Merta o rozmowach w komisji Millera: “Chciałabym usłyszeć odpowiedź na pytanie, dlaczego postanowili kłamać”

Zawsze uważałam i wielokrotnie to podkreślałam, że rodzina generała Błasika dostała najcięższy krzyż i przeżywa potworną gehennę. Mimo, iż Instytut Sehna potwierdził, że rzekomy głos gen. Błasika tak naprawdę należał do Roberta Grzywny, drugiego pilota, to mówiono o tym powszechnie bardzo cicho. Tymczasem kłamstwa cały czas powtarzano bardzo głośno

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Magdalena Merta, żona śp. ministra Tomasza Merty, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

 

Polityce.pl: Zaskoczyła Panią treść rozmów członków komisji Millera z ich ostatniego posiedzenia przed sporządzeniem raportu końcowego dotyczącego katastrofy smoleńskiej, które opublikował tygodnik „Sieci”?

Magdalena Merta: Wydaje mi się, że parlamentarny zespół Antoniego Macierewicza obnażył punkt po punkcie kłamstwa zawarte w raporcie Millera i stąd to, co dzisiaj zostało ujawnione, aż tak nie zaskakuje. Słuchaliśmy tych analiz przez wiele posiedzeń zespołu, więc byliśmy ich świadomi już wcześniej. Bardziej czekam na prawdę niż na kolejne odsłony anatomii kłamstwa. O tym, że raport MAK-Millera jest kłamliwy wiedzieliśmy od lat. Dlatego dzisiaj pewnie bardziej bym się ucieszyła z odkryć prawdy, niż kolejnych dowodów na przekłamania czy złą wolę tej komisji.

Przykładów złej woli tej komisji można mnożyć. Kwestia wrabiania gen. Błasika jest dla Pani jedną z tych najistotniejszych?

Zawsze uważałam i wielokrotnie to podkreślałam, że rodzina generała Błasika dostała najcięższy krzyż i przeżywa potworną gehennę. Mimo, iż Instytut Sehna potwierdził, że rzekomy głos gen. Błasika tak naprawdę należał do Roberta Grzywny, drugiego pilota, to mówiono o tym powszechnie bardzo cicho. Tymczasem kłamstwa cały czas powtarzano bardzo głośno. Czego się bali? Wrabianie Błasika jest elementem ukrywania prawdy i wpisuje się w cały ciąg takich zdarzeń, jak np. nie rozpatrywanie wniosków ekshumacyjnych. Dotyczy to mnie i Andrzeja Melaka, nie wiem czy ktoś oprócz nas takie wnioski jeszcze składał. Ponieważ prokuratura wojskowa nie pracowała na KPA, w związku z tym nie miała terminów rozpatrzenia takiego wniosku. Nigdy nie doczekaliśmy się od nich odpowiedzi, a to były wnioski dobrze uargumentowane.

Oczekuje Pani pociągnięcia do odpowiedzialności członków komisji Millera, przeprosin, oficjalnego zanegowania ich raportu?

Chciałabym usłyszeć odpowiedź na pytanie dlaczego postanowili kłamać, co nimi kierowało. ? Czym ich sterroryzowano, że tak postępowali? Myślę, że kłamstwo zawsze należy nazwać kłamstwem, nawet jeżeli będziemy szukali prawnej odpowiedzialności. Ważne byłoby powiedzenie, że to były kłamstwa. Pamiętajmy też, że jeżeli chodzi o kłamstwo katyńskie, to za nie nikt nie poniósł odpowiedzialności, a było to kłamstwo wpisywane w podręczniki szkolne. Jego autorzy do końca życia mieli się dobrze, nikt nie rozliczył ich za to, że kłamali. Dziś może nie chodzi o takie rozliczanie, a bardziej o nazwanie podłości podłością. Bo to, co zrobili, uważam za nikczemne i podłe. Powinno się im zadać fundamentalne pytanie: dlaczego tak im zależało, żeby podtrzymać rosyjską wersję?

Uważa Pani, że ktoś miał w tym interes polityczny?

Oczywiście. Trzeba zapytać kto miał tak naprawdę interes polityczny w tym, żeby działać na szkodę Polaków. Przede wszystkich tych, którzy zginęli i ich rodzin, ale także całego narodu polskiego po to, żeby chronić dobre imię Rosjan. Dlaczego komisja Millera przyjęła takie założenie, że musi reprezentować rosyjską a nie polską rację stanu? Nie wiem na ile członkowie tej komisji byliby gotowi odpowiedzieć na to pytanie, co ich skłoniło do tego kłamstwa. Bo to jest jeden z elementów, który wpisuje się w cały ciąg różnych zdarzeń. Ekshumacja Przemysława Gosiewskiego odbyła się np. wcześniej niż te zarządzone przez prokuraturę po wymianie władzy. Pani Gosiewska wnioskowała wówczas, by przy stole sekcyjnym znalazł się profesor Baden. Prokuratura nie wyraziła wtedy na to zgody używając argumentu: „pani nie rozumie, że Rosja jest mocarstwem”. Prawdę mówiąc trudno sobie wyobrazić, żeby w odwecie za postawienie niezależnego, światowej sławy eksperta przy stole sekcyjnym Gosiewskiego miały tu wjechać ruskie czołgi.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ