Tarczyński: Tusk milczał ws. nowelizacji ustawy o IPN, ponieważ czekał na wytyczne Merkel. W mojej ocenie dokonał zdrady dyplomatycznej

Donald Tusk nie ominie żadnej okazji, aby zaatakować Polskę. Milczał dlatego, że czekał na wytyczne. Jest człowiekiem, który, mówiąc kolokwialnie, zawdzięcza swój „stołek” Angeli Merkel. Jeżeli człowiek, który podaje się za Polaka, w tak newralgicznym momencie atakuje Polskę, to w mojej ocenie jest osobą, która dokonuje zdrady dyplomatycznej

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Dominik Tarczyński, poseł PiS.

wPolityce.pl: Donald Tusk długo milczał w sprawie nowelizacji ustawy o IPN. W końcu zabrał głos w tej sprawie na Twitterze i napisał, że rozpowszechnianie kłamliwego sformułowania o „polskich obozach” szkodzi Polsce, a autorzy tej nowelizacji wypromowali to oszczerstwo na cały świat skutecznie jak nigdy dotąd. Chyba nie takiego głosu w tej sprawie oczekiwaliby od przewodniczącego Rady Europejskiej Polacy?

Dominik Tarczyński: To nie jest reakcja, której oczekiwaliśmy. Donald Tusk nie ominie żadnej okazji, aby zaatakować Polskę. Milczał dlatego, że czekał na wytyczne. Jest człowiekiem, który, mówiąc kolokwialnie, zawdzięcza swój „stołek” Angeli Merkel. Jeżeli człowiek, który podaje się za Polaka, w tak newralgicznym momencie atakuje Polskę, to w mojej ocenie jest osobą, która dokonuje zdrady dyplomatycznej. To nie są tylko słowa. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, jakie skutki ma jego postawa, i to nie po raz pierwszy, to w mojej ocenie jako prawnika jest to zdrada dyplomatyczna. To jest zachowanie obrzydliwe, antypolskie, potwierdzające, kim on jest.

Wspomniał pan, że Donald Tusk czekał na wytyczne w sprawie tej nowelizacji ustawy o IPN. Od kogo? Kanclerz Angeli Merkel?

Angela Merkel dała mu ten „stołek” i wiadomym było, że to w jaki sposób to skomentuje, będzie uderzało w Polskę. Tutaj nieważne czy chodzi o relacje z Izraelem czy innym państwem. Najważniejsze dla niego i ludzi, którzy dobrze Polsce nie życzą, jest to, aby uderzyć w polski rząd. To jest podstawa ich działania. W mojej ocenie każdy wpis Donalda Tuska jest po prostu antypolski. On mówi o tym, że to obrzydliwe stwierdzenie o „polskich obozach” zostało wypromowane w świecie przez autorów ustawy. To on w świecie pokazuje, jaką postawę wobec Polski reprezentuje. To jest bardzo przykre, ale też powinno mieć swoje konsekwencje i wierzę, że będzie miało.

To znaczy jakie konsekwencje?

Po pierwsze polityczne, po drugie według mojej oceny także karne. Nie może być sytuacji, że my zapominamy o tym, jaki udział miał Donald Tusk w tragedii smoleńskiej. Nie możemy zapomnieć o tym, jaki miał udział w niszczeniu polskiej dyplomacji oraz gospodarki. Trzeba będzie się pochylić nad tym, w jaki sposób jego rząd podpisał szkodliwą umowę gazową z Rosją. Jest wiele elementów decyzji strategicznych, które w mojej ocenie bardzo negatywnie wpłynęły na naszą przyszłość. My jednak sobie z tym poradzimy i posprzątamy po nim.

Dość zaskakująca jest też postawa całej Platformy Obywatelskiej wobec nowelizacji ustawy o IPN. Dziś na konferencji prasowej jej przedstawiciele zaapelowali do prezydenta, aby zawetował tę nowelizację. Nazywają ją „PiS-owskim szaleństwem”. Widać, że PO przyjmuje zupełnie inną postawę w tej sprawie niż polski rząd…

Tutaj pojawia się pytanie, czy Platforma faktycznie chce reprezentować interes Polski, czy tak samo jak Donald Tusk realizować zlecenie. Ja naprawdę nie przesadzam. Różnica między nami, a PO jest taka, że prezydent Duda spotyka się z prezydentem Trumpem, premier spotyka się na szczycie Grupy Wyszehradzkiej, prezes Jarosław Kaczyński spotyka się z sekretarzem stanu USA, czyli mamy spotkania z naszymi partnerami, a oni żeby z kimś się spotkać, muszą jechać do niemieckiej ambasady. To są fakty. Myślę, że oni tak naprawdę kompletnie odrealnieni od tego, czego oczekują Polacy, realizują to, co jest w ich interesie partyjnym, a nie Polski.

W Izraelu cała klasa polityczna, zarówno rządzący, jak i opozycja, ma podobne stanowisko odnośnie nowelizacji ustawy o IPN. Z kolei w naszym kraju opozycja ma zupełnie inne stanowisko niż polski rząd. To chyba nie jest sytuacja korzystna dla naszego kraju?

Tylko, że różnica między nami, a Izraelem jest taka, że w Polsce mam wrażenie, że mamy polityków opozycji, którzy są na politycznym żołdzie państw, które mają w tym interes. Mówię o tym całkowicie świadomie, bo nie można inaczej odbierać tych sygnałów dyplomatycznych. Jeżeli ktoś w Polsce spotyka się np. z przedstawicielami Niemiec w ich ambasadzie, a nie w budynku polskiej instytucji publicznej, to jest to symbol.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ