o zawetowaniu poprzedniej wersji ustaw o KRS i SN. Ich forma, sposób procedowania, błędy formalne, atmosfera społeczna i wiele innych elementów skłaniało do zrobienia kroku wstecz. Prezydent wykonał doskonały ruch. Jego weta zaszachowały opozycję, odebrały argumenty przeciwnikom reformy, uspokoiły nastroje społeczne, a co najważniejsze – pozwoliły na wypracowanie nowego kształtu ustaw, co do których nie ma wątpliwości ani partia rządząca, ani prezydent. Wczorajszy dzień pokazał, jak istotne są te wszystkie czynniki.

Wygląda na to, że Komisja Europejska nie zdołała przyswoić sobie wiedzy na temat kształtu ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. Sam Timmermans przyznał, że „KE zrobiła wszystko, aby poznać sytuację w Polsce”. Najwyraźniej nieudolność poznawcza panów komisarzy jest większa, niż sądziliśmy. Ograniczyli się jedynie do skryptów i donosów dostarczanych im przez totalną opozycję. Każdy, kto przytomnie śledzi ten spór nie ma wątpliwości o co w nim chodzi. Nie o rzekomo nadszarpniętą przez PiS praworządność i demokrację, ale o blokadę szprycy, która wysysała z Polski ostatnie soki i przekazywała je sąsiadom. Kontrakty energetyczne, militarne, biznesowe, nieruchomości, banki i supermarkety – w każdym z tych obszarów podejmowano działania szkodliwe dla interesu i bezpieczeństwa Polski. Mieliśmy być jedynie zapleczem usługowo-handlowym naszych silnych sąsiadów, żerujących na kompleksach, w które nas wpędzili. Ten skrajnie toksyczny układ pieczętował chory wymiar sprawiedliwości zawłaszczonych przez „nadzwyczajną kastę”.

Komisja Europejska, wespół z politykami Platformy i Nowoczesnej, próbowała utrzymać ten korzystny dla siebie stan. Bezskutecznie. Nie udało się Polski ani zaszantażować ani zastraszyć, choć próbowano do ostatniej chwili. Uruchomienie art. 7. Miało być ostatecznym batem, który postawi nas do pionu.

Prezydent Duda zagrał po mistrzowsku. Zawetował ustawy, które jego zdaniem naruszały praworządność, zaproponował własne, po czym przez długie tygodnie pracował nad nimi z prezesem Prawa i Sprawiedliwości. Jego przedstawiciele zaangażowali się także w prace Sejmu i Senatu nad ostatecznym kształtem ustaw.Zabezpieczył przepisy, według których „nie tylko jedno ugrupowanie mające swoich przedstawicieli w Sejmie, ale też inne ugrupowania, będą miały możliwość wskazania swoich kandydatów na sędziów KRS”. Dzięki temu i kilku innym zapisom uniknęliśmy zarzutu oligarchizacji. Prezydent wprowadził także niezwykle ważny dla obywateli element – skargi kasacyjnej. Wystąpienie Franza Timmermansa każe sądzić, że unijni komisarze nie zapoznali się z ostatecznym kształtem ustaw, które leżą dziś na biurku prezydenta RP.

Prezydent popełnił jeszcze jeden mistrzowski krok. Wyczekał moment. Dał czas Komisji Europejskiej i ogłosił swoją decyzję dopiero po komunikacie Brukseli. Zamanifestował tym samym, że żadne próby zastraszenia nie robią na nim najmniejszego wrażenia. Dał jasno do zrozumienia, że nie ma zgody na ingerencję i zewnętrzne naciski w sprawy wewnętrzne RP.

Timmermans stosuje zasady dyktatu, a ja się na dyktat nie zgadzam

— powiedział w wieczornym wywiadzie dla Polsat News.

To kluczowe. Prezydent, jako strażnik konstytucji, odpowiada w ostatecznym rozrachunku za kształt prawa. Chcąc pełnić swoją funkcję odpowiedzialnie i zgodnie z sumieniem, nie może podpisywać ustaw, co do których sam ma duże wątpliwości. Jak mógłby ich później bronić? Zwłaszcza, gdy międzynarodowe naciski są tak silne.

Zawetowanie ustaw w lipcu okazało się salomonowym rozwiązaniem. Pisałam o tym już latem, choć bardziej przebijały się głosy krytyczne wobec prezydenta. Decyzja ta okazała się jednak niezwykle owocna. Obnażyła prawdziwe intencje opozycji i środowisk międzynarodowych, osłabiła niebezpiecznie wzbierającą falę społecznych napięć i protestów, zaskutkowała stworzeniem nowego, znacznie lepszego prawa, pokazała jak powinna wyglądać współpraca rządu z prezydentem w sprawach, dotyczących najgłębszych reform państwa.

autor: Marzena Nykiel

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Ale obciach pisać takie artykuły Pani Nykiel. Ale cóż. Kasa się liczy. Inni do roboty nie przyjęli….trzeba gdzieś zarabiać. Twarz ? Raz się straciło to co tam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ