Liderka Strajku Kobiet grozi: Kobiety będą umierać, bo zostanie im wieszak. Posłów PiS to nie obchodzi, bo stać ich na bezpieczne aborcje

Środowiska feministyczne przerzucają się z opozycją winą za porażkę w głosowaniu nad przyjęciem do dalszych prac w sejmowych komisjach projektu Barbary Nowackiej, który zakładał liberalizację prawa aborcyjnego w Polsce. Tym razem głos zabrała Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Stwierdziła, że przez tę sytuację dostęp do legalnej aborcji w Polsce będzie niemożliwy, a już teraz jest praktycznie znikomy. Co więcej, będzie drożej i niebezpieczniej, a kobiety zaczną umierać – dramatyzuje.

W wywiadzie, którego Lempart udzieliła Onet.pl, stwierdza, że taka sytuacja jak najbardziej odpowiada politykom Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ ich stać na „płacenie nawet wygórowanych kwot za bezpieczne zabiegi swoich żon, córek i kochanek”.

Bo wszyscy to robią, nie oszukujmy się. Skończmy z tą hipokryzją

— stwierdziła Lempart.

Rozgoryczona przebiegiem głosowania Lempart powiedziała, że opozycja dała się ograć i nie współczuje im, bo nie przyłożyli się do sprawy. Co do PiS – w jej ocenie była to cyniczna, „obrzydliwa, obłudna” gra polityczna.

Jednak działaczka feministyczna ma już pomysł na to, co może zrobić opozycja w ramach zadośćuczynienia. W jej opinii projekt „Ratujmy kobiety” powinien zostać wniesiony jako projekt poselski i powinien być debatowany w komisji.

W ten sposób posłowie i posłanki PO i Nowoczesnej mogą naprawić część szkód. Jeśli to zrobią, PiS w końcu, na jakimś etapie, będzie musiał na rozkaz Episkopatu odrzucić ten projekt. Wtedy wszyscy zobaczą ich prawdziwą twarz – obłudnej prawicy nienawidzącej kobiet i udającej, że „aborcji nie było, nie ma i nie potrzeba!”

— histeryzowała Lempart.

Dodała, że kobiety musza być gotowe na działanie w każdej chwili, ponieważ nie wiadomo, kiedy chociażby TK zajmie się sprawą zgłoszenia do TK przez posła Wróblewskiego wniosku o zbadanie konstytucyjności przepisów aborcyjnych.

Wystosowała swoisty apel o tę gotowość, mówiąc, że muszą mieć zbudowaną sieć obywatelską, a kiedy przyjdzie czas, odpowiednio szybko zareagować.

Myślę, że będziemy mieć jeszcze mniej czasu niż poprzednio – w 2016 roku od mojego wezwania do strajku, które padło 25 września, do 3 października, był ponad tydzień. Teraz może się zdarzyć tak, że będziemy mieć dwa-trzy dni. Albo 24 godziny

— bredziła feministka.

Pytana o to, czy w Polsce naprawdę może dojść do zakazu aborcji, ze zgrozą przyznała, że tak może się stać, ponieważ „przesłanka, która ma zostać usunięta, dotycząca legalnej aborcji uszkodzonego płodu, obejmuje 96 proc. wszystkich przypadków”.

Już teraz dostęp do legalnej aborcji jest w Polsce znikomy. Nawet jeżeli są przesłanki do przerwania ciąży, to jest wiele szpitali, w których obowiązuje klauzula sumienia i aborcji nie można przeprowadzić. Zaostrzenie przepisów spowoduje wyłącznie to, że podziemie aborcyjne będzie jeszcze bardziej dzikie. Będzie drożej i bardziej niebezpiecznie. Kobiety będą umierać, bo niektórym zostanie tylko wieszak, albo podejrzany specyfik chemiczny

— dramatyzowała Lempart.

Co więcej, stwierdziła, że ta sprawa w ogóle nie obchodzi polityków prawa i sprawiedliwości, ponieważ stać ich na płacenie za bezpieczne aborcje.

Wiem, że posłów PiS to nie obchodzi – ich stać na płacenie nawet wygórowanych kwot za bezpieczne zabiegi swoich żon, córek i kochanek. Bo wszyscy to robią, nie oszukujmy się. Skończmy z tą hipokryzją

— powiedziała Marta Lempart.

wpolityce.pl/onet.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ