Ks. prof. Cisły: “Jakoś nie słyszę, żeby autorytety świata islamskiego upominały się o sytuację chrześcijan w Iraku lub Syrii”

fot: youtube

Głowa Kościoła katolickiego bardzo często zwraca uwagę na losy emigrantów, uchodźców, muzułmanów, natomiast życzylibyśmy sobie tutaj też pewnej równowagi. Jakoś nie słyszę, żeby autorytety świata islamskiego z taką samą intensywnością upominały się o sytuację chrześcijan w Iraku lub Syrii, czy innych krajach, w których muzułmanie stanowią większość

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie.

 

wPolityce.pl: Obchodzimy w Polsce „Dzień Islamu w Kościele katolickim”. Na czym zdaniem Księdza Profesora powinno się podczas tych spotkań z muzułmanami położyć nacisk?

Ks. prof. Waldemar Cisło: Gdy papież udał się na wyspę Lesbos (muzułmanie stanowią tam ponad 90 procent), by zorientować się w sytuacji uchodźców, przywiózł do Watykanu cztery rodziny muzułmańskie. To wzbudziło na świecie pewne wątpliwości dlaczego Ojciec Święty nie zwrócił uwagę na los mniejszości chrześcijańskiej, która też tam jest. Zwłaszcza, że prawie 80 procent chrześcijan, którzy są pośród fali uchodźczej muzułmanów, doświadczało różnych form represji w obozach dla uchodźców i podczas podroży. Pamiętamy ten przykry wypadek, kiedy z łodzi wyrzucono 12 chrześcijan topiąc ich, bo w czasie niebezpieczeństwa zaczęli modlić się do Chrystusa. Głowa Kościoła katolickiego bardzo często zwraca uwagę na losy emigrantów, uchodźców, muzułmanów, natomiast życzylibyśmy sobie tutaj też pewnej równowagi. Jakoś nie słyszę, żeby autorytety świata islamskiego z taką samą intensywnością upominały się o sytuację chrześcijan w Iraku lub Syrii, czy innych krajach, w których muzułmanie stanowią większość. Napawa nas również wątpliwościami fakt, dlaczego kraje muzułmańskie nie naciskają bardziej na bogate kraje islamskie, żeby one przyjmowały uchodźców. I to jest ten pewien kontekst, w który wpisuje się „Dzień Islamu w Kościele katolickim”.

Tomasz Terlikowski napisał wprost: „Z rąk wyznawców islamu męczeństwo ponoszą tysiące chrześcijan (…) a my w tym samym czasie obchodzimy w Polsce „Dzień Islamu w Kościele katolickim”. Publicysta zwraca uwagę na fakt, że w naszych wspólnych relacjach ważniejsza staje się ekologia, niż mordowanie chrześcijan przez muzułmanów. Nie ma racji?

Wyraziste uwagi pana Tomasza Terlikowskiego, którego znam, bardzo ostro stawiają te pytania, które wielu ludzi porusza na różnych spotkaniach czy konferencjach. Bo owszem jesteśmy po Soborze Watykańskim II i jesteśmy nastawieni bardzo mocno na dialog i to, co pokazał św. Jan Paweł II w Asyżu, ale też nie wolno nam zapomnieć o słowach Benedykta XVI zapisanych w „Ecclesia in Medio Oriente”, że Bliski Wschód bez chrześcijan nie będzie już taki sam. Chrześcijanie przez wieki przetrwali -choć z wielkimi trudnościami – na terenach, które nazywamy Ziemią Świętą. Tymczasem dzisiaj przy okazji różnych akcji wysiedleńczych, represji i mordów ze strony ISIS, które dotykają chrześcijan, doprowadzimy do tego, czego muzułmanom nie udało się przez wieki. To znaczy wyczyścimy Ziemię Świętą z chrześcijan. A przykładem jest Irak, gdzie w 2003 roku było 1,5 mln chrześcijan, a dziś mamy ich tylko 200 tys. Kiedyś był to kościół, który od I wieku wysyłał misjonarzy aż po Indie, miał ponad 200 diecezji. Czy inne kościoły mają iść tym samym śladem, a my mamy temu przyklasnąć? Oby ten „Dzień Islamu” posłużył do takich refleksji. Zresztą też chcielibyśmy, by nie było tak, że jedynie my oddajemy szacunek muzułmanom i ich świętym księgom, lecz by to szło też w drugą stronę.

Bp Henryk Ciereszko, który tłumaczył ideę „Dnia Islamu” powiedział ważne słowa: ”Od strony muzułmańskiej powinno się wymagać wyraźniejszego potępienia aktów terroru dokonywanego w imię religii. Ale czy one padają na podatny grunt po tamtej stronie?

Śmiem w to wątpić. To bardzo ważne słowa, zresztą prosimy o to od lat, odkąd zaczęły się prześladowania. My jako Kościół musimy być bowiem głosem tych, którzy tego głosu nie mają. Jeżeli poprzez milczenie pozwalamy na mordowanie chrześcijan, to stajemy niewiarygodni. Nie możemy udawać, że nic się nie dzieje. Dla mnie bardzo mocnym i wyrazistym autorytetem jest ojciec jezuita Samir Khalil Samir, urodzony w Kairze, a od wielu lat mieszkający w Libanie. Świetnie zna arabski i islam. On pokazuje ten problem, że niestety świat islamu jest jeszcze daleko przed pewnym przełomem, którym byłoby odstąpienie od literalnego czytania Koranu. Dopóki będzie tak czytany, dopóty będziemy mieć ten problem, który jest. Islam musi zdobyć się na pewną wewnętrzną reformę, w której my chętnie pomożemy. Z drugiej strony nie widać jednak jeszcze takiej potrzeby, ale nadzieja umiera ostatnia.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ